KRÓLowa… ®

Na polskim rynku modowym dzieje się coraz więcej. Nowi projektanci pojawiają się jak grzyby po deszczu. Młodzi, zdolni i ambitni, z ciekawym spojrzeniem ożywiają polską modę, sprawiając, że coraz więcej ludzi szuka ubrań w sieci, rezygnując ze znanych sieciówek. Odnoszę jednak wrażenie, że większość tych projektów utrzymana jest w podobnym klimacie. Jakiś czas temu, gdy szukałam w sieci czegoś „ zwykłego „ to miałam mały problem.


Aleksandra Król – projektantka mody, pojawiła się na naszym rynku stosunkowo niedawno. Jej kolekcja jest, zmysłowa i elegancka, znacznie różniąca się od tego, co do tej pory proponowali nam młodzi projektanci.  Minimalizm, mega kobiecość i wielka dbałość o szczegóły czynią projekty Oli wyjątkowymi, takimi,  o jakich marzy na pewno każda kobieta. Wyjątkowymi w tej kolekcji są jednak przede wszystkim wersje mini dla młodszych dam. Takie same sukienki dla mamy i córki – SŁODKO!!!!! Ola, strzał w dziesiątkę!!!!
 
Sue swoją sukienką jest zachwycona. Obroty mogłaby robić w niej chyba cały dzień. Sukienka układa się pięknie nie tylko przy obrotach, ale zachowuje się jak druga skóra przy każdym ruchu dziecka. Piękny kolor, idealny krój, perfekcyjne wykonanie, jednym słowem CUDO !!!!!
 
My na pewno będziemy stałymi klientkami !!!
 
Olu, dziękujemy ♥


I wielkie DZIĘKUJĘ dla osobistej asystentki, cioci Marty M. ♥

 
















 
SUKIENKA – Aleksandra Król
 

Bałtów …


O Bałtowskim Parku Jurajskim nasłuchałam się samych ochów i achów. Znajomi i nieznajomi opisywali to miejsce w samych superlatywach. Można by pomyśleć, że to istny raj na ziemi.


Skuszeni tymi fantastycznymi opowieściami postanowiliśmy się tam wybrać. Dzień, na który zaplanowaliśmy wycieczkę od rana zapowiadał się wspaniale. Jedziemy. Co jakiś czas mijamy na trasie wielkie, kolorowe billboardy, utwierdzające nas w przekonaniu, że Bałtów to był dobry wybór. W końcu dojeżdżamy. Pan pobiera od nas opłatę za parking, a drugi pokazuje nam wolne miejsce parkingowe. Dzięki nim wszystko idzie szybko i sprawnie. Następne samochody są już odsyłane na drugi parking. Podchodzimy do kasy. Wybieramy pakiet. Płacimy. Miły pan przy wejściu, zakładając nam na ręce odpowiednie opaski, informuje nas, że możemy tu spędzić cały dzień. Grzecznie dziękujemy i zaczynamy zwiedzanie. Dinozaury rzeczywiście są, nie kłamali. Piękne okazy stoją jak żywe. Chyba gryzą, bo nie wolno do nich podchodzić i ich dotykać. No dobra, jest kilka gatunków, może łagodniejszych, które zostały puszczone samopas. Tu radość dzieci jest większa, przecież to ogromna frajda dla malucha, gdy może dotknąć takiego stwora. Nie ma co ukrywać, jesteśmy trochę rozczarowani tymi płotkami, inni rodzice chyba też, bo część z nich nie zwraca uwagi na przeszkody i po chwili ich pociechy już są po drugiej stronie barykady. Po krótkim spacerze na świeżym powietrzu docieramy do Prehistorycznego Oceanarium. Zakładamy okulary i podziwiamy podwodne życie ogromnych gadów. Po kilkunastu minutach wychodzimy. Siadamy. My wybieramy kawkę, Sue loda. Patrzymy na zegarek, minęła zaledwie godzina a my zwiedzanie mamy już za sobą. To by było na tyle jeśli chodzi o dinozaury. Po wypiciu kawki idziemy dalej zobaczyć co jeszcze Bałtów ma nam do zaoferowania. Dochodzimy do sporego placu zabaw. Sue jakoś nie jest zainteresowana. Ten tłum dzieciaków rzeczywiście nie jest zachęcający. Trudno, przecież jest tu jeszcze park rozrywki. Kilka zwykłych karuzeli, jakieś pociągi, przejażdżka na koniu, pływające łabędzie, chyba jakaś strzelnica.  Nasz pakiet tego nie obejmuje, więc za każdą z trzech zabaw, które wybrała sobie Sue, musimy dodatkowo zapłacić.  Po mniej więcej 30 minutach idziemy dalej. Z reszty atrakcji rezygnujemy. Bałtów się ceni… Przed wyjściem kupujemy jeszcze pamiątkę dla Sue, i idziemy do chyba jedynej w pobliżu restauracji, gdzie można zjeść normalny posiłek. Na szczęście, tu się nie zawiedliśmy, obiad był pyszny. I tu się kończy nasza przygoda z Bałtowem.

