Dubaj Z Dzieckiem – Dzień Czwarty

Czwarty dzień skupiony był głównie na wyprawie na pustynię. Wyjazd tam mieliśmy zaplanowany na godzinę 16, do tej pory musieliśmy więc coś zrobić z czasem. Nie było sensu na dalsze oddalanie się od hotelu. Snuliśmy się więc leniwie w naszych okolicach. Spokojna kawka i powolny spacer, zakończony obiadem w greckiej knajpie dobrze nam zrobił. Tuż za naszym hotelem znajdował się mały kompleks składający się z kilkunastu restauracji, oferujących różne kuchnie. W ciągu dnia miejsce bardzo spokojne, ale wieczorem widać tam było życie. Jednak bez względu na porę dnia i ilość gości, miejsce bardzo klimatyczne.

IMG_2714

IMG_2717

IMG_2728

IMG_2734

IMG_2743

IMG_2748

IMG_2757

IMG_2808

IMG_2822

IMG_2838

IMG_2840

IMG_2846

IMG_2856

IMG_2860

IMG_2885

Tylko rybek brakuje 😉 
IMG_2894

O 16 z hotelu zabrał na samochód, którym udaliśmy się na safari. Obawiałam się tej wyprawy trochę, z racji na chorobę lokomocyjną Sue i trochę moją. Już w drodze tam łapały mnie nerwy, gdy pan z palcem w nosie jechał 180 na godzinę i podjeżdżał pod inne samochody dosłownie na kilka centymetrów. Zanim dojechaliśmy byłam mokra z nerwów. Dlatego też nasza jazda ekstremalna po pustyni była lekko skrócona, ale mimo to bardzo nam się podobało, bo samo postawienie nogi na pustyni sprawiło, że miałam w oczach łzy. Mocne uczucie, gdy spełniasz swoje marzenia. Sue oszalała, jej buzia była wciąż uśmiechnięta, mała chyba też nie mogła uwierzyć, że stoi na pustyni. Chciała zabrać do domu piasek. Dobrze, że mama miała przy sobie reklamówki jednorazowe. Jednak choroba lokomocyjna na coś się przydała ;).

IMG_2896

IMG_2903

IMG_2939

IMG_2944

IMG_2946

IMG_2963

IMG_2968

IMG_2976

IMG_3004

IMG_3016

IMG_3027

Krótka przerwa i samochody zabrały nas do oazy. Tam czekał na nas pokaz tańca, arabska kolacja i przejażdżka na wielbłądach.

IMG_3035

IMG_3057

IMG_3084

IMG_3093

IMG_3107

IMG_3111

IMG_3115

IMG_3117

IMG_3119

IMG_3122

Do hotelu wróciliśmy po 21. Głowa i serce pełne wrażeń, cudownych przeżyć, które na zawsze z nami zostaną. I właśnie to jest najpiękniejsze w podróżach. Wspomnienia 🙂

Sue bardzo podobały się liściki, które zostawiał w naszym pokoju pracownik hotelu, który codziennie sprzątał nam pokój. Postanowiła więc, że Ona też zrobi Mu niespodziankę i zostawiała Mu rysunki z napisem Happy day for you 🙂 🙂 Żałuję, że nie zrobiłam im zdjęć, ale chyba się podobały, bo pan bardzo się do nas uśmiechał 🙂 . Zawsze wzrusza mnie, gdy moja córka chce sprawić komuś przyjemność, nawet jeśli jest to zwykła kartka z kolorowymi balonikami 🙂

IMG_2707

 

