Energylandia – Tu Obudzisz Swoje Wewnętrzne Dziecko

 

IMG_4443-horz

Zapytaj się mnie, jaki jest mój ulubiony dźwięk.

Zapytaj się mnie, co jest lekiem dla mej duszy.

Zapytaj się, co sprawia, że moje serce mięknie.

Zapytaj się.

A ja Ci odpowiem.

Jej śmiech.

Śmiech szczery, głośny, niewymuszony. Czasami głupkowaty, zawsze beztroski, zaraźliwy.

Śmiech.

Mój ulubiony dźwięk.

Wchodzimy w dorosłość z wielkim przytupem. Nie ma łez, lamentów, długich pożegnań. Czekaliśmy na ten moment tak długo, że bez zbędnego oglądania się przekraczamy próg dzieciństwo/dorosłość. Tam, po drugiej stronie, czeka na nas bajeczne życie. Bez zakazów, nakazów, zbędnych spowiedzi rodzicom. Czujemy wiatr w skrzydłach, wreszcie będziemy żyć po swojemu, dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.

Na początku latamy. Łapczywie łykamy daną nam wolność. Nasze pierwsze pieniądze przepijamy, wydajemy na ciuchy, kupujemy co chcemy, przecież możemy, kto nam zabroni??? Gryzie nas jedynie czynsz za wynajmowany pokój, tudzież mieszkanie, no ale gdzieś przecież spać musimy. Z wielkim gulem w gardle ale jakoś to przełykamy. Damy radę nieść taką dorosłość. Jutro znowu impreza, napijemy się, pośmiejemy, zapomnimy, znowu będzie fajnie być dorosłym.

I tak mijają dni i noce. Studia, praca w gastro, najczęściej, i spotkania ze znajomymi, W tej pierwszej fazie dorosłości wciąż się śmiejemy. Bo niby tacy dorośli, a wciąż dzieci. Zostało w nas trochę spontaniczności, szaleństwa i beztroski. Śmiejemy się, ale nie cieszymy. Nie cieszymy się tymi chwilami, nie łapiemy w nasze kadry tych momentów, bo wydaje nam się, że taki stan będzie trwał wiecznie.

Pewnego dnia budzimy się w mieszkaniu na kredyt, ze stosem rachunków, z pudełkami: odpowiedzialność, problemy, praca, ważne sprawy, pranie, prasownie, sprzątanie i inne, równie ważne i poważne. Nie ma tylko jednego pudełka. Śmiech. Bo już nam nie jest do śmiechu. I to nie wina tych wszystkich pudełek i tych spraw tak ważnych, tylko wina nas samych, że tak się daliśmy dorosłości ponieść. A ona wychodzi nam bokiem. Zapętlamy ją sobie wokół szyi, tamując dopływ tlenu, zabierając oddech. I zamiast trochę wyluzować, zamiast troszkę popuścić ten węzeł to my brniemy dalej. To co kiedyś drażniło nas w naszych rodzicach teraz sami serwujemy naszym dzieciom. Panie i panowie świata to my. Ubrane w dorosłość dzieciaki. Bez spontaniczności, zabawy, luzu i śmiechu. Wolimy karmić się jadem, powagą i zawiścią. Zabijamy wciąż jeszcze żyjące w nas dziecko. Bo przecież nam już nie wypada. Jesteśmy dorośli. Mamy to, o czym marzyliśmy.

A ja podziękuję za taką dorosłość. Ja nie chcę garsonek, rozmów o bolących kościach, zgrywania wielkiej pani. Ja nie chcę rozstawać się z moim wewnętrznym dzieckiem. Chcę czuć, że żyję. Chcę się śmiać głośno i czasem głupkowato. Chcę moją dorosłość pogodzić z moim dzieckiem. Pokazać im, że da się żyć w harmonii. Przecież przeciwieństwa się przyciągają, a dorosłość nie musi być sztywna. Bo nie ma nic gorszego niż stara dusza.

I fajnie, że mam obok siebie takich, którzy czują podobnie, którzy lubią się śmiać, bawić i wygłupiać. Takich, którzy niby się starzeją, ale ich dusze są wciąż młode i głodne wrażeń. Bo na początku, gdy weszliśmy do Energylandii, zastanawiałam się czy naprawdę przyjechaliśmy tu dla dzieci, czy były one tylko pretekstem do odwiedzenia tego parku rozrywki. „O chodźcie tu „, ” O to extra”, „O ja tam idę”, „O nie, tam nie wejdę”. Nie to nie dzieci, to ich rodzice puszczone ze smyczy, właziły wszędzie tam, gdzie strach lub jelita pozwalały. Tylko tych dzieci szkoda. Przecież rodzice rozrywkę im obiecały a tu lipa, trzeba chodzić za starymi, bo wiecie jak jest, bawi się ten kto płacił ;). I kiedy wreszcie już rodzice ochłonęli, przyszedł czas na dzieci. Tu szaleństwom nie było końca. Korzystały z każdej atrakcji po kilka, a nawet kilkanaście razy, nawet nie można napisać, że do znudzenia, bo gdyby mogły to pewnie by tam zostały. A to samochodziki, samoloty, kolejki górskie, karuzele, zjeżdżalnie, wodne przejażdżki, szukanie złota, aż dziw, że za nimi nadążaliśmy. Czyste szaleństwo, hulaj dusza, piekła nie ma. Zabawom nie było końca. Z wielkim trudem, po namowach, prośbach i groźbach zaciągnęliśmy ich na jedzenie. I tu nastąpi jeden, jedyny minus tej wyprawy. Jedzenie było okropne, kurczaczki robione na kfc, lekko mówiąc, nie polecam!!!. Na szczęście nic w tym dniu nie było w stanie popsuć nam humorów i zabawa trwała dalej. Po 18, z wielkim żalem, rozgoryczeniem, kiedy to koleżanka dosłownie zablokowała dzieciakom wejście po raz nasty na gąsienice, nadszedł czas wyjazdu. Zanim jeszcze opuściliśmy piękny teren Energylandii, dzieciaki miały zapewnione, że gdy tylko pojawią się nowe atrakcje, na pewno tu wrócimy, bo dorosłym już marzy się kolejna dawka endorfin.

Jeśli Ty też potrzebujesz trochę pozytywnej energii, jeśli chcesz spędzić wspaniały czas z najbliższymi to kieruj się do Energylandii. Tam na pewno obudzisz swoje wewnętrzne dziecko i naładujesz się endorfinami na długi czas. I ja teraz, pisząc to, kiedy już trochę czasu od odwiedzin minęło, mam na same wspomnienia banana na twarzy.

Karm swoją duszę pozytywnie. Lepiej się żyje, kiedy mimo upływu lat, dusza pozostaje wciąż młoda 🙂

IMG_4315

 

IMG_4389

 

IMG_4423-horz

 

IMG_4448

 

IMG_4458

 

IMG_4463

 

IMG_4550-horz

 

IMG_4661

 

IMG_4685

 

IMG_4695

 

IMG_4699

 

IMG_4702-horz

 

IMG_4715-horz

 

IMG_4719

 

IMG_4775

 

IMG_4878

 

IMG_4918-horz

 

IMG_4937

 

IMG_4969

 

IMG_4990

 

IMG_4993

 

IMG_5003-horz

 

IMG_5013

 

IMG_5092

 

IMG_5101

 

IMG_5106

 

BLUZKA – Czesiociuch by Reserved

SPODNIE – Pan Pantaloni

BUTY – Lacoste

BLUZA – Oopswear

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


7 + siedem =