Pewne jest, że park w Bałtowie jest pięknie położony i rzeczywiście można tu spędzić cały dzień, pod warunkiem, że skorzysta się z każdej bałtowskiej atrakcji, za które trzeba dodatkowo płacić, po podliczeniu może wyjść niezła sumka, a biorąc jeszcze pod uwagę dojazd, posiłek i ewentualny nocleg dla gości z daleka to dość kosztowna wyprawa. Moim skromnym zdaniem, nie warta skórka wyprawki.

 



 



 



 



 



 



 



 




 

BLUZKA – Zara

SPODENKI – Zara

BUTY – Zara

KURTKA – Zara

Nasz Czas




Gdy byłam małą dziewczynką moja mama miała zielonego poloneza. Brzydkiego, zielonego poloneza, bez wspomagania i klimatyzacji. I za każdym razem, jak mamuśka zmieniała samochód, to każdy kolejny też był brzydkim, zielonym polonezem. Żeby nie było, zupełnie mi to nie przeszkadzało. Pamiętam te Polonezy, bo trochę się z szanowną rodzicielką nimi najeździłam.


Moja mama zawsze była duszą towarzystwa, co zresztą zostało Jej do dziś. Niespokojną duszą, która nie potrafiła długo usiedzieć na miejscu. Zawsze Ją gdzieś ciągnęło, a jak Ją, to oczywiste jest, że mnie też. Niektóre z tych wypraw głęboko zapadły mi  w pamięci, o innych przypomina mi czasem mama, a jeszcze inne powracają do mnie gdy przeglądam stare fotografie.
 
Teraz moja kolej. Teraz sama jestem matką. Teraz to ja chcę jak najwięcej pokazać mojej córce. Nie muszą to być wcale dalekie i bardzo kosztowne wyprawy, bo najważniejsze w tym wszystkim jest to, że spędzamy ten czas razem, zostawiając choć na chwilę codzienne obowiązki.
 
Mam nadzieję, że moja córka też będzie miała kiedyś tak miłe wspomnienia jak ja…
 
A tak wyglądała Sue w Kazimierzu Dolnym













Leginsy – no name
Buty – Converse

We ♥ Deep Trip



Zawsze gdy chcę kupić Sue leginsy to mam mały problem. Sue należy raczej do tych drobniejszych ludzików i leginsy częściej u Niej przypominają spodnie dresowe. Gdy wreszcie znajdę coś bardziej przylegającego do Jej chudych nóżek, coś co nam się spodoba, to raczej długo nie zastanawiam się nad ich kupnem 

 


Deep trip spadło mi z nieba. Nie dość, że odlotowe wzory to jeszcze leginsy szyte na zamówienie, dla mnie idealnie!!!! Jedyny problem polegał na tym, że praktycznie wszystkie mi się podobały. To był naprawdę ciężki wybór, ostatecznie zdecydowałam się na „bless”, ale upatrzonych mam jeszcze kilka innych wzorów 
 
My jesteśmy nimi zachwycone 
 
Deep trip, dziękujemy ♥
 
 














 
 
Czapka – Element ( kupiona na Zalando ) 
Buty – Puma TU
Leginsy – Deep Trip
Bluzka – Zara

Biało-Granatowo


Uwielbiam styl marynarski, który kojarzy mi się ze słońcem, swobodą, relaksem i przede wszystkim z piachem i wodą.

Gdy więc postanowiliśmy wybrać się na spacer nad Wisłę i gdy nadszedł czas ubierania Sue, to pierwsze co mi przyszło do głowy to białe szorty i bluzeczka w biało-granatowe paski, nieodłączny element tego trendu. Sue obowiązkowo musiała założyć swoją nową opaskę, jest nią zachwycona i najchętniej nosiłaby ją cały czas, zresztą mi też się bardzo podoba:)
 
A gdy wracaliśmy, białe szorty już takie białe nie były… Cóż, podobno brudne dziecko  to szczęśliwe dziecko… 🙂
 
 











 
 
Bluzka – Benetton
Szorty – Zara
Opaska – Fabryka Mamy
Buty – Zara

Pacyfka Od Kury


 

 
Bluzki z pacyfką szukałam dla Sue od dłuższego czasu. Wiadomo jednak jak jest. W sklepach z odzieżą dziecięcą królują bohaterowie kreskówek, filmów dla najmłodszych, ewentualnie zwierzątka.

