IMG_7767

Najpyszniejsze Pączki

Najpyszniejsze pączki są od babci Isi. Temat nie podlega dyskusji. A że ja chytra nie jestem, dzielić się lubię, to się dzielę, przepisem właśnie na te pączki pyszne :)

SKŁADNIKI

kg mąki, najlepiej szymanowskiej + szczypta soli

13 dkg drożdży

15 żółtek

15 dkg cukru

15 dkg masła

olejek cytrynowy podłużny

olejek pomarańczowy

2 łyżki spirytusu

1/2 litra mleka

powidła

cukier puder + cukier waniliowy do posypania

olej + smalec do smażenia

SPOSÓB PRZYRZĄDZENIA

Mąkę wsypać do miski, zrobić dołek. Drożdże rozetrzeć z łyżeczką cukru i łyżeczką ciepłego mleka. Wlać to do dołka w mące i lekko połączyć z odrobiną mąki. Żółtka utrzeć z pozostałym cukrem, olejkami i spirytusem. Masło roztopić. Do miski wlewamy żółtka, wyrabiamy ciasto, wlewamy letnie masło, wyrabiamy i dolewamy letnie mleko ( tyle mleka żeby ciasto było lekkie ). Zostawiamy do wyrośnięcia. Formujemy pączki z powidłami i zostawiamy ponownie do wyrośnięcia.

Do dobrze rozgrzanego tłuszczu wrzucamy pączki i gotujemy 5 minut, po pół z każdej strony. Wykładamy pączki na ręczniki papierowe. Obsypujemy lub lukrujemy po wystudzeniu.

Babcia Isia życzy smacznego :)

IMG_7767

IMG_9140

Frytki Z Batatów – Zdrowy Zamiennik

Pamiętam swoje frytki z dzieciństwa. Robione zawsze na specjalne życzenie przez babcię Stefcię :). Takie z prawdziwych ziemniaków, nierówne, smażone na głębokim tłuszczu. Obok zdrowych przekąsek to one nie leżały, ale co smakowały, to zostanie w pamięci na zawsze.

Później frytki robiłam już sama. Też z ziemniaków, też nierówne i też na głębokim tłuszczu. Było może bardziej na bogato bo mamcia zakupiła specjalne sitko, które zawieszało się na garnku, i które zdecydowanie ułatwiało wyjmowanie smakołyku z tłuszczu. To była przystawka obowiązkowa przy spotkaniach z koleżankami. Pyszna i sprawdzona.

Przyszły też czasy bogatsze, gdy co niektórzy zaopatrzyli się w frytkownicę. Ja nie miałam, ale szczerze zazdrościłam wszystkim tego cudownego urządzenia. Nic, że zajmowało pół kuchni i sprawdzało się tak samo jak stary poczciwy garnek, ale wiecie, frytkownica to frytkownica.

No a później. Frytki mrożone. Wszystko takie łatwe i szybkie. Bez obierania i krojenia. Cyk do garnka i gotowe. Na początku tylko te do tłuszczu a następnie i takie do piekarnika. Początkowo zwykłe, proste, a potem karbowane, łódeczki, kuleczki, cud, miód, malina. Miłośnicy frytek mają w czym wybierać, chociaż przyznać trzeba, że żadne cuda, żadne wynalazki, żadne kształty nie zastąpią tych prawdziwych, babinych frytek z dzieciństwa.

Teraz mamy czasy fit. Jemy mądrzej, świadomiej. Wiemy, że to co spożywamy, ma wpływ na nasze zdrowie i samopoczucie. To samo staramy się przekazywać naszym dzieciom, chociaż trochę uświadamiając ich, jak ważne jest nasze jedzenie. Pewnie, że fast food i czekoladka raz na jakiś czas nie zaszkodzą, ale każdego dnia to przesada. No ale co zrobić, gdy dziecko znów prosi o frytki. A no można znaleźć trochę zdrowszy odpowiednik. Frytki z batatów. Robione w piekarniku, bez głębokiego tłuszczu, a i smak w dużej mierze zależy od Ciebie, bo co do nich dodasz to Twój wybór :)

Nasze frytki z batatów:

– 3 duże bataty

– oliwa z oliwek

– zioła ( majeranek, oregano )

– czosnek

– papryka ostra

Ziemniaki obieramy i kroimy ;). Następnie w dużej misce obtaczamy frytki w przygotowanej miksturze, wykładamy na blasze i pieczemy przez ok 30 – 40 min w 230 stopniach.

