Góra Tajget

52/2016 #5

Jestem trochę rozdarta i zagubiona. Uwielbiam Panią Anię, za książki, za pasję, za gadkę, za poczucie humoru i za męża też uwielbiam. Czekałam na Jej książkę niecierpliwie, przekonana, że to będzie strzał w 10, jedna z lepszych, jakie przeczytam w 2016. Kupiłam „Górę Tajget” bez zastanowienia. Szczęśliwa, że wreszcie jest. Pewna, że inne odłożę na bok i skupię się na tej jedynej, wyczekanej.

Prawda jest taka, że „Góra Tajget” do łatwych i przyjemnych książek nie należy, ale z takimi nigdy problemu nie miałam. Anna Dziewit-Meller porusza w niej temat trudny i bolesny, bo taka właśnie była wojna, chociaż wszystko zaczyna się spokojnie i współcześnie.

Poznajemy Sebastiana, aptekarza, świeżo upieczonego ojca. Jego życie, odkąd pojawiło się dziecko, zakłóca wieczny strach. Dni wyglądają tak samo, dom, rodzina, praca – apteka odziedziczona po ojcu, znajdująca się w pobliżu szpitala. Zwykłe życie. Powoli w inny świat przenosi nas staruszek, który z zaskoczenia prosi Sebastiana o pomoc w uzyskaniu od miasta pomnika dla dzieci, które zginęły w szpitalu w czasie II wojny światowej, w ramach prowadzonych tam badań. Zdaniem poczciwego nauczyciela miasto musi uczcić pamięć o tych dzieciach. Sebastian początkowo myśli, że starszy mężczyzna bredzi, ale gdy ten ponawia prośbę, aptekarz zaczyna interesować się tą sprawą.

W kolejnych rozdziałach książki poznajemy Gertrudę Luben, profesor, która w swoim życiu prowadziła eksperymenty na dzieciach. Czuję strach, ale nie ma w niej poczucia winy. Jej postać jest inspirowana lekarzami, Elisabeth Hecker i Ernst Buchalik, którzy w czasie II wojny światowej prowadzili w szpitalu dla psychicznie chorych w Lublińcu zbrodniczą działalność. Nigdy nie zostali ukarani za okropne czyny popełnione na dzieciach, a w Republice Federalnej Niemiec dożyli spokojnej starości jako szanowani obywatele.

Zefka wraca na Śląsk z Niemiec. Z jednej strony tęskniła za domem, ale po powrocie tu, tęskni tam. I tęskni za Emmą, kobietą, która okazała jej wiele ciepła i czułości. Nigdy tego nie zaznała w domu. Potrzebowała takiego uczucia.

I jest jeszcze Rysio, mały chłopczyk w ciemnym, długim szpitalnym korytarzu. Idzie, przestraszony, nie wie po co i nie wie gdzie……..

Zaczęło mi się łatwo. Sebastiana, pierwszego bohatera „Góry Tajget” zrozumiałam od razu. Mam to samo, odkąd pojawiła się Sue. Czuję wieczny strach i sama się dziwię, że jeszcze na zawał nie walnęłam. Dlatego właśnie poczułam w nim bratnią duszę. Jestem pewna, że wódki mogłabym się z nim napić spokojnie. I czytałam tak sobie, łatwo i przyjemnie. Do czasu. Bo im dalej szłam, tym jakoś gorzej mi się robiło, ciężej szło. I ciężko mi to teraz wszystko zebrać w całość i sensownie napisać. Gubię się, tak samo jak podczas czytania. Tym razem z Panią Anią nie poszło nam w tym samym kierunku. A może to ja nie do końca zrozumiałam, nie wyczułam , lub zwyczajnie się w czytanie nie wczułam. Chciałabym zacząć tę książkę raz jeszcze, bo być może coś ominęłam, coś co do końca mnie zgubiło. Z jednej strony rozumiem zamysł samej autorki, wiem o co Jej chodzi, co chciała przekazać. Szanuję i podziwiam za poruszenie tak mocnego i bolesnego tematu jakim jest akcja T4. Z drugiej coś nie zagrało, przynajmniej między nami. Myślę jednak, że kiedyś dam tej książce jeszcze jedną szansę.