SUE

BLUZKA – Lee

SPÓDNICA – Zara

OKULARY – Reserved

KLAPKI – Nautica

KURTKA – Zara

BLUZKA  – Zara

SPODENKI – Kiddo Girls

Dubaj Z Dzieckiem – Dzień Trzeci

Trzeci dzień, nie licząc śniadania oczywiście, zaczęliśmy od spaceru po parku Creekside park, Childrens City. To podobno jeden z fajniejszych parków w Dubaju. Mi ciężko to potwierdzić, bo byliśmy tylko w jednym. Nas urzekł, jak chyba wszystko w tym mieście. To zdecydowanie idealne miejsce na rodzinny czas. Można pospacerować, lub spędzić czas przy grillu, bo znajdują się tu specjalnie wydzielone miejsca do grillowania. Tu również rzucała się w oczy czystość i staranna dbałość o najmniejszy szczegół. Jest to na pewno jedna z rzeczy jakie z chęcią przeniosłabym do Polski. Czystość, dzieci biegające po trawie, grillujące rodziny. Perfekcyjny obrazek. Cieszy mnie, że u nas powoli normą staje się spędzanie czasu na trawie i przestają nas straszyć te okropne tabliczki. Idziemy w dobrym kierunku 🙂

IMG_2120

IMG_2135

IMG_2146

IMG_2161

IMG_2174

IMG_2200

IMG_2213

IMG_2231

IMG_2250

IMG_2259

IMG_2286

IMG_2303

IMG_2307

IMG_2310

Zaraz po spacerze udaliśmy się do Delfinarium, znajdującego się właśnie w tym parku. Tu potwierdziło się to, co widzieliśmy do tej pory w innych miejscach. Cudowna, miła obsługa i wszystko idealnie dograne. Kupiliśmy miejsca w sektorze A, różnica w cenach była niewielka, a widoczność na pewno lepsza. Skoro już przyszliśmy oglądać delfiny, warto je dokładnie widzieć. W związku z tym, że kupiliśmy najdroższe bilety, zostaliśmy odprowadzeni na miejsce przez TRZY osoby. Czyste szaleństwo 😉 . Skorzystaliśmy też z okazji i wykupiliśmy zdjęcie z delfinem. Sue była przeszczęśliwa, że może go dotknąć i jeszcze długo przeżywała jaki jest duży i śliski. Sam pokaz też zrobił na nas wrażenie i myślę, że jest to jeden z obowiązkowych punktów na mapie Dubaju, zwłaszcza jeśli zwiedzasz go z dzieckiem 🙂

IMG_2337

IMG_2348

IMG_2356

IMG_2403

IMG_2439

Deira Gold Souk to był nasz następny punkt tego dnia.  Rynek pełen złota, czyste szaleństwo, zwłaszcza dla kobiet 😉 . Tu zobaczyliśmy inny Dubaj, jakiś taki normalny, już nie idealny. Na targu nie da się dosłownie przejść, by nie zostać na każdym kroku zaczepioną. „Watches ma’am, bags ma’am”. Same najlepsze marki, oczywiście :). Oprócz świecidełek znajdziesz tu też przyprawy, szale i trochę sukienek. Tu musisz zajrzeć koniecznie, nawet tak dla kontrastu, żeby zobaczyć, że to miasto nie jest takie idealne.

IMG_2471

Deira Gold Souk znajduje się w pobliżu rzeki Dubai Creek. Tu masz możliwość spojrzeć na Dubaj z pokładu abry. Cena za przepłynięcie jest naprawdę niewielka, a jest to z pewnością dodatkowa atrakcja. Możesz przepłynąć na drugą stronę lub wrócić na swoje miejsce. Wedle życzenia.

IMG_2474

IMG_2478

IMG_2479

IMG_2485

IMG_2489

IMG_2497

IMG_2508

IMG_2514

IMG_2522

IMG_2537

I na koniec dnia powrót do miasta idealnego. Tym razem trafiliśmy na JBR walk, uliczkę pełną sklepów i przeróżnych restauracji i Marinę, przepiękne miejsce. Tu, przyznam szczerze, zatkało mnie. Zwłaszcza gdy o zmroku zapaliły się te wszystkie światła. Bajka. Perfekcja. Miejsce marzenie. To bardzo europejska i luksusowa część miasta.