Frytki robiłam pierwszy raz, i jak dla nas rewelacja. Wyszły słodko-pikantne. Pycha. Już wiem, że będzie to nasze stałe danie, chociaż nie ukrywam, że raz na jakiś czas podkusimy się też na te prawdziwe 😉

IMG_9105

 

apple-256264_1280

Stop Śmieciowemu Jedzeniu

Sprawa już w sumie trochę przycichła, jak to ze sprawami bywa, ale jakoś znowu gdzieś mi się w oczy rzuciła i pomyślałam se nieśmiało, że ja Ci powiem, że ja całej tej euforii nie rozumiałam. Cieszyli się praktycznie wszyscy, przynajmniej praktycznie wszyscy o tym mówili lub na profil swój wrzucali baner informujący STOP „ŚMIECIOWEMU JEDZENIU „, opatrzony oczywiście wykrzyknikami i uśmiechniętymi buźkami. Ja też bym z chęcią wrzuciła i też bym się cieszyła bo niby fajna rzecz, tylko szkoda, że zabrali się do tego od dupy strony. Akcja nagłośniona i owszem, ale szkoda czasu trochę i tej euforii też, bo ja Ci powiem, ta akcja nic nie zmieni.

No bo weź sobie takiego Jaśka, na ten przykład. Jaś ma lat 9. Sam zapiernicza do szkoły aż miło, bez śniadania, ale za to ma 5 zeta, dostał od mamy, na drugie śniadanie właśnie. Jaś oczywiście w szkole zamiast chipsów jabłkowych kupuje te solone, jabłkowe mu w gardle stają, a to niebezpieczne. Do tych chipsów solonych butelka colki i śniadanie jak znalazł, Jaśkowi pasuje, smakowało i głodny nie chodzi, czego chcieć więcej. Mama Jaśka spyta się tylko: „Jadłeś w szkole?”, Jaś odpowie: ” Jadłem” i tyle, o szczegóły mama Jaska pytać nie zamierza, bo i po co, przecież głodny nie chodzi. W domu Jaś dostanie jeszcze na kolacje zamówioną pizzę, frytki lub napompowaną kajzerkę i gra, rośnie chłopak aż miło. Szkoda tylko, że wszerz…

Z Jaśkiem do klasy chodzi Tomek, na ten przykład oczywiście. Tomek też ma 5 zeta. Też dostał od mamy. Tomek też poszedł do sklepiku. Kupił sobie chipsy jabłkowe i wodę niegazowaną, w plecaku ma jeszcze banana, przecież to nie problem owoc do plecaka wrzucić. Tomek też głodny nie chodzi. Tomkowi chipsy jabłkowe w buzi nie rosną, dobrze wie, że to zdrowe. Odkąd pamięta u niego w domu je się zdrowo. Ryby, owoce, warzywa to normalne. Rodzice tak jedzą i On też. Zawsze Mu gadali, suszyli głowę, nie pozwalali na chipsy, żelki, oranżadki w proszku czy napoje gazowane. Tomek może zjeść czekoladkę oczywiście, zje i frytki czasem i nawet pizzę smakował, czasem, sporadycznie, od święta. To nie zaszkodzi. Wiesz, raz do roku to i księdzu podobno wolno.

Tomka inne rzeczy nie kuszą, tak został nauczony, przyzwyczaił się, on jego podniebienie i jego żołądek. U Jaśka sprawa ma się zupełnie inaczej. Mama wychodziła z założenia, że przecież jeden chips nie zaszkodzi, a mambę zawsze miał w kieszonce. Ot, takie przyzwyczajenia.

W poniedziałek, na długie przerwie, chłopaki znowu idą do sklepiku. Tomek, jak poprzednio, wybiera sobie jakąś zdrowszą przekąskę, no ewentualnie czekoladowego batonika, bo w poniedziałek mama pozwala coś słodkiego kupić. Płaci, zabiera zakup, dziękuje i odchodzi. Staje z boku, czeka na Jaśka. A Jasiek, zielony/czerwony/fioletowy/siny, traci oddech, puls mu przyspiesza. Jasiek chipsów nie widzi, świat mu się zawalił, głodny będzie chodził.  Pani, lekko wkurzona, bo przecież utarg jej zmaleje, tłumaczy Jaśkowi, że ustawa przyjęta i chipsów nie będzie, no ewentualnie jabłkowe, ale te przecież Jaśkowi w gardle stają, a to niebezpieczne. Jasiek szczękę zaciska, dym uszami puszcza i odchodzi, z jakimś batonem w ręku na pocieszenie.