IMG_0145

Zmuś Mnie

52/2016 #4

On- Jack Reacher, były wojskowy, kawał inteligentnego faceta. Taki gość bez stałego adresu, bez rodziny i bez prawa jazdy. Sprytna i uparta jednostka. Rusza w podróż. Jego celem było Chicago, a w Matczynym Spoczynku wysiadł tylko na chwilę. Z takiej zwykłej ciekawości chciał się tylko dowiedzieć, skąd ta dziwna nazwa. Jeden, dwa dni, nie dłużej. Taki miał plan. Chodzi po mieście, dopytuje, zapisuje w pamięci obrazy, chociaż początkowo nie zdaje sobie sprawy, że wzbudza podejrzenia, że sam jest obserwowany.

Ona – Michelle Chang, była agentka FBI. Obecnie prywatny detektyw. Z adresem i prawem jazdy, ale bez rodziny. Ona też rusza w podróż. Jej celem było znalezienie kolegi. Zniknął, a ona podejrzewa, że stało się coś strasznego, chociaż nawet nie wie, co go tu przywiało. Szuka, myszkuje, szpieguje, byle tylko znaleźć Keevera.

Spotykają się  już na stacji. Mieszkają w tym samym motelu. Zwykła rozmowa w miejscowej jadłodajni łączy ich na długo. Ona opowiada mu swoją historię, on dopatruję się dziwnych zachowań u mieszkańców miasteczka, a że jego cel nie był tak ważny, zostaje z nią, chętny do pomocy, głodny przygód.

Poszukiwania Keevera prowadzą ich w kilka miejsc, do wielu osób, idą dziwnym tropem, do dziennikarza, który zdaje się nie mieć nic wspólnego z zaistniałą sytuacją. Po czasie okazuje się, że jego osoba jest bardziej w to wszystko zamieszania, niż im się wydaje. Na chwilę opuszczają Matczyny Spoczynek, uspakajając swoim wyjazdem niektórych mieszkańców. Ale to spokój tylko na chwilę….

To moje pierwsze spotkanie z Lee Child. Do zakupu książki przekonała mnie przede wszystkim wielka miłość wielu czytelniczek do głównego bohatera. Od jakiegoś czasu trafiałam na jego nazwisko i musiałam w końcu sprawdzić, o co te wszystkie ochy i achy. I powiem szczerze, już tak po przeczytaniu, że nie wiem.

Akcja, w sensie pomysł na akcję, nawet i fajny. Trochę zagadek, dziwne miasteczko, dziwni ludzie, niby nie pasujące do siebie elementy, które na samym końcu tworzą spójną całość. Wszystko ma niby ręce i nogi, i naprawdę może zaciekawić i wciągnąć. Do czasu. Bo akcja ciągnie się, i ciągnie, i dociągnąć się nie może, a skutecznie utrudniają to jakby wymuszone dialogi oraz długie i często niepotrzebne opisy. Tak naprawdę jestem trochę rozdarta. Bo szczerze, jeszcze w trakcie czytania, tak z początku, miałam nadzieję, na naprawdę fajną książkę. Ale w efekcie końcowym. Zmęczyłam. Nie podzielam zachwytu.

IMG_9552

Moje Córki Krowy

52/2016 #3

Kasia, mimo tego, że już dawno założyła swoją rodzinę wciąż mieszka z rodzicami. Jej bezrobotny mąż albo szuka pracy, albo spędza czas przed telewizorem. Między nimi ciągle dochodzi do kłótni, ale seks jest boski. Kasia co chwila myśli o rozwodzie. Jest zmęczona. Wiecznie z drinkiem w dłoni. Nastoletni syn Kasi nie ułatwia matce życia, jego okres buntu tylko ją jeszcze bardziej dołuje. Kasia albo płacze, albo narzeka, albo pije. Nie umie za bardzo radzić sobie z życiowymi problemami. I żyje wciąż w cieniu sławnej siostry.

