Bałtów …


O Bałtowskim Parku Jurajskim nasłuchałam się samych ochów i achów. Znajomi i nieznajomi opisywali to miejsce w samych superlatywach. Można by pomyśleć, że to istny raj na ziemi.


Skuszeni tymi fantastycznymi opowieściami postanowiliśmy się tam wybrać. Dzień, na który zaplanowaliśmy wycieczkę od rana zapowiadał się wspaniale. Jedziemy. Co jakiś czas mijamy na trasie wielkie, kolorowe billboardy, utwierdzające nas w przekonaniu, że Bałtów to był dobry wybór. W końcu dojeżdżamy. Pan pobiera od nas opłatę za parking, a drugi pokazuje nam wolne miejsce parkingowe. Dzięki nim wszystko idzie szybko i sprawnie. Następne samochody są już odsyłane na drugi parking. Podchodzimy do kasy. Wybieramy pakiet. Płacimy. Miły pan przy wejściu, zakładając nam na ręce odpowiednie opaski, informuje nas, że możemy tu spędzić cały dzień. Grzecznie dziękujemy i zaczynamy zwiedzanie. Dinozaury rzeczywiście są, nie kłamali. Piękne okazy stoją jak żywe. Chyba gryzą, bo nie wolno do nich podchodzić i ich dotykać. No dobra, jest kilka gatunków, może łagodniejszych, które zostały puszczone samopas. Tu radość dzieci jest większa, przecież to ogromna frajda dla malucha, gdy może dotknąć takiego stwora. Nie ma co ukrywać, jesteśmy trochę rozczarowani tymi płotkami, inni rodzice chyba też, bo część z nich nie zwraca uwagi na przeszkody i po chwili ich pociechy już są po drugiej stronie barykady. Po krótkim spacerze na świeżym powietrzu docieramy do Prehistorycznego Oceanarium. Zakładamy okulary i podziwiamy podwodne życie ogromnych gadów. Po kilkunastu minutach wychodzimy. Siadamy. My wybieramy kawkę, Sue loda. Patrzymy na zegarek, minęła zaledwie godzina a my zwiedzanie mamy już za sobą. To by było na tyle jeśli chodzi o dinozaury. Po wypiciu kawki idziemy dalej zobaczyć co jeszcze Bałtów ma nam do zaoferowania. Dochodzimy do sporego placu zabaw. Sue jakoś nie jest zainteresowana. Ten tłum dzieciaków rzeczywiście nie jest zachęcający. Trudno, przecież jest tu jeszcze park rozrywki. Kilka zwykłych karuzeli, jakieś pociągi, przejażdżka na koniu, pływające łabędzie, chyba jakaś strzelnica.  Nasz pakiet tego nie obejmuje, więc za każdą z trzech zabaw, które wybrała sobie Sue, musimy dodatkowo zapłacić.  Po mniej więcej 30 minutach idziemy dalej. Z reszty atrakcji rezygnujemy. Bałtów się ceni… Przed wyjściem kupujemy jeszcze pamiątkę dla Sue, i idziemy do chyba jedynej w pobliżu restauracji, gdzie można zjeść normalny posiłek. Na szczęście, tu się nie zawiedliśmy, obiad był pyszny. I tu się kończy nasza przygoda z Bałtowem.

Pewne jest, że park w Bałtowie jest pięknie położony i rzeczywiście można tu spędzić cały dzień, pod warunkiem, że skorzysta się z każdej bałtowskiej atrakcji, za które trzeba dodatkowo płacić, po podliczeniu może wyjść niezła sumka, a biorąc jeszcze pod uwagę dojazd, posiłek i ewentualny nocleg dla gości z daleka to dość kosztowna wyprawa. Moim skromnym zdaniem, nie warta skórka wyprawki.

 



 



 



 



 



 



 



 




 

BLUZKA – Zara

SPODENKI – Zara

BUTY – Zara

KURTKA – Zara

Share This Story

CZAS WOLNY

You May Also Like

2 Comments

  1. 1
  2. 2

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


siedem × 6 =