Jestem Matką Idealną

No prawie.

Taki miałam przynajmniej plan. Zostać matką idealną, przykładną, taką wykreowaną przez internet, prasę czy telewizję. Słuchałam ich, czytałam, brałam przykład. Do czasu, aż nie wytrzymałam, ja i moja psychika. Siadłam, poddałam się, nie dałam rady. Bo normalnie nie idzie tego udźwignąć, żadna baba o zdrowych zmysłach tego nie zniesie. Zwyczajnie się nie da. Prędzej w depresję popadniesz, niż spełnisz wszystkie punkty poradnika matki idealnej.

A takich porad, głównie w internecie, zatrzęsienie. Tego nie rób, tak rób, tamtego nie wolno, a to trzeba i to koniecznie, inaczej twoje dziecko będzie miało koszmary do końca swoich dni, a na stare lata wyląduje na kozetce u psychiatry, i zalewając się łzami, będzie wyliczać błędy matki rodzonej. I nawet jeśli ty błędów swoich nie spostrzegasz, to wierz mi na słowo, inne matki widzą je doskonale. Im nic nie umknie, skubane, wszystko wyśledzą, wszystko ocenią i z błotem cię najpewniej zmieszają. Matki idealne, takie spokojne, grzeczne, w domu zawsze mają posprzątane, obiad codziennie świeżutki rodzinie podają, z wyjątkiem niedzieli, kiedy to razem, zaraz po kościele udają się do restauracji. Tacy ładni, pachnący, z dziećmi idealnymi. Tak, bo oprócz nich, ich dzieci też są idealne, zawsze tak cudnie ubrane, nigdy to się nie ubrudzi, nigdy nie marudzi, a nawet jeśli zapłacze czy nóżkami tupnie, to na pewno robi to w sposób tak idealny, że twoje dziecko to diabeł istny przy nim. Patrzysz się wtedy na swoje i myślisz, czy czasem nie podmienione. Przynajmniej marzysz o tym cicho, i o dniu, kiedy prawda światło dzienne ujrzy i ci dzieciaka prawdziwego zwrócą. A i żebym nie zapomniała. Ich mężowie, ich domy też są idealne oczywiście. Połącz teraz to wszystko. Te matki, ich dzieci, ich domy i ich mężów. Słodko prawda ????? Czujesz to??? Tak, to zazdrość. Taki słodki, idealny obrazek, prawda ????

Niedobrze mi. Za każdym razem jak zaczynam czytać te słodko-pierdzące zwierzenia. Te wszystkie poradniki, jak należy z dzieckiem postępować, co robić, co mówić, co dawać, co kupować. Jak trafiam na takie miejsca z górnolotnymi myślami to naprawdę zbiera mi się na wymioty. Mam ich już serdecznie dosyć. Cukier w nadmiarze szkodzi.

Myślę, że moja depresja była blisko. Pewnie już witała się z gąską. Bo ja chciałam jak oni. Idealnie, tak bajkowo. Robiłam i mówiłam wszystko zgodnie z ich punktami. Tworzyłam swoją bajkę według ich scenariusza. Do czasu, kiedy zaczęłam się dusić na planie. Wtedy zaczęłam zaglądać za kulisy. Tam spostrzegałam ich, w innym świecie, prawdziwym, bez ogrywania żadnych ról. Zaczęłam dostrzegać różne szczegóły i łączyć je ładnie i powoli w całość. Stworzyłam swój własny film. Zrobiłam popcorn, Jacka ze spritem i obejrzałam ten seans jeszcze raz. Przejrzałam ich. Świat idealny, poukładany, czysty i bezbłędny przeplatał się z prawdą. Z krzykiem, kończącą się cierpliwością, brakiem chęci, siły i czasu, brudnymi garami, obiadem od chińczyka i stosem prasowania. Oni nie widzieli, że patrzę, myśleli, że ich potknięcia są niewidoczne, dalej odgrywali swoje role. Ja na szczęście w porę otworzyłam oczy. Zdążyłam nim dopadła mnie bezsilność i wyrzuty sumienia. Nie lubię kiepskiego kina.

Lubię prawdę, życie takie normalne, bez ubarwień i photoshopa. A ono nie jest idealne, bo ludzie tacy nie są. Każdy z nas ma słabsze i gorsze dni, chwile kiedy ma ochotę uciec, zaszyć się w kącie lub zwyczajnie upić i rzucić siarczystym przekleństwem. Momenty, kiedy olewa pranie i prasowanie, kiedy odmawia dziecku wspólnej zabawy, kiedy siada i nie robi nic. Dni, kiedy denerwuje dosłownie wszystko lub kiedy pokonuje cię ból głowy. Każdy z nas ma dni gorsze i każdy ma do nich prawo, bez zbędnych wyrzutów sumienia.

Ja mam takie prawo, być matką nieidealną. I pasuje mi to jak jasna cholera. To, że mogę napić się drinka, spotkać ze znajomymi, zabluźnić sobie jak wpadnę na krzesło, powiedzieć Sue „NIE”, kiedy nie mam ochoty, odmówić Jej wspólnej zabawy, kiedy wciąga mnie książka, postawić czasem mojej potrzeby nad Jej, nie kąpać codziennie i podnieść głos, gdy moja prośba powtarzana po raz piąty nie działa. Mam prawo dać Jej karę i nie słuchać jęków bez przyczyny. Mam prawo żyć naprawdę.

To nie zmienia faktu, że wciąż mam swoje zasady, których bezwzględnie przestrzegam, zachowania, których nie toleruję, które mnie rażą i nie śmieszą wcale. Są słowa, których nie powiem do Sue, bo Ją szanuję i mam fioła by nie zachwiać Jej wartości i wiary w siebie. Zwracam uwagę na tablety, zdrowe odżywiania, naukę i spędzanie wspólnie czasu. Takie tam moje małe zachwiania, o których też często mówię.

Nie ma przepisu na idealną matkę czy idealnego ojca, niestety. Myślę, że sukces leży gdzieś pośrodku, pomiędzy nami a naszymi dziećmi. Między naszymi a ich potrzebami. Nie twórzmy na siłę idealnych siebie, na pokaz, dla znajomych czy sąsiadów.

Nie ufam ludziom idealnym. Śmierdzą mi fałszem na odległość.

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


+ 8 = jedenaście