Marta, siostra Kasi. Aktorka, głównie jednego serialu. Matka Zuzi, owoc przygodnego seksu. Tata ręki do wychowania nie przyłożył, ale poznany po latach stara się utrzymywać kontakt z córką. Małą głównie wychowywali dziadkowie, bo matka robiła karierę, przynajmniej próbowała. A i miłości szukała. Na marne. Jej obiektami westchnień byli głównie żonaci frajerzy. Po latach przynajmniej udaje jej się lepszą pracę znaleźć i zostaje gwiazdę znanego serialu. Wtedy bierze kredyt na mieszkanie i zaczyna trochę lepsze życie. Z miłością sobie daje spokój, sił już nie ma na kolejnych palantów. Ale życia, jak to życie, przewrotne bywa.

Dziewczyny generalnie się nie lubią. Kaśkę wkurza, że to Marta zawsze była najlepsza, najmądrzejsza, że to w niej pokładali całą nadzieję. I to, że musiała ubrania po niej nosić, mimo tego, ze grubsza była, ale ubrania da się powiększyć. Tu i tu się doszyje i jak znalazł. Nawet sukienkę do komunii Kaśka miała po Marcie. Trauma. Martę Kaśka wkurwia swoim płaczem wiecznym i narzekaniem ciągłym. I tym drinkiem, co go ciągle Kaśka w dłoni dzierży. Kłócą się co chwila, docinają sobie, złośliwości nie szczędzą. Nawet w obliczu nieszczęścia.

Matka na raka szyjki macicy choruje od dawna. Czeka ją tylko ostatnia wizyta w szpitalu i będzie dobrze. Marta wiezie ją na siłę do szpitala. Pełna obaw, bo od jakiegoś czasu córki widzą u matki dziwne objawy. Przeczucie ich nie myli. Po omdleniu w szpitalnej łazience i badaniach jest wyrok, krwiak prawej półkuli. Matka w szpitalu zostaje, podtrzymywana w śpiączce. Jej stan się pogarsza, lekarze nie dają nadziei. Ale dziewczyny szukają wszędzie ratunku, u szamanów i innych czarodziei. Matka się budzi, ale jakby nieobecna, nie mówi, nie rusza się. Zwyczajnie oczy otworzyła.

Ojciec do matki przywiązany źle znosi jej chorobę. Na córki naskakuje bardziej niż zwykle. Pije, nie dba o siebie, nie myje się. I jakby zmartwień było mało on też słyszy diagnozę, guz mózgu, glejak czwartego stopnia, najgorszy. Operację przechodzi pomyślnie, ale zmienia się. Potrafi śmiać się z byle czego, ucieka z domu, rozbiera się przy ludziach, strasznie ciągnie go do alkoholu, a nie może, łatwo z nim nie mają. I ubliża im bardziej niż zwykle. Krowy, cipy to normalka. Marta mówi, że dla ludzi to szok, ale dla niej to już taka melodia. Śmierć matki znosi dobrze, to objaw glejaka, tak mówi lekarz. To nawet lepiej, normalnie by się załamał, tak był w żonie zakochany.

Dzień po pogrzebie wyjeżdżają w trójkę do Białowieży. Taka jakby ich podróż ostatnia. Ojciec ma sobie znajome strony przypomnieć. Wracają wcześniej, bo tatusia rady upilnować nie da, w nocy ucieka do gabloty z alkoholem. Na koniec jeszcze na spacer idą, tam wiele się wyjaśnia.

IMG_7400

„Moje córki krowy” połknęłam w dwa dni i już żałuję, że skończyłam. Śmiałam się przy niej głośno i kilka razy popłakałam. Napisana lekko i przejrzyście, autorka opisuje tylko sprawy ważne, nie rozpisuje się niepotrzebnie, nie powtarza, mimo tego, że o losach swoich opowiadają dwie siostry. Nie znajdziesz tu fałszu i wymuszanych wzruszeń. Samo życie. I mimo tego, że opowiada smutną historię, nie podłamuje. Obowiązkowa. Na pewno do niej wrócę.

