Bądź dobra dla siebie, nie tylko na wiosnę.

woman-1901702_1920

Kiedyś myślałam, że nie można odpuszczać. Każde „poddanie się” traktowałam jak porażkę, którą skrupulatnie kryłam przed innymi. Wstydziłam się, że nie dałam rady, tłumaczyłam każde odstępstwo, gotowa byłam pójść do spowiedzi, prosić o przebaczenie, mimo tego, że do kościoła zaglądam sporadycznie, prowadzona bardziej okazją niż potrzebą. Tak się wtedy czułam. Mocno przybita i całkowicie zagubiona. I pewnie dalej tkwiłabym w takim zaplątaniu, gdyby nie fakt, że zmądrzałam, w porę i na szczęście. Nie znaczy to jednak, że wszystko mam w głębokim poważaniu, że na nic i nikogo nie zwracam uwagi. Nie. Wciąż się przejmuję i wciąż nie odpuszczam, potrafię walczyć jak lwica, gdy na czymś bardzo mi zależy, nawet jeśli komuś z boku może wydawać się inaczej. Różnica jest taka, że nauczyłam się czytać samą siebie, swoje marzenia i potrzeby i swój sposób widzenia świata. Wiem już, że regeneracja jest tak samo potrzebna jak sam trening. Nie ma nic złego w odpoczynku, o ile wiesz, że wrócisz.

Ważne jednak, by swoje marzenia spełniać dla siebie, nie dla innych. Nikomu nie chcę i nie muszę niczego udowadniać. Nie chcę i nie muszę być taka, jaką Ty chcesz mnie widzieć. Już nie. Na szczęście. Przecież tyle ludzików na świecie, każdy znajdzie kogoś dla siebie. 

Zauważyłam, że większość z nas idzie z prądem. Ślepo stąpa za tłumem i panującymi obecnie trendami. Nie zachwyca nas jakość, ale ilość lajków na facebooku i czerwonych serduszek na Insta. Im ich więcej, tym bardziej nam się podoba. Nic, że treść czy wygląd dalekie od naszego spostrzegania świata, ważne, że na innych to robi wrażenie, a jeśli tak jest to i my naciśniemy magiczny przycisk.

Wszędzie widzę takie same pokoje, urządzane na ślepo według zdjęć z Pinteresta. Moda przestaje zachwycać, bo ileż razy mamy wzdychać nad takimi samymi stylizacjami i włosami ułożonymi zgodnie z trendami. Stajemy się kopiami innych, tracimy samych siebie, ale zyskujemy grono fanów, bo pewne hasztagi sprzedają się jak świeże bułeczki.

Co chwila wyświetlają mi się te same reklamy, co drugi tekst jest tak samo wyświechtany i mocno przesłodzony. Jakie to mamy wspaniałe życie, przecudownego męża i jeszcze bardziej cudowne dziecko, ewentualnie dzieci. Nie, wad mi nie posiadamy, gardzimy nimi. Jesteśmy bardziej doskonali niż amerykańskie sweet komedie. Problemom też dziękujemy, o gorszych dniach zapominamy, a tym całym szczęściem podzielimy się w internecie. Niech inni zazdroszczą i wpadną w depresję. Nam będzie lepiej tym bardziej, bo nic nie buduje tak naszego szczęścia jak nieszczęście innych.

Ewentualnie idziemy w kierunku drugimi. Krytykujemy wszystko i wszystkich. Od wyglądu po wiedzę. Nie odpuścimy, trzeba po kimś pojechać, by trochę się podnieść na duchu, swoje własne „ja” wynieść jak najwyżej. Szpila wsadzona, dzień udany.

Przestaje mnie to bawić, a im mniej mnie śmieszy i zachwyca, tym bardziej drażni, a ja mam ochotę iść w przeciwnym kierunku, jak ta lala na przekór innym. Mam wrażenie, że tylko tak zdołam utrzymać własne ja na powierzchni. Może nie doskonałe, ba, na pewno nie, ale przynajmniej własne, a to dla mnie najcenniejsze.

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *


× trzy = 21

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>