IMG_2565

IMG_2567

IMG_2572

IMG_2575

IMG_2585

IMG_2588

IMG_2595

IMG_2630

IMG_2637

IMG_2642

IMG_2645

IMG_2652

IMG_2655

IMG_2657

IMG_2665

IMG_2668

IMG_2669

IMG_2681

IMG_2682

IMG_2691

IMG_2697

 

a tu Zu i Jej Matka Chrzestna 🙂 Dziewczyny robiły furorę na JBR Walk 🙂

12670639_960436867397267_5861387543277993748_n

 

KOSZULA – Zara

SPODNIE – Maliseven

BUTY – elPomelo

Buty świecące – JBR Walk 

Dubaj Z Dzieckiem – Dzień Pierwszy

Dubaj był na liście naszych marzeń. Wylot tam planowaliśmy już kilka razy, ale jak to bywa, zawsze coś. Przestałam już mówić znajomym, że lecimy, bo za chwilę okazywało się, że musimy wylot przełożyć. Na szczęście nie było to marzenie wiecznie odkładane na potem. Nadszedł wreszcie ten dzień, gdy wsiedliśmy na pokład Emirates i polecieliśmy ku marzeniom.

20160401_134659-horz

 

Dubaj skradł moje serce już na samym lotnisku. W porównaniu z naszym robi wrażenie. Co prawda przy samym przejściu czułam się jak przestępca, gdy pani dokładnie tasowała mnie wzrokiem, ale na szczęście nie miała mnie w systemie. Udało się. Uff. 

Przy wyjściu kolejne miłe zaskoczenia. Mimo później pory spory ruch i niesamowita organizacja. Panowie kierują pasażerów do taksówek, nas, jako rodzinę z dzieckiem, przepuszczono poza kolejką. Dzięki temu naprawdę szybko udaliśmy się w kierunku hotelu. Ten, na szczęście, okazał się taki sam jak w internecie ( tu powinnam wspomnieć, że wyjazd do Dubaju załatwialiśmy sobie na własną rękę ). Miło 🙂

Pierwszy dzień zaczęliśmy oczywiście od śniadania. Zanim doszliśmy do restauracji zostaliśmy przywitani chyba z trylion razy. Witali nas dosłownie wszyscy na każdym kroku. Jak pokazały kolejne dni, w Dubaju to całkiem normalne. Zarówno w hotelu, restauracjach czy sklepach obsługa jest przemiła. Zawsze też zaskakiwała nas ilość pracowników, nawet jeśli w lokalu nie było zbyt wielu gości, obsługę widać z daleka. Podobnie jest w sklepach, w których nawet pakują Ci zakupy. 

Śniadanie zjedliśmy przy basenie, dosłownie. Cudowne uczucie po kapryśnej pogodzie w Polsce. Przepyszne, mocno urozmaicone jedzenie, pyszne owoce, kawka, słońce. I banan na buzi od samego rana 🙂 Mimo przemiłej atmosfery i jakiegoś wewnętrznego głosu, który kusił by poleżakować, udaliśmy się na zwiedzanie. To i tak w sumie nasza ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Leżeć lubimy, ale chwilkę.

IMG_20160402_095506

 

Na pierwszy ogień poszło największe centrum handlowe na świecie Dubaj Mall. Tak, to koniecznie trzeba zobaczyć. Co prawda przy wejściu Zu stwierdziła, że „prawie jak u nas”, to w tym przypadku potwierdza się, że prawie robi dużą różnicę !!!! Centrum jest niesamowite, chyba wszystkie marki w jednym miejscu i ta powierzchnia, raczej nie do przejścia. Tu pochodziliśmy tylko chwilę, bo naszą uwagę przykuło akwarium znajdujące się w tymże centrum. Ogromne akwarium w środku centrum handlowego robi piorunujące wrażenie, zwłaszcza gdy widać nurkujących tam ludzi. Musieliśmy je zwiedzić.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