Carrie Pilby ( Nieznośnie Genialna )

52/2016 #2

Carrie Pilby ma 19 lat i studia na Harvardzie za sobą. Jak się pewnie domyślasz, jest geniuszem. Jest też dziwadłem, odludkiem zagubionym w wielkim nowojorskim świecie. Dziewczyna mimo swojego młodego wieku wieczory spędza w samotności. Nie ma chłopaka, nie ma przyjaciół, nie ma koleżanek. Jej romans z profesorem literatury też kończy się bardzo szybko. Jedyną wierną w jej życiu osobą jest psychoterapeuta, który rzuca Carrie rękawice i daje je do zrealizowanie pewien plan. Dziewczyna przyjmuje wyzwanie i zaczyna walkę ze swoimi największymi słabościami.

IMG_7334

Carrie Pilby ( nieznośnie genialna )”

została zaklasyfikowana jako książka młodzieżowa. Jej główną bohaterką jest co prawda nastolatka, ale dusza tej dziewczyny i jej podejście do życia dalekie są od młodzieżowych. Bohatera zachowuje się raczej jak młoda kobieta. Jest już po studiach, mieszka sama i sama boryka się ze swoimi problemami. Carrie bez wątpienia jest dużo poważniejsza od swoich rówieśników i tak właśnie ich traktuje. Jej młody wiek w połączeniu z filozoficznym podejściem do życia, dziwnym poczuciem humoru i zamiłowaniem do słownika sprawiają, że ciężko włożyć Carrie to jednej szuflady. Ona gdzieś wisi, strasznie zagubiona. Szuka wciąż swoje drogi i pokazuje, że oprócz wysokiego ilorazu inteligencji ma coś jeszcze…

Styczeń zaczęłam bardzo lekko

To nie jest książka, do której wrócę. Nie będę też jej na siłę polecać, ale też jej nie skreślam. Książka jest lekka, taka psychologiczno – obyczajowa, typowo babska. Pośmiejesz się, może lekko wzruszysz. To pozycja idealna na szarugę, zimne dni, zły humor, nicniechcenie, leżenie pod kocem i kieliszek czerwonego wina.

IMG_7336

52/2016 #1 Montignac dla kobiet

Mam takie jedno postanowienie noworoczne, chociaż podobno robienie takich postanowień jest już passe, to ja kilka mam. A to pewnie dlatego, że ja z tego starszego pokolenia i nie nadążam do końca za młodzieżą ;). A tak serio, do jednego zdecydowałam się przyłączyć. Bez większego ciśnienia, bez rozliczania i bez załamania psyche w razie niepowodzenia. Ot tak, zwyczajnie z ciekawości.

Należę do ludzi, którzy czytają. Śmiem twierdzić, że nawet dużo. Książki są moją miłością i wielką pasją. Czytam prawie każdy gatunek, od ckliwych romansów po brutalne thillery. Nie tykam za bardzo fantastyki, to w sumie jedyny gatunek, który jakoś mi nie leży, ale nie krytykuję, zwyczajnie nie lubię. Nie krytykuję też czytanych przez innych książek, wychodzę z założenia, że lepiej czytać „głupie romanse” Danielle Steel, niż nie czytać wcale.

W tym roku dołączam do wyzwania „Przeczytam 52 książki w roku”. Tak jak napisałam wyżej, ze zwykłej ciekawości. Chcę sprawdzić sama siebie. Nie kryje się za tym nic więcej. Takie sobie zwykłe noworoczne postanowienie i fajna akcja, więc warto dołączyć. Także ten teges. Akcja START.

Michael Montignac – „Montignac dla kobiet” wpadła do mnie troszku z przymusu. Jak pisałam TU, okazało się, że jestem szczęśliwą posiadaczką insulinooporności, takiego dziadostwa, przy którym tyje się od wody. No dobra, przesadzam, ale generalnie, ciężko schudnąć. I na tę właśnie przypadłość działa podobno dieta Montignaca. Dieta to może za dużo powiedziane, bo jest to zwyczajnie zdrowy sposób na odżywanie. Tu zamiast kalorii patrzymy na indeks glikemiczny i jemy wszystko, przy czym indeks sięga do 50. Montignac wydał już kilka swoich książek. Z opisem diety, z przepisami. Autor działa na rynku od kilkudziesięciu lat z wielkimi sukcesami. Swoją metodą leczy cukrzyków, osoby z problemami hormonalnymi, lub zwyczajnie z nadwagą. Tym razem Montignac całą swoją uwagę skupia na kobietach. Uważa on, że to właśnie my, niewiasty, jesteśmy szczególnie narażone na otyłość i to my bardziej interesujemy się estetyką ciała. Zdecydował więc, że napisze książkę specjalnie dla nas. W pozycji tej znajdziemy ogólne zasady metody Montignaca, opis dwóch faz diety, przepisy, produkty podzielone na zalecane, dozwolone i zakazane, a także opis i przepisy podzielone dla kobiet w poszczególnych fazach życia, dla nastolatki, kobiet aktywnych, wegetarianek, kobiet w ciąży, kobiet dojrzałych, po menopauzie. Na samym końcu książki autor wymienia czynniki, które uniemożliwiają i utrudniają ubytek wagi.