Nie ukrywam, ja też czasem kupię Sue bluzkę z Jej ulubioną postacią, ale zdecydowanie częściej staram się wybierać coś mniej słodkiego.
 
I tak właśnie, szukając tej pacyfki, trafiłam na stronę KURA-D.. W ofercie sklepu nie ma co prawda takiej bluzki, ale u Kury jest możliwość zamówienia bluzki z wybranym przez siebie nadrukiem. BINGO!!!!  Po kilku mailach, z przemiłą Panią, i po kilku dniach oczekiwania bluzeczka jest nasza. Właśnie taka, jakiej szukałam J. Jakość bluzki i jakość wykonania pacyfki, SUPER!!! J
 
Już wiem, że to nie był nasz ostatni zakup u KuryJ
 
Szczerze polecam !!!
 











BLUZKA – KURA-D
SPODNIE – Zara
BUTY – Zara
BRANSOLETKA – Missiu
 

Na Farmie Fajnie Jest



Zuzię jakoś nigdy magia nie interesowała. W sumie nie ma się co dziwić, pokazy prezentowane przez nudnych iluzjonistów rzeczywiście nie są zbyt interesujące, zwłaszcza dla pięcioletniego szkraba.

 


Na Farmie Iluzji było jednak zgoła odmiennie. Tam interesowało Ją wszystko. Wszędzie chciała wejść, wszystkiego dotknąć. Do niektórych atrakcji wracaliśmy kilka razy. 
 
Najbardziej zafascynowała Sue Latająca Chata Tajemnic, w której to co widzimy całkowicie różni się od tego co odczuwamy. Dzieciaki miały z tego niesamowitą frajdę, ja zdecydowanie mniejszą. Szybciej wyszłam niż weszłam, mój błędnik tego nie wytrzymał J
 
Farma to także, oprócz Chaty, Muzeum Iluzji, lewitujący kran, krzesła i stół olbrzyma, a także szachy w rozmiarze XXXL i wiele innych atrakcji. Dużo radochy daje dzieciom wielki wiklinowy labirynt i drewniany plac zabaw.
 
Wspaniałym dopełnieniem zwiedzania i zabawy był pokaz iluzji. Młoda iluzjonistka, swoim poczuciem humoru i ciekawym prezentowaniem magii, przyciągnęła sporą publiczność, a zafascynowane dzieci chętnie Jej asystowały. Nawet Zuzia z zaciekawieniem obejrzała cały pokaz J
 
Najważniejsze jednak jest to, że spędziliśmy tam wspaniały, rodzinny dzień, z dala od spalin i miejskiego zgiełku. J
 
Na pewno jeszcze kiedyś tam wrócimy J
 
 



















 
BLUZKA – Puma
SPODNIE – Egurrola dance store
BUTY – Puma
BIDON – Sigg

Podobno Najtrudniej Jest Zacząć



Pomysł na bloga nie przyszedł do mnie tak po prostu. Nie przyszedł do mnie tylko dlatego, że blogi robią się u nas bardzo modne i popularne. Ta myśl siedziała we mnie od dawna i narodziła się ponieważ, i tu przyznaję się bez bicia, przykładam wielką wagę do ubrań mojej córki, i naprawdę uwielbiam Ją fotografować. I tak było u nas odkąd pamiętam…

Jeżeli chodzi o ubrania, to nigdy nie lubiłam dzielenia ich na „ te do kościoła „ a „ te do przedszkola „. Nie rozumiałam, i wciąż nie rozumiem, takiego podziału i przyznam się szczerze, że często się temu przeciwstawiam. Może dlatego, że naprawdę uwielbiam modę dziecięcą i uwielbiam się nią bawić. A mam to szczęście ogromne, że moja córka również 🙂
 
Fotografia to taka moja pasja, którą nigdy nie zajmowałam się profesjonalnie. Uwielbiam robić zdjęcia Zuzi, takie niewymuszone, bez pozowania na siłę, bez „ Sue, uśmiechnij się do aparatu „. Takie zdjęcia „ czyste „, robione z miłości, dla potrzeby uchwycenia chwili. Zuzia od pierwszych swoich dni przyzwyczajona do aparatu, w ogóle się go nie boi, a ja często to wykorzystuję 🙂
I właśnie te dwie pasje, mimo że czysto amatorskie, dają mi i Sue wielką radość, którą chcemy się dzielić z innymi… 🙂
 
Witamy na naszej planecie 🙂
 
 



 



 



 



 



 



 



 

 
 
 
Bluzka – Zara
Spodnie – Zara
Buty – Zara
Bransoletka – Missiu