 

Przed dotknięciem rozgwiazdy konieczne było dokładne umycie rąk :). Tyle szczęścia 🙂
26

Zaraz po morskim spacerze skusiliśmy się na NAJPYSZNIEJSZY sernik świata. Nie jestem największą fanką tego ciasta, ale to co dostałam tam jest nie do opisania. Niebo. Potwierdzeniem może być w sumie fakt, że na stolik musieliśmy czekać ok 30 min, a restauracja do małych nie należy. Jeśli kiedykolwiek będziesz w Dubaju koniecznie musisz się na niego skusić. Sernik był pyszny, ale też kaloryczny, poszliśmy więc na spacer, może trochę udało się spalić.

1

2

3

4

5

 

IMG_1041

20160402_161334

6

7

8

9 10 11

12

13

14

15

 

Skupiliśmy się głównie na okolicach Dubaj Mall, które zrobiły na nas naprawdę duże wrażenie. Mimo tego, że kilometrów nie było zbyt wiele my spacerowaliśmy kilka godzin, bo co chwila zatrzymywaliśmy się na zdjęcia ;). Oprócz pięknych, szklanych i wysokich budynków ( nawet nie wiecie jak teraz wszystko w Warszawie wydaje mi się małe 😉 ) jeszcze jedna rzecz szczególnie przykuła naszą uwagę. Niesamowity porządek. Nigdzie nie widać papierków, papierosów i innych świństw. Jeden wielki błysk na ulicach.

16

17

18

Najwyższa pora kupić dzieciakowi aparat. Naszego wcale nie chciała oddawać.  Musieliśmy negocjować. Na następną wycieczkę jedzie ze swoim 🙂19

20

21

22

23

24

25

Krótki odpoczynek. Poleżeć na trawie w Dubaju, z widokiem na Burj Khalifa, cudownie 🙂26

27

 

Spacer zakończyliśmy pokazem fontann, które oczywiście też znajdują się przy Dubaj Mall. Pokazy odbywają się co pół godziny, zaczynając od 18. Obejrzeliśmy dwa. Ten nocny, dzięki światłom oczywiście, robi większe wrażenie. 

IMG_1247

IMG_1278

IMG_1359

IMG_1361

IMG_1365

IMG_1378

IMG_1385

Przy okazji trafiliśmy na iluminację świetlną na Burj Khalifa. To był naprawdę piękny pokaz.

IMG_1322

IMG_1326

A wieczorem jest magia.

IMG_1348

IMG_1406

Do centrum i z powrotem pojechaliśmy taksówką. Mimo tego, że hotel oferował bezpłatny bus, jednak w tym dniu nie przypasowały nam godziny. I z takich ciekawostek. Wszystkie taksówki w Dubaju mają taką samą stawkę i jest ich zatrzęsienie. Generalnie nie trzeba po nie dzwonić, bo pojawiają się obok ciebie w sekundzie. Nie są też drogie, więc spokojnie można nimi trochę pojeździć. Jest też opcja tylko dla kobiet. Taksówki z różowym dachem, prowadzone przez kobiety. W Dubaju należy jednak uważać na taksówkarzy nieoznaczonych, którzy narzucają dwa razy wyższe ceny. Warto więc wybrać normalnie oznakowaną taksówkę.

I kolejna ciekawostka, pewnie ważna dla Polaków ;). W Dubaju nie kupisz alkoholu w sklepie. Tylko i wyłącznie w restauracjach, a tam cena za małe piwo ok 40 zł ;).

Chyba na razie tyle. Dzień pierwszy, w sumie spędzony w jednym miejscu, był dość intensywny. Na szczęście w tym dniu słońce nie piekło zbyt mocno, mogliśmy więc spokojnie pospacerować. 