„Montignac dla kobiet” , to książka skierowana dla kobiet, phi musiałam :), to książka nie tylko dla kobiet, którym problemy zdrowotne utrudniają zrzucenie nadprogramowych kilogramów, ale również dla tych, które chcą zdrowiej żyć. Autor w czytelny sposób opisuje swoją metodę, bardzo dokładnie przedstawia jej fazy, z wyszczególnieniem większości produktów. Duży plus za ładne wydanie i zdjęcia. Z czystym sumieniem polecam każdej kobiecie, nastolatce i jej babci 🙂

IMG_7192

Vogue. Za Kulisami Świata Mody

Vogue to tytuł, którego nie trzeba przedstawiać żadnej z nas. Nawet jeśli go nie czytamy, nie prenumerujemy, nie wyczekujemy z zapartym tchem kolejnego numeru i nie znamy większości „wielkich” nazwisk świata mody, to co nieco pewnie o największym piśmie o modzie słyszałyśmy. Trochę mogłyśmy się dowiedzieć z filmu i książki „Diabeł ubiera się u Prady „. Tam poznajemy życie amerykańskiego wydania tego pisma. Dowiadujemy się jak działa ten świat, kto jest na górze, kogo trzeba słuchać, co nosić, gdzie bywać, co jeść i jaki rozmiar nosić, by być. Poznajemy demoniczną, siejąca postrach naczelną Annę Wintour i ludzi, którzy by z nią pracować, są w stanie poświęcić wiele, jak nie wszystko. Niedowierzanie, podziw, niezrozumienie, zazdrość. Targają nami różne uczucia. Bo nawet jeśli moda nie jest dla nas wszystkim, nawet jeśli nie jesteśmy w stanie zrozumieć tych wszystkich szalejących kobiet, to myślę, że część z nas chciałaby spędzić chociaż jeden dzień w ich świecie.

Kirstie Clements w swojej książce „Vogue za kulisami świata mody” przedstawia siebie i świat mody zdecydowanie łagodniej, niż to miało miejsce przy prezentacji amerykańskiego wydania. Kirstie opisuje tu bardzo dokładnie, krok po kroku, swoją drogę do zostania naczelną australijskiej edycji tego pisma. To historia zwykłej dziewczyny, która wyprowadza się z domu by spełniać swoje marzenia. Pisze o ciężkiej pracy, o kolejnych stanowiskach, o wykonywaniu nie swoich obowiązków, o dawaniu z siebie jeszcze więcej, po to by iść wyżej i wyżej, i robić to co się kocha i o czym się marzyło. Ta droga jest jednak w miarę łagodna, bez żadnych ofiar, bez podcinania skrzydeł, podkładania nóżek. Tu nawet wspominane są przyjaźnie i fajne warunki pracy. Kirstie Clements jest całkowitym przeciwieństwem swojej amerykańskiej koleżanki i jak sama pisze, nigdy nie chciała być jak Anna Wintour i nigdy nie rozumiała, dlaczego ma budzić strach. I jak się okazuje, nie trzeba iść po trupach do celu. Pewnego dnia Kirstie dostaje propozycje zostania naczelną, coś, o czym sama nie śmiała marzyć.

I tak się zaczyna jej przygoda życia, jej droga. Kirstie przejmuje pismo chyba w jego najgorszym momencie, kiedy sprzedaż jest na najniższym poziomie. Naczelna przywraca do pracy swoich przyjaciół, ludzi z którym pracowała wiele lat, których ceniła i którym ufała. Razem tworzą idealny zespół, dzięki któremu pismo powoli wraca na właściwe tory. Ta współpraca trwa wiele lat, bez większych problemów i zbędnych afer. Do momentu, aż pismo przejmują nowe władze, które, jak to bywa w większości przypadków, żegnają się z Kirstie Clements.