W domu Jaś głos zabiera. Tłumaczy mamie, że takie cyrki w sklepiku, że chipsów i coli nie ma, że „musiał” jakiegoś batona kupić i w ogóle załamka. Mama oburzona, chyba jeszcze bardziej niż Jaś, kto śmie jej syna żywić, wybierać za niego i decydować. Ona mu chipsy pozwala jeść, to niech se je, im nic do tego. Zdenerwowana głośno komentuje sprawę mężowi, a gdy ten już nasłuchał się odpowiednio i nic więcej do powiedzenia nie ma, to mama se do koleżanki zadzwoni, jeszcze jej się pożali. A Jaś stoi i słucha, że to mama ma rację a tamci to idioci, co oni wiedzą, że przesadzają, że przecież kilka chipsów to nie tragedia. I tak Jaś osłuchany już spokojnie zasypia.

Jutro będzie sprytniejszy. Jutro sobie chipsy kupi po drodze, w sklepiku osiedlowym, ich ustawa nie obejmuje….

Bo dzieciaki są mądrzejsze, niż ta ustawa przewiduje.

Bo problem nie leży w sklepikach, ani tych szkolnych, ani osiedlowych. Problem leży w domach i przyzwyczajeniach naszych. Tak jak dzieciaka nauczymy, tak jeść będzie. To nie działa tak, że ze sklepików śmieciowe jedzenie wyeliminujemy i wszystkie dzieci na zdrowe się przerzucą. To tak nie działa. Te dzieci trzeba uświadomić, pokazać, wytłumaczyć jaka jest różnica między dobrym a złym żywieniem. Jak wpływa to jedzenie na nas, na nasze zdrowie, samopoczucie, wygląd. Jakie są konsekwencje zapychania się śmieciami a jakie korzyści płyną gdy w kuchni rządzić będzie zdrowie. Do tego potrzeba współpracy rodziców i wielu godzin rozmów i tłumaczeń.

A oni Poszli po najmniejszej linii oporu i braw oczekują, na Nobla czekają. A ja powodów do radości nie widzę, żadnych. ja bym wolała, żeby moje dziecko miało spotkania z dietetykiem lub lekarzem, którzy dzieciakom wszystko wytłumaczą. Spotkania, na których dostaną zdrowe przekąski, odpowiednie ulotki, książeczki, broszury. Spotkania, z których wyjdą mądrzejsze i bardziej świadome. I przynajmniej będą wiedziały, dlaczego ktoś im chipsy ze sklepiku zabiera.

A TAK NAPRAWDĘ 

Wszystko zaczyna się w domu. Od małego uczymy dzieci, tak jak chcemy, według naszego „widzimisię”. Mamy lepiej i łatwiej od naszych rodziców. Wystarczy odpalić telefon/tablet/komputer, wpisać hasło zdrowa żywność/zdrowe odżywianie/zdrowa kuchnia dla maluchów i czytać, uczyć się i wprowadzać w życie. Nie trzeba od razu dzieciakowi owsiankę bezglutenową pod nos podstawiać, ale małymi kroczkami uczyć, uświadamiać, dawać przykład.

I TYLKO OD NAS, TYLKO I WYŁĄCZNIE OD NAS, ZALEŻY JAKI TEN PRZYKŁAD DAMY

TWOJE DZIECKO, TWÓJ WYBÓR, OBYWATELKO/OBYWATELU…

 

IMG_3865

Kurczak W Cieście Francuskim

 

IMG_3854

Chyba każde dziecko, i nie tylko, uwielbia kurczaka. Nóżka, filet, czy skrzydełko zawsze są mile widziane na talerzach. Ileż jednak można jeść non-stop to samo??? Każdemu się znudzi. Dlatego, jeśli już decydujemy się na drób, staramy się podawać go w różnej formie. Jedną z tych najulubieńszych Sue jest nadziewany filet w cieście francuskim. To doskonały obiad dla dużych i małych, i idealny by przemycić maluchowi trochę warzyw. My najczęściej wybieramy szpinak lub brokuły, ale nadzienie jest dowolne, co kto lubi i na co ma ochotę :)

A sprawa z filetem ma się następująco:

Oczywiście na początku mięso myjemy i czyścimy. Następnie nacinamy wzdłuż, starając się zrobić jak największą kieszeń, i wkładamy mięso do marynