Dziecko w Restauracji

stop
Spotkaliśmy się z moją mamą w jednej z warszawskich restauracji. To był nasz czas. Małe, rodzinne świętowanie urodzin mamusio-babci :). Nie mamy tego czasu zbyt dużo. Jest środek tygodnia, obowiązek goni obowiązek, chcemy w pełni wykorzystać chwilę. Nagadać się i nacieszyć sobą.

CHCEMY SPOKOJU I CHWILI DLA SIEBIE. Nic nadzwyczajnego, prawda?

Kiedy my już czekamy na nasze zamówienie do restauracji wchodzą Oni – babcia, mama i około dwuletni chłopiec. Siadają obok nas. Już kilka minut później chłopcu siedzenie wyraźnie się nudzi. Zaczyna spacer po sali, a dumna babcia dzielnie mu towarzyszy. Spacer zmienia się w bieg – slalom, babcia nadąża, ba nawet się uśmiecha. Przecież to taka fajna zabawa. No dobra, znudziło mu się, znowu siadają. O nie, przepraszam, taka mała zmyłka, to tylko szybka zmiana partnerki. Teraz mamusia sobie pobiega.

No to biegają.

A my jemy już urodzinową kolację. Nagle czuję coś na plecach. Lekko podskakuję i już mam machnąć ręką, gdy na szczęście kątem oka dostrzegam małego biegacza ( przynajmniej nikt mnie nie oskarży o bicie cudzych dzieci ). Wracam do jedzenia. Nie reaguję na głupi uśmiech mamy. Nie zaczepiam małego. Chcę spokojnie z rodziną zjeść wciąż ciepły posiłek. Ufff, biegnie dalej. Wraca. Mała ręką sięga po leżący na stoliku piórnik Sue. Ona się krzywi, dlaczego to obce dziecko bierze Jej rzecz ????. Na szczęście, nim wybuchnę, reaguje mama i lekko odstawia chłopca od naszego stolika. Nie, chyba mu się podobamy bo znowu staje przy nas, a jego mama tuż za nim. Jedzenie rośnie mi w buzi. Jeszcze chwila a pewnie sobie siądzie obok nas. Czuję jak rośnie mi ciśnienie. Dobra, chłopiec biegnie do babci. Starsza pani zdążyła wypić swoją kawę, więc może ponownie pobiegać.

Mama siada

Chłopiec znowu biega

Babcia za nim

Chłopiec dobiega do kolejnego stolika w momencie, gdy siedzący przy nim Pan wkłada sobie do buzi kilka frytek. Chłopiec patrzy się na mężczyznę. Babcia: ” Pan, tak ? „. Naprawdę ???? O ja durna myślałam, że papuga !!!!!!!!!!.  Pan ma szczęście, babcia z dzieckiem odchodzą bo właśnie kelner przyniósł im jedzenie. Jest szansa, że dłużej posiedzą……

zakaz biegania 1

A ja mam nieodpartą ochotę pobiegać z Sue.
Stanąć im nad talerzami.
Popatrzeć jak jedzą.
Posłuchać o czym gadają.
I udając idiotkę głupio się do nich uśmiechać.

Bo nie ma we mnie zgody na takie sytuację.

Restauracja to nie plac zabaw. Jeśli chcesz aby twoje dziecko się wybiegało weź je na spacer, na rower, zapisz na karate. W restauracji niech twa pociecha siedzi w miejscu. Niech sobie maluje, czyta, ogląda, gra na twoim telefonie, cokolwiek, ale niech nie przeszkadza innym. Ja wiem, że w twoich oczach twoje dziecko jest najmądrzejsze, najfajniejsze, najładniejsze, ale uwierz mi, nie każdy tak myśli i nie każdy musi się twoim potomkiem zachwycać. Skoro nie reaguję na zaczepki dziecka, jeśli się do niego nie uśmiecham, nie odzywam, jeśli nie odwzajemniam twojego uśmiechu, a mój wzrok jest w stanie zabić – odejdź ode mnie razem ze swoim dzieckiem.

Nie posunę się do zakazu wchodzenia z dziećmi do restauracji, bo są takie maluchy, których nawet nie zauważysz, ale pod zakazem biegania i krzyczenia w restauracjach z chęcią się podpiszę.

Tak mówię ja, MATKA !!!

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


− pięć = 1