A po powrocie obowiązki szkolne. Niby wagary, ale zaległości trzeba nadrabiać. Już kiedyś pisałam, że nauka jest dla nas bardzo ważna. Na szczęście w hotelu Zu miała idealne warunki 🙂

IMG_1410

SUE 

BLUZKA – PlnyLala

SPÓDNICA – Booso

BUTY – Adidas

OKULARY – Reserved

MAMA

BLUZKA – PlnyLala

SPÓDNICA – H&M

BUTY – Adidas

OKULARY – Ray ban

TOREBKA – Sabrina Pilewicz

Rodzinnie – Basen

Stało się to, o czym od zawsze marzyłam. Pływam. Nie ma jeszcze szaleństwa i do Otylki trochę mi brakuje, ale jak na mnie to jest jedno wielkie WOW. Unoszę się na wodzie, nie dostaję palpitacji serca, nie czuję paraliżującego strachu. Każdy przyswojony ruch jest dla mnie wielkim sukcesem, a nauka pływania sprawia mi niesamowitą radość. Z tego jest tylko jeden minus. Wiecznie coś się u nas suszy. Jak nie moje rzeczy basenowe, to Sue, albo całej naszej trójki, bo odkąd przełamałam strach przed wodą, nasze wypady na pływalnię na stałe zostały wpisane do naszego grafiku. Wcześniej też chodziliśmy, basen mamy bardzo blisko domu i żal nie skorzystać. Jednak zawsze w środku bolało mnie, że moje wizyty tam ograniczają się do małego basenu i jacuzzi. Zawsze z utęsknieniem patrzyłam na głębszą wodę i skrycie marzyłam, że kiedyś bez obaw tam wejdę i popłynę. I oto kolejny dowód na to, że jeśli bardzo czegoś się chce, to można to osiągnąć. Teraz pierwszy zaliczamy głęboki basen, robimy kilka długości i dopiero potem idziemy na jacuzzi i inne przyjemności 🙂 Jest dokładnie tak, jak w moich marzeniach, tylko jeszcze nad techniką muszę popracować. No, ale wszystko przede mną, najważniejsze, że pierwsze kroki za mną 🙂

Sue pływa już od dłuższego czasu. Pierwsze swoje kroki stawiała w kilkuosobowej grupie. Dla małego dziecka grupa to idealny początek. Dziecko ma kontakt z innymi rówieśnikami i nie do końca traktuje pobyt tam jako naukę, jest więc większe prawdopodobieństwo, że polubi basen i pływanie. Sue do grupy chodziła 1,5 roku. Dla Niej był to idealny czas. Nauczyła się podstaw, oswoiła z wodą i po tym czasie mogła pójść dalej i bardziej skupić się na technice. Na początku tego roku szkolnego podjęliśmy decyzję o indywidualnych lekcjach. Przez jakiś czas skusiliśmy się jeszcze na zajęcia w grupie dwuosobowej, jednak spora różnica w umiejętnościach zdecydowała, że teraz już pływa sama.

Mała, jak pewnie większość dzieci, uwielbia wodę i uwielbia swoje lekcje tam. Ten mały uparciuch robi naprawdę spore postępy, a pochwały ze strony nauczycielki tylko Ją nakręcają.

Dlaczego zdecydowaliśmy się na basen? Pierwszym powodem był mój strach przed wodą. Za nic nie chciałam, by Sue odziedziczyła go po mnie.  To na pewno było mocnym punktem do podjęcia takiej decyzji. Na lekcje zdecydowaliśmy się, bo „pływać”, a pływać robi różnicę. Technika ma znaczenie. Ruch ręki, oddech, ułożenie głowy, liczy się wszystko. Chcieliśmy by Sue nauczyła się dobrych nawyków od początku. I wiemy, że to była jedna z najlepszych decyzji jakie podjęliśmy 🙂 Mamy kolejny pomysł na wspólny, rodzinny czas 🙂

Enjoy

 

DCIM100GOPROGOPR0462.

