Cisza……

Nie znałam tego chłopca w ogóle. Jedyne, co o Nim wiedziałam, to że miał na imię Kuba i że chorował. Widziałam Go kilka razy. Zawsze na wózku prowadzonym przez mamę. Spojrzałam się przez chwilę i szłam dalej. Podążałam w swoim kierunku, bo moje życie toczyło się dalej. On był przez chwilę z tyłu mojej głowy, a potem znikał.

Raz się zatrzymałam. Świdrowałam ich wzrokiem i myślałam, jak cholernie ciężko musi im być. Znali wyrok, szybki i nieunikniony. Zastanawiałam się, czy już się pogodzili z losem, czy może jeszcze karmią się nadzieją, że przecież cuda się zdarzają, że może jeden trafi się im jak szczęśliwy los na loterii? On siedział na wózku, uśmiechnięty, cieszył się zapewne, że jest w tłumie, wśród rówieśników. Wyglądał na szczęśliwego, tak jakby to cholerstwo nie dotyczyło Jego. To był ostatni raz kiedy Go widziałam.

Strasznie dziś pada. Wracam ze szkoły. Mijam ich po drodze. Oni też wracają. Z mokrymi i czerwonymi oczami. Nie, to nie od deszczu.

Mają po kilkanaście lat, są uczniami szóstej klasy. Ich problemem powinna być kartkówka, niesłuszna jedynka, wymagająca nauczycielka czy wybór gimnazjum. Ich bólem powinno być zakończenie podstawówki, pożegnanie znajomych murów, nieodwzajemniona pierwsza miłość.

Ale nie, dla nich to wszystko teraz głupoty bez znaczenia. Oni doświadczyli czegoś gorszego. W zbyt młodym wieku przyszło im żegnać kolegę. Widać, że cierpią, że nie godzą się na tak wczesną śmieć, że nie są na nią przygotowani. Dziewczynki i chłopcy. Idą z mokrymi i czerwonymi oczami. Zapomnieli, że w ich wieku to wstyd płakać. Znowu są młodzi i bezbronni. Niegotowi w ogóle by mierzyć się z takim bólem. Bo jak przygotować dziecko na śmierć? Jak wytłumaczyć, że życie często jest niesprawiedliwe? Jak wytłumaczyć, że dzieją się rzeczy do dupy, które tak strasznie bolą? Jak powiedzieć, że przecież może się potem śmiać, że to nie grzech być szczęśliwym? Jak? A oni przecież wracają do znajomych murów, do swoich klas i swoich ławek. Wracają i płaczą. Oni wrócić muszą, ich życie toczy się dalej. On już nie wróci.

A ja siedzę w domu i płaczę. Cisza. Nawet radia nie włączyłam. I piszę, bo mi lżej. Bo mimo tego, że Go nie znałam. Mimo tego, że widziałam kilka razy w życiu, to jakoś serce boli. Śmierć nie powinna przychodzić za szybko. Matki nie powinny żegnać swoich dzieci. Dzieci nie powinny żegnać swoich kolegów. Ból i bezradność….

On miał na imię Kuba.

Cisza………..

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


cztery − 1 =