Ciąża To Nie Choroba, To Stan Wyjątkowy

maternity-2252154_1920

Są takie dni, kiedy budzę się rano i czuję, że mogłabym góry przenosić. Energia rozwala mnie od środka, a ja latam jak oszalała i robię milion rzeczy na minutę. Czasem to szaleństwo trawa cały dzień, czasem łapię krótką drzemkę regeneracyjną i lecę dalej. Cieszę się tym stanem jak dziecko, bo tak jest mi dobrze, czuję, że jutro będzie tak samo, że załatwię wszystkie zaległe sprawy i wieczorem siądę szczęśliwa i spełniona.

A kolejny dzień wita mnie walącym sercem. Zastanawiam się, czy jest możliwe, że w nocy biegałam, ale jakoś tego nie zarejestrowałam. Zwlekam się bez sił z łóżka, zwlekam, bo muszę. Odprawiam córkę do szkoły, Ryśka wyprowadzam w pięć sekund i zalegam na kanapie, sącząc jedną melisę za drugą. Mimo tego, że siedzę, boli mnie podbrzusze, ciągnie nieco niżej, a brzuch faluje jak oszalały. Moje serce czuję w przełyku. Tętno wynosi ponad 100. Jestem zmęczona samym siedzeniem, żadna pozycja nie jest wygodna. Męczę się sama sobą.

Były też takie dni, kiedy z wielkim łomotem w głowie lądowałam na ostrym dyżurze. Leki, które mogę łykać działają ewentualnie na ból włosów, a nie na potworną bitwę rozgrywającą się w mojej głowie. Mam wrażenie, że zaraz wybuchnie. Boli mnie wszystko, każdy dźwięk skręca mnie od środka. Nienawidzę świata, nienawidzę mojego stanu, nienawidzę lekarzy, dla których pięć minut nie robi różnicy, a dla mnie to nieskończoność. Kroplówka pomaga, wychodzę ze szpitala z lekkim ćmieniem w głowie. Wykończona.

Kolejny dzień jest lepszy, ale wciąż odczuwam skutki wczorajszego ataku migreny. Leżę cały dzień i cieszę się, że jestem tylko zmęczona, że mogę rozmawiać i patrzeć się w jasność dnia. Tak zastaję mnie wieczór. Usypiam z nadzieją, że jutro będzie lepiej.

Wstaję przed 6. Wyspana i gotowa do działania. Życie jest piękne. Robię jogurt na bazie płatków jaglanych, wszyscy go uwielbiamy. Budzę rodzinkę, razem pijemy śniadanie w łóżku, jest bosko. Mąż się pyta: „ Jak się czujesz? „ Odpowiadam: „ Super” i wiem, że to będzie fajny dzień.

Można zwariować, prawda? I myślisz sobie, że z takimi objawami powinnam się przebadać i znaleźć źródło tych wahań. Spokojnie, badam się co chwila, dawno tak przebadana nie byłam. Podobno nie jestem chora, jestem TYLKO w ciąży, a to przecież nie choroba…..

Zdecydowanie jest lepiej, niż 10 lat temu, gdy to w ciąży byłam z Zu. Wtedy panowała ogólna znieczulica, a każda ciężarna postrzegana była jak połączenie hipochondryczki z psychopatką. Pamiętam, jak stare babsko w autobusie wygoniło mnie z krzesła, stanęłam wtedy przy niej, wielgachnym brzuchem zbliżyłam się do jej perfidnej paszczy i przy każdej dziurze w asfalcie waliłam ją po policzku. Cudnie się czułam, kiedy nie wytrzymała i poszła szukać miejsca dalej. Mamusia dobrze mnie nauczyła, kiedy tłumaczyła, bierz przykład ze starszych, to wzięłam. Chamstwem ją pokonałam. Teraz co prawda dawno komunikacją miejską nie jeździłam, ale po sklepach dalej łażę, bo czy w ciąży czy nie, jeść trzeba. I chociaż są dni, kiedy najchętniej siedziałabym na dupie przed tv, to się nie da, gdy sprawca zamieszania w pracy, lodówka pusta, a mój brzuch i córki woła o paszę. Muszę wtedy udać się do sklepu i zakupy zrobić, bo jak inaczej ( a, uprzedzam, te na dowóz tak szybko nie będą ). No i idę.

Najczęściej jestem w Lidlu, i tu na wstępie powinnam jednej Pani z Lidla podziękować, która dwa razy specjalnie dla mnie kasę otworzyła. Cudna kobieta. Inaczej stałabym w tym wężyku, bo przecież każdy myśli, że mnie wydęło. Dopchać się w Lidlu do kasjerki kiepsko, bo tam dość wąsko jest, a przecież ja taka mała, że nikt mnie nie widzi. Ostatnio się trochę zirytowałam, kiedy kolejki kończyły się w połowie sklepu, moje serce wariowało, a ja naprawdę stałam ostatkiem sił. Naprawdę, stanie jest o wiele gorsze od chodzenia !!!!!! Wtedy jedna starsza Pani podeszła do mnie i mówi, że mam iść na przód. Miałam więc dwa wyjścia, albo posłuchać tej miłej kobiety, ha nie wszystkie staruszki są głupie, albo zemdleć, bo już tak się czułam. Przepchałam się więc jakoś, tym wydętym brzuchem stojących przede mną i bez pytania podchodzę do kasjerki, prosząc o obsługę poza kolejnością. Obsłużyłam, z głośnym i serdecznym oczywiście. I nie mam pretensji do sklepu, ani do kasjerki, która i tak by mnie nie zauważyła, ale proponuję władzom sklepu zrobić kasę pierwszeństwa lub iść za przykładem Rossmanna, gdzie ekspedientki chodzą z plakietkami, że przyszłe mamy obsługiwane są poza kolejnością.

