Be Happy

Miałam kiedyś taką koleżankę, która na wszystko narzekała. Na słońce, na deszcz, na ból głowy, brzucha i dupy. Na męża, byłego i na córkę obecną. Wszystko było beeeeee. Koleżankę tę spotykały w życiu głównie sytuacje przykre, a gdy przypadkiem zdarzyła się rzecz radosna, to ona i tak to wszystko obróciła i zrobiła z tego nieszczęście XXI wieku. Znajomość nasza utrzymywała się tylko i wyłącznie przez pracę wspólną, a nasze rozmowy zaczęły ograniczać się tylko do służbowych. Nie byłam w stanie znieść jej ciągłego marudzenia. Gdy więc robota się skończyła, zakończyła się też znajomość. Na szczęście, moje na pewno.

Całkiem niedawno usłyszałam, że jestem optymistką, że rzadko kiedy narzekam i że na pewno mam życie cudowne, bajeczne, różami usłane. Skąd takie wnioski?? Bo nie jęczę, bo nie szukam problemów na siłę, bo nie narzekam na Polskę, na podatki, skok franka, nasze drogi lub służbę zdrowia? Nie narzekam bo mi się nie chcę, bo moje jęczenie niczego nie zmieni, bo wolę robić rzeczy o wiele fajniejsze, bo mam życie jedno i chcę z niego czerpać to co najlepsze.

Mam taki jeden sposób. Jak coś mi nie pasuje to zmieniam. Ty też możesz. Mieszkanie, pracę, miasto, kraj, ba nawet męża możesz sobie zmienić, na młodszy model oczywiście. Naprawdę. A jak czegoś zmienić się nie da, to sobie głowy tym nie zaprzątam. Moje marudzenie nie wpłynie ani na podatki ani na drogi, więc po co stękać? Po to by popsuć humor sobie, tobie i jeszcze komuś innemu? Gdzie w tym sens? Czy nie szkoda życia na takie dyrdymały? Czy nie lepiej tańczyć, śpiewać, śmiać się?

Naprawdę wierzę w to, że nasze nastawienie, nasze myśli mają wpływ na nasze życie. Obserwuję ludzi dokładnie, uwielbiam to, analizować ich, zgadywać co zrobią, powiedzą w danej sytuacji. Taka zdolność czytania ludzi. Widzę wśród nich osoby szczęśliwe i spełnione, które idą przez życie z uśmiechem na ustach i którym nie strasznie chwilowe niepowodzenia. Upadają, wstają i podążają dalej. Widać w nich wiarę w fajne jutro, w szczęście i dobre życie. Oni spełniają swoje marzenia, biorą od życia to czego pragną, sprawnie omijając przeszkody. Oni wygrywają swoim optymizmem. A zaraz obok nich stoją ci, którzy na pytanie: „Co słychać? „ wysypią z rękawa same nieszczęścia. Od zaspania, po głupią szefową do zardzewiałej barierki na balkonie. U nich wiecznie jest coś nie tak, życie jest do dupy, nie mają kasy, mąż im nie pomaga w domu, dziecko jest niegrzeczne i nie stać ich na nową parę butów. Nie daj boże żebyś miała lepiej. Zjedzą cię, na czczo, bez popijania. Oni ci nie pogratulują sukcesu, nie pochwalą nowej fryzury i nie zauważą nowej sukienki. Bo to dla nich jak przyznanie się do porażki. A potem cię znienawidzą, bo w ich odczuciu masz lepiej, a to takie niesprawiedliwe. Nawet przez sekundę nie pomyślą, że ty na ten swój sukces pracowałaś długo, ciężko i cierpliwie, a na nową sukienkę odkładałaś od dawna. I nie próbuj im nic tłumaczyć, ich nie interesuje twoja droga, oni widzą tylko efekt końcowy. Jest na nich jedna rada. Unikaj ich jak ognia i nie pozwól by ich żale przyćmiły twoje szczęście.

Gdy wracam myślami na Sycylię nie myślę o cudownej pogodzie, ciepłej wodzie w basenie ani pięknych widokach. Myślę o ludziach, których tam spotkałam, ludziach bawiących się bez wstydu, śmiejących się bez powodu, machających do ciebie z daleka. To nic, że widzieliśmy się raz. Oni machają, pozdrawiają, głośno krzycząc Buon giorno. Myślę o animatorkach z hotelu, które mimo codziennej pracy od rana do wieczora zawsze były uśmiechnięte. Myślę o ludziach spotkanych gdzieś na mieście, peronie, w kawiarni, którzy zawsze nam chętnie pomagali mimo bariery językowej. Ich optymizm, radość, głośny śmiech były tak zarażające, że sama przez tydzień śmiałam się jak wariatka. Dla samej tej atmosfery warto tam pojechać.

Oni nie mają wcale lepiej od nas. Po opowieściach Polki, która od 25 lat tam mieszka, wiem, że nie zamieniłabym się z nimi nawet na sekundę. Nasze podatki, nasze bezrobocie, nasza bieda to pikuś w porównaniu z tym, co dzieje się na Sycylii. Lecz mimo tylu „problemów” oni się śmieją, bawią się, żyją pełnią życia, biorą od życia to co najlepsze.

Są w życiu chwile przykre, czasem los nas sprawdza i rzuca pod nogi kłody ciężkie. I nie chodzi o to by przejść przez życie bezproblemowo, by oczekiwać od losu samych radosnych dni, ale o to, by podnosić się i iść dalej z uśmiechem i wiarą, zostawiając za sobą to co złe i bez wahania sięgać po szczęście. Wiesz, optymizmu można się nauczyć 🙂

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


5 + = osiem