Jeśli jesteś ciekawa różnych smaczków, dziwnych afer, za chudych modelek, jedzenia wacików nasączonych czymś tam, kariery przez łóżko, podkładania świń, to ta książka nie jest dla ciebie, idź na portale plotkarskie. Tu te tematy wspomniane są w sposób bardzo delikatny. Jeśli jednak chcesz poznać australijski Vogue od kuchni, poznać ludzi pełnych pasji, specjalistów w modzie, zobaczyć jak bardzo mogą różnić się dwa wydania tego samego tytułu, to spokojnie możesz sięgnąć po tę pozycję. Kirstie napisała całkiem przyjemną opowieść, lekką, czasem zabawną, czasem smutną, i mimo wielu nazwisk i różnych sytuacji, czytelnik za wszystkim nadąża, co w przypadku książki o Zarze, nie było możliwe. Ta książka to żadna wielka, ambitna pozycja, ale to na pewno fajna książka na letnie, spokojne i leniwe dni.

IMG_6476

 

 

Książka Na Weekend – Kocham Polskę Elementarz Dla Dzieci

Kiedy Sue, jeszcze w zerówce, poprosiła mnie o książkę historyczną, myślałam, że jestem w ukrytej kamerze. Nigdy w życiu nie wpadłabym na to, by tak małemu dziecku zapodać taką lekturę. Nie wiedziałam też, skąd takie nagłe zainteresowanie historią. Jak się okazało, Pani w szkole trochę mówiła o wojnie i Ona chce wiedzieć więcej. Mimo tego, że wiedziałam już skąd ta prośba to i tak byłam w szoku. Nie sądziłam, że moje dziecko takie tematy zainteresują. No ale mogę odmówić Jej kolejnej Barbie czy Monster High, ale książki nie odmówię Jej NIGDY. O książki może mnie prosić co chwila, a ja nie powiem nie. Po powrocie do domu siadłam więc przed komputerem w poszukiwaniu książki historycznej dla mojej córki. Sprawa nie była tak prosta. Książek o tej tematyce dla tak małych dzieci praktycznie nie było. Wszystkie, które udało mi się znaleźć były zdecydowanie za trudne dla niespełna sześcioletniej dziewczynki. Po dłuższych poszukiwaniach udało mi się wreszcie trafić na książkę idealną. Ha. Sukces.

„Kocham Polskę elementarz dla dzieci” to książka, którą spokojnie można czytać już pięciolatkom. Jeśli więc chcesz by Twoje dziecko poznało historię Polski. Jeśli chcesz by poznało dzieje ojczyzny, nie tylko poprzez legendy, ale także spotykając się z postaciami prawdziwych rycerzy, księżniczek czy królów. Jeśli Twoje dziecko samo wykazuje zainteresowanie historią to ten elementarz na pewno jest dla Ciebie. Książka napisana jest w prosty, ciekawy i zrozumiały dla małych dzieci sposób. Każdy rozdział to nie tylko ważne wydarzenie, postać, data. To także piękne ilustracje i trzy pytania na końcu każdego rozdziału, które z pewnością pomogą dziecku przyswoić zdobytą wiedzę. Nauka nie musi być nudna.

 

IMG_0435

 

IMG_0440

 

IMG_0442

 

IMG_0445

 

KSIĄŻKĘ MOŻNA KUPIĆ np – TU


 

Książka Na Weekend – Możesz Uzdrowić Swoje Życie

 

IMG_9181

Poradników ci u nas dostatek. Jeszcze jeden nie wystygł, a już pojawia się drugi. Większość z nas śmieje się z tych, którzy je czytają. Nie wierzą w te wszystkie „bzdury”, pozytywne afirmacje, przyciąganie dobra. A ja jestem rozdarta. Stoję pośrodku. Bo jest jeden poradnik, który mi pomógł kiedyś, i do którego wracam, czy mam zły dzień, czy małą chandrę, czy po prostu mam ochotę na coś pozytywnego.