 

 

 

Akcja Zima

Wróciliśmy. Troszkę za szybko. Jak zawsze zabrakło tych kilku dni do całkowitego spełnienia. Niby tydzień wolnego, pełnej laby, całkowitego relaksu. I niby te siedem dni powinny wystarczyć, ale wróciłam jakaś taka, no wiecie, no nie chciało mi się wracać w ogóle. A to wszystko dlatego, że było mega fajnie 🙂

To był nasz drugi zimowy wypad. Pierwszy zaliczyliśmy w zeszłym roku. Tak naprawdę to ja nie wiem, czemu wypoczynek planuje się tylko na wakacje, przynajmniej większość tak robi. Ferie są jakieś zawsze takie przekichane, byle tylko minęły te dwa tygodnie. A tu się okazuje, że można je naprawdę fajnie spędzić. I mówię to ja, ciepłolubny typ. Zima nigdy mi nie pasowała, nie wliczając tych lat, gdy byłam smarkulą i cieszył mnie niezmiernie biały puch. Później mi przeszło i już nie pamiętam tamtych lat. Mam swoją teorię, urodziłam się w zimę i pewnie nieźle przemarzłam przy wyjściu na ten piękny świat. No zwyczajnie, ja i zima się nie lubimy. Może dlatego nigdy nie planowałam zimowych wypadów. Nie widziałam się w tych narciarskich ubraniach, wśród zafiksowańców na stokach. Czekałam więc cierpliwie jak temperatura zacznie wzrastać do ludzkich wartości.

Wszystko się zmieniło w zeszłym roku. Jechali znajomi, z którymi spędzamy większość wolnego czasu, to pojechaliśmy i my. Namówiłam się głównie dlatego, że uwielbiam, gdy Sue próbuje nowych rzeczy. No i przyznam się szczerze, ja też chciałam spróbować. Zakupiłam te wszystkie narciarskie niezbędniki, zapakowalim się i pojechali. Prosto ku przygodzie.

Sue załapała w sekundzie. Ta smarkula ma dziwną zdolność szybkiego łapania nowości. Ja, już stara krowa, bardziej widziałam jak lecę z nartami w dół, niż zjeżdżam. Jakoś się zsuwałam, ale szału nie było. Narty mnie nie powaliły, nie rozkochały w sobie, chociaż wyjazd sam w sobie podobał mi się na tyle, że w tym roku postanowiliśmy wrócić.

Większa ekipa ( 29 osób !!!!!! ), już rozbita na dwa domki, to samo miejsce, ten sam stok, tylko narty zmieniłam na deskę. Sue też, w połowie. Rano zaliczała lekcje na snowboardzie a wieczorem szalała na nartach. Ja, po zeszłorocznym szaleństwie, a raczej jego braku, skupiłam się na desce. Tu pojawiła się miłość. Mimo tego, że deska jest cięższa, w moim odczuciu, do nauki, mi osobiście bardziej przypadła do gustu. Z przyjemnością szłam na kolejne lekcje, i mimo upadków i całkiem pokaźnych siniaków, gęba cieszyła mi się non-stop. Do dobrej jazdy jeszcze dużo mi brakuje, ale wiem, że za rok jadę na deskę, to już sukces. Zu oczywiście ogarnęła snowboard lepiej od matki. Duma mnie rozpiera. I nie chodzi już o same umiejętności, ale o chęci do próbowania nowych rzeczy i przełamywania swoich leków i obaw. Moja zuch dziewczyna 🙂

A między stokami były obiadki, spacery lub zwykłe popołudniowe leżakowanie. Czas minął szybko, zdecydowanie za szybko, ale jak wyjeżdżaliśmy to zamówiliśmy pokoje na przyszły rok. Deska połączyła mnie i zimę. I może jeszcze za wcześnie by mówić o wielkiej miłości, ale jakieś jej początki już widzę. Podobno na miłość nigdy nie jest za późno 😉

A jak jest u Was??? Deska czy narty, lato czy zima ?????