Bo w Rossmannie nigdy żadnych problemów nie miałam. Idę jak po swoje. Mam prawo. A Panie wszędzie przemiłe i nawet z kolejki wyłapać umieją wieloryba z dużym brzuchem. Rossmannowi dziękuję.

W sklepiku osiedlowym różnie bywa, zależy kto na kasie siedzi. Od ludzi nie oczekuję jakoś, bo zbyt często jestem niewidzialna. Patrzą się na mnie i mnie nie widzą. Kurde, zawsze jako dziecko chciałam mieć czapkę niewidkę. Chociaż nie chciałabym wkładać wszystkich do jednego worka, bo zdarzają się przypadki, jak np. jeden Pan z ogromnej kolejki w Grzybku.

U nas w piekarni najczęściej tłoczno, a w sobotę rano kolejka zawija się kilka razy. Ostatnio miałam przyjemność wejść w ten tłum. Zauważyło mnie pewnie z kilkanaście osób. Ale co, niemcy, nie widzą. Chyba sobie plakietkę kupię: „ Tak, jestem w ciąży, nie wydęło mnie”, chociaż na chamstwo i brak empatii nic nie pomoże. A najgorzej gdy nie widzi Cię druga baba, która sama przez to przechodziła. I stoi takie w kolejce i myśli sobie: „Mnie nie puszczali, to ja też nie puszczę”. Nie, to nie. Biorę więc krzesło, myślę, przesiedzę. I wtedy wychodzi On. Największy z kolejki, cały w tatuażach, mocno napakowany, bandyta normalnie. Podchodzi do mnie, myślę, będzie bił, a On: „ Pani bez kolejki”. Poszłam bo się przestraszyłam 😉 . Tak się łamie stereotypy, Panu wielkie DZIĘKI, chociaż i tak tego nie przeczyta, ale dla tych, którzy to zrobią, nie oceniajcie ludzi po wyglądzie.

O Ikei wspominać chyba nie trzeba, wiadomo są kasy, wiadomo się podchodzi i już ludzie się nie burzą, jak kilka lat temu, gdy jedna pani mnie opieprzyła, że się wciskam. Nic nie pomogły tłumaczenia, że kasa pierwszeństwa i mam prawo i sama sobie wybrała, więc niech się liczy, że taka ciężarna wepchać się może. Ta dalej na mnie najeżdża, wyzywa i spokoju nie daje. Nie wytrzymałam. Kazałam się jej zamknąć albo ją uderzę. Mocno się zdziwiła, bo więcej się nie odezwała. Teraz najczęściej te kasy są puste, ludzie wiedzą, że jak się ciężarne wysypią albo matki z małymi dziećmi, to zejdzie się dwa razy dłużej, więc stają do kasy normalnej.

W Zarze wyłapują mnie z kolejki. I albo obsługują poza kolejnością, albo prowadzą do innej kasy. Cudnie.

Takich sklepów i zachowań pewnie więcej, ale nie latam po wszystkich i nie wyłapuję, gdzie i jak się do ciężarnych mają, chociaż powinna powstać taka strona albo profil na fb, gdzie ciężarne oceniałaby sklepy pod tym kątem, może wtedy władze niektórych zmieniłyby politykę sklepu.

Wiem, że ciąża to nie choroba, ale to stan wyjątkowy, często mocno wyczekiwany, kiedy to musisz dbać nie tylko o siebie, ale też o maluszka, które się w Tobie rozwija. W ciąży bywa różnie, jedne przeskoczą całą, prawie nie zdając sobie sprawy ze swojego stanu, inne muszą leżeć plackiem 9 miesięcy, a inne mają tak jak ja, różnie. Dnia, kiedy czujesz się dobrze, a kiedy możesz zdychać nie przewidzisz i nie wybierzesz. Przychodzi samo. Ale nikt, poza mną, tego nie wie. Nikt nie widzi bólów kręgosłupa, ciągnięcia w podbrzuszu, okropnego kłucia w pochwie, walącego serca czy opuchniętych nóg. Nikt tego nie widzi. A tak jak powiedziałam, żyć trzeba. Trzeba wyjść na pocztę, do urzędu, apteki czy sklepu. Nie każdy mąż może siedzieć w domu i pomagać, większość pracuje poza domem i wtedy ciężarna zdana jest sama na siebie i może na większą życzliwość innych ludzi. Więc proszę wszystkich, w imieniu ciężarnych, obecnych czy przyszłych o więcej zrozumienia i życzliwości. Przepuszczenie jednej czy nawet dwóch kobiet z ciążowym brzuszkiem pół dnia nikomu nie zabierze, a takiej kobiecie, która akurat tego dnia może czuć się gorzej, która nosi często mocne dodatkowe kilogramy, naprawdę zrobi różnicę. Przypomnijcie wtedy sobie siebie w ciąży, swoje żony, siostry, córki czy koleżanki, postawcie się na chwilę w jej sytuacji i przyznajcie sami przed sobą, że ten brzuch to nie wynik gazów, ale małego człowieka, żyjącego w środku. I pomyślcie, że może kiedyś też będziecie potrzebować, by ktoś powiedział: „Proszę, pani podejdzie bez kolejki”.

Bądźmy dla siebie dobrzy. To nic nie kosztuje, no może poza odrobiną życzliwości.

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *


+ trzy = 7

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>