„Możesz uzdrowić swoje życie” to poradnik napisany przez Louise L. Hay, amerykańską autorkę poradników a także założycielkę ośrodka terapeutycznego w Kalifornii. Jej główne przesłanie brzmi: ” jeśli tylko potrafisz uruchomić siły swojego umysłu, możesz wyleczyć się niemal z każdej choroby”. Autorka – jak twierdzi – sama zdołała wyleczyć się sama z choroby nowotworowej.

Ten poradnik to jedna z takich książek do których chce się wracać. To książka, która motywuje do działania, dodaje skrzydeł, nawraca myśli z powrotem na właściwe tory. „Możesz uzdrowić swoje życie” nie nudzi, jest fajnie napisany i co najważniejsze pomaga, gdy dopada dół. Tej książki nie wystarczy czytać. To nie jest kolejny poradnik,  w którym znajdziesz tylko dobrze kończące się historie i pozytywne przysłowia. To nie jest poradnik typu „musisz myśleć”, „musisz działać”, bo jak wszyscy wiemy, to „musisz” jest najtrudniejsze. Książka Louise L. Hay dosłownie zmusza Cię do działania. Jest pełna ćwiczeń, które musisz wykonywać. Bez nich nie pójdziesz dalej. To książka, która pokazuje nasze błędy i uczy jak z nich wyjść. To książka, która uczy jak wprowadzić zmiany w swoim życiu, jak się cieszyć, jak odnaleźć szacunek dla samego siebie.

Jeśli masz zły dzień, dopada Cię dół i myślisz, że słońce już nie zaświeci, a Twoja przyjaciółka jest tysiące kilometrów od Ciebie lub szef zawalił ją papierami, lub jeśli zwyczajnie nie masz siły o tym wszystkim gadać. Jeśli potrzebujesz motywacji i kopniaka, lub zwyczajnie masz ochotę troszkę zagłębić się w ludzką psychikę, to „Możesz uzdrowić swoje życie” jest idealną książką dla Ciebie.

Znajdź wygodne miejsce. Weź książkę, zeszyt i długopis… czytaj i ćwicz…

IMG_9163

IMG_9176

 

Bicie Rekordu Czytania Na Świeżym Powietrzu

IMG_6716

Gdy dowiedziałam się o biciu rekordu świata w liczbie osób czytających razem na świeżym powietrzu, organizowanym podczas BigBookFestival, wiedziałam  że tam będziemy. Uwielbiam takie akcje i uwielbiam, gdy Sue może wziąć w nich udział razem ze mną. Akcja sama w sobie pewnie bez większego znaczenia. Nie wiem czy ktoś, kto nie jest wielbicielem czytania, zdoła się przekonać. Śmiem twierdzić, że raczej nie. Bo taki mój mąż np. którego książki w ręce parzą, i któremu skłonna byłam mierzyć temperaturę, gdy powiedział do mnie, że idzie sobie poczytać, na koniec naszego czytania powiedział, że było zimno 😉 Tyle się przejął.

A tak naprawdę to mało ważne, bo było coś fajnego w tym wspólnym czytaniu. 282 osoby w centrum Warszawy. Młodzi i starsi. Na ławkach lub na kocach. Na siedząco lub stojąco.  Ale wszyscy z książką w ręku. A spojrzenia zdziwionych spacerowiczów – bezcenne 🙂

Sue do czytania wybrała sobie książkę G. Kasdepke „Kto zamawiał koszmarną przygodę?” z serii ” Czytam sobie”. To trzypoziomowy program wspierania nauki czytania dla dzieci w wieku 5-7 lat. Dla mnie to chyba najlepsze książki do samodzielnego czytania, jakie udało mi się znaleźć. Każdy z poziomów naprawdę doskonale się sprawdza, książki można brać w ciemno. Duże litery, łatwe wyrazy ( zwłaszcza na poziomie 1 i 2 ), które nie zniechęcą dziecka do czytania a pomogą łatwo przejść do kolejnego poziomu. U nas książki sprawdziły się idealnie.

IMG_6679

 

IMG_6748

 

IMG_6898

 

Książki można kupić w księgarniach EMPIK – TU