IMG_7785

IMG_7795

IMG_7806

IMG_7822

IMG_7895

IMG_7901

IMG_7933

IMG_7968

IMG_8049

IMG_8076

IMG_8085

IMG_8103

IMG_8118

IMG_8171

IMG_8234

IMG_8251

IMG_8308

IMG_8367

IMG_8398

IMG_8404

IMG_8440

IMG_8520

IMG_8741

IMG_8785

IMG_8811

IMG_8816

IMG_8822

IMG_8857

IMG_8906

Rodzinnie – Spacer

Z tym naszym czasem wolnym to jest tak, że czasem myślimy, kombinujemy i na dobrą sprawę nic ciekawego nie przychodzi nam do głowy. To już było, to robiliśmy, na to nie mamy ochoty. Szukamy nowości, inspiracji, przecie coś trzeba z dzieciakiem zrobić, jeśli oczywiście nie chcesz przed tabletem lub telewizorem posadzić. Kombinujesz więc, stajesz na głowie i zanim coś wymyślisz, to się tak upocisz, że się odechciewa wszystkiego. A czasem wystarczy tak normalnie, zwyczajnie, po prostu wyjść na spacer.

W tym przypadku nie trzeba wysilać się za bardzo. Wystarczy się ubrać i wyjść. Kierunek dowolny, miejsce również. Może być las, park, czy centrum miasta. Co kto lubi, na co ma ochotę. Bo w tym wszystkim głównie chodzi o to, że jesteśmy razem. Tu nie znajdziesz wymówek, że drogo, że czasu nie mam i ubrań odpowiednich. Jedyną wymówką to chyba tylko grad być może lub burza z piorunami. W innym przypadku wystarczą chęci. Niewiele, prawda??

Spacer to bez wątpienia najprostsza i najtańsza forma spędzania czasu wolnego. To doskonały czas na rozmowy, przemyślenia czy zwykłe milczenie. Te chwile możesz też wykorzystać na naukę. W takich momentach, gdy dziecko jest całkowicie zrelaksowane, chłonie wiedzę jak gąbka. My właśnie podczas spacerów ćwiczyliśmy z Zuzią zadania logopedyczne. Efekty były szybkie, a my połączyliśmy przyjemne z pożytecznym. Teraz, co prawda, zadanie mamy utrudnione, bo przy obecnych pytaniach Sue, logopedia to pikuś. Na szczęście jeszcze dajemy radę, a na spacerze przynajmniej mózg nam się dotleni, no i nie widać jak dymi od intensywnego myślenia 😉

IMG_8931

IMG_8942

IMG_8977

IMG_9041

IMG_9056

IMG_9106

IMG_9109

IMG_9133

IMG_9137

IMG_9150

IMG_9178

IMG_9192

IMG_9199

IMG_9213

IMG_9223

IMG_9226

IMG_9239

 

BUTY – Emu

KURTKA, CZAPKA, KOMIN, SWETER, LEGINSY – Zara

Rodzinnie – Gry Planszowe

Każda nastolatka ma marzenia. Jedna pragnie zrobić karierę, inna chce być celebrytką, dla kolejnej liczy się tylko kasa i bogaty facet, a ja zawsze marzyłam o fajnej rodzinie. Gdy nachodziła mnie chwila nostalgii, wyobrażałam sobie mój przyszły dom. Jego, dziecko i jakiegoś zwierzaka. Miałam w głowie stworzony swój idealny obraz. Dlatego, gdy zaczęłam tworzyć z Nim nasz dom, wkładałam w to całą siebie. Mam całkowitego fioła na punkcie naszej rodziny, najwyższa pora się do tego przyznać.

Rodziny nie wystarczy stworzyć a później zwyczajnie być. Rodzinę trzeba dopieszczać, pielęgnować jak największy skarb. Najważniejsze, to szanować się, lubić, przyjaźnić i dbać o siebie w każdej minucie wspólnego życia.

