Akcja Zima

Wróciliśmy. Troszkę za szybko. Jak zawsze zabrakło tych kilku dni do całkowitego spełnienia. Niby tydzień wolnego, pełnej laby, całkowitego relaksu. I niby te siedem dni powinny wystarczyć, ale wróciłam jakaś taka, no wiecie, no nie chciało mi się wracać w ogóle. A to wszystko dlatego, że było mega fajnie 🙂

To był nasz drugi zimowy wypad. Pierwszy zaliczyliśmy w zeszłym roku. Tak naprawdę to ja nie wiem, czemu wypoczynek planuje się tylko na wakacje, przynajmniej większość tak robi. Ferie są jakieś zawsze takie przekichane, byle tylko minęły te dwa tygodnie. A tu się okazuje, że można je naprawdę fajnie spędzić. I mówię to ja, ciepłolubny typ. Zima nigdy mi nie pasowała, nie wliczając tych lat, gdy byłam smarkulą i cieszył mnie niezmiernie biały puch. Później mi przeszło i już nie pamiętam tamtych lat. Mam swoją teorię, urodziłam się w zimę i pewnie nieźle przemarzłam przy wyjściu na ten piękny świat. No zwyczajnie, ja i zima się nie lubimy. Może dlatego nigdy nie planowałam zimowych wypadów. Nie widziałam się w tych narciarskich ubraniach, wśród zafiksowańców na stokach. Czekałam więc cierpliwie jak temperatura zacznie wzrastać do ludzkich wartości.

Wszystko się zmieniło w zeszłym roku. Jechali znajomi, z którymi spędzamy większość wolnego czasu, to pojechaliśmy i my. Namówiłam się głównie dlatego, że uwielbiam, gdy Sue próbuje nowych rzeczy. No i przyznam się szczerze, ja też chciałam spróbować. Zakupiłam te wszystkie narciarskie niezbędniki, zapakowalim się i pojechali. Prosto ku przygodzie.

Sue załapała w sekundzie. Ta smarkula ma dziwną zdolność szybkiego łapania nowości. Ja, już stara krowa, bardziej widziałam jak lecę z nartami w dół, niż zjeżdżam. Jakoś się zsuwałam, ale szału nie było. Narty mnie nie powaliły, nie rozkochały w sobie, chociaż wyjazd sam w sobie podobał mi się na tyle, że w tym roku postanowiliśmy wrócić.

Większa ekipa ( 29 osób !!!!!! ), już rozbita na dwa domki, to samo miejsce, ten sam stok, tylko narty zmieniłam na deskę. Sue też, w połowie. Rano zaliczała lekcje na snowboardzie a wieczorem szalała na nartach. Ja, po zeszłorocznym szaleństwie, a raczej jego braku, skupiłam się na desce. Tu pojawiła się miłość. Mimo tego, że deska jest cięższa, w moim odczuciu, do nauki, mi osobiście bardziej przypadła do gustu. Z przyjemnością szłam na kolejne lekcje, i mimo upadków i całkiem pokaźnych siniaków, gęba cieszyła mi się non-stop. Do dobrej jazdy jeszcze dużo mi brakuje, ale wiem, że za rok jadę na deskę, to już sukces. Zu oczywiście ogarnęła snowboard lepiej od matki. Duma mnie rozpiera. I nie chodzi już o same umiejętności, ale o chęci do próbowania nowych rzeczy i przełamywania swoich leków i obaw. Moja zuch dziewczyna 🙂

A między stokami były obiadki, spacery lub zwykłe popołudniowe leżakowanie. Czas minął szybko, zdecydowanie za szybko, ale jak wyjeżdżaliśmy to zamówiliśmy pokoje na przyszły rok. Deska połączyła mnie i zimę. I może jeszcze za wcześnie by mówić o wielkiej miłości, ale jakieś jej początki już widzę. Podobno na miłość nigdy nie jest za późno 😉

A jak jest u Was??? Deska czy narty, lato czy zima ?????

IMG_7785

IMG_7795

IMG_7806

IMG_7822

IMG_7895

IMG_7901

IMG_7933

IMG_7968

IMG_8049

IMG_8076

IMG_8085

IMG_8103

IMG_8118

IMG_8171

IMG_8234

IMG_8251

IMG_8308

IMG_8367

IMG_8398

IMG_8404

IMG_8440

IMG_8520

IMG_8741

IMG_8785

IMG_8811

IMG_8816

IMG_8822

IMG_8857

IMG_8906

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


pięć + 1 =