Nasz wspólny czas jest dla nas najcenniejszy. Nikt i nic nie odbierze nam tych chwil. Lubimy się i lubimy być razem. To nasz największy sukces. Mimo upływu lat i mimo tego, że dla Zu teraz najważniejsze są przyjaciółki, my wciąż, a może nawet jeszcze bardziej, naciskamy na wspólne chwile. Nie chcemy, aby nić, którą tak pieczołowicie tkaliśmy do tej pory, naderwała się. Dlatego wymyślamy, kombinujemy byle tylko się nie nudzić, nie doprowadzić do stagnacji, bo nic tak nie zabija jak nuda.

Gry planszowe to jeden z naszych sposobów na wspólne chwile, umilają nam czas i pozwalają na różnorodność. Do tego dają naprawdę sporą dawkę dobrej zabawy, uczą cierpliwości, rozwijają. Planszówki są idealne by nauczyć dziecko, że nie zawsze musi być najlepsze, że czasem można przegrać i świat się nie wali. To idealna lekcja dla takich ambitnych bestii jak Sue. Ambicja jest dobra, bardzo dobra, ale pod warunkiem, że ewentualne przegrane traktujemy jako lekcję, a nie jako nauczkę. Dlatego od pierwszych chwil z grami planszowymi nie pozwalaliśmy Sue wygrywać, ot tak zwyczajnie, od tego jest babcia ;). My od początku graliśmy z Nią normalnie. Były łzy, fochy, zaklinanie, że więcej nie zagra, ale w końcu się nauczyła, więc gramy dalej.

IMG_7368

Jedną z naszych ulubionych pozycji, w tym przypadku moją i Sue, jest Remik. Pamiętam jak chciała zagrać ze mną pierwszy raz. Nie było za łatwo, jak to na początku. A teraz mała wymiata i to całkiem dobrze. Remik to gra, która uczy logicznego myślenia, szybkiego dodawania, kombinowania. Na początku myślałam, że wersja dla dorosłych będzie zdecydowanie za trudna dla dziecka, ale na przykładzie Sue mogę polecić dzieciom od 7 roku życia, my właśnie wtedy zaczęłyśmy rozgrywać nasze babskie partyjki.

IMG_7353

IMG_7384

 

Ps. Tym razem ja wygrałam, ale naprawdę niewiele brakowało 🙂

A Wy macie jakieś swoje ulubione, wspólne planszówki ??? Podzielcie się 🙂

Baw Się Dobrze

Hej. Mam dla Was niespodziankę, bo patrząc na te tłumy, które były z nami wtedy tam,śmiem twierdzić, że jednak dużo osób o tym nie wie. No więc, gotowa??? Uwaga!!!!!! Place zabaw są otwarte przez cały rok !!!!! Nie, że tylko od maja do sierpnia. Normalnie bite 12 miesięcy. Nie wiem co z tą informacją zrobisz, ale ja na Twoim miejscu bym się wybrała, nawet tak z czystej ciekawości, czy aby nie ściemniam. Dla potwierdzenia fotek kilka wrzucam, ale mimo to idź. Niech się dzieciak trochę pobawi. Naukowcy z Amełyki udowodnili, że powietrze nie zabija, a zabawa działa kojąco 😉 . Ja wiem, że oni często gęsto przesadzają, ale w tym przypadku, racji mają na procent 100.
A może ktoś z Was też chodzi na place zabaw poza wakacjami i może potwierdzić, że otwarte ???

IMG_5397

IMG_5409

IMG_5452

IMG_5456

IMG_5488-horz

IMG_5501-horzTańczy zawsze i wszędzie. Wreszcie znalazła odpowiednie miejsce dla siebie 😉

IMG_5514

IMG_5526

IMG_5531

IMG_5556

IMG_5559

 

KURTKA – Decathlon

BLUZA – Oops

SPODNIE – Zara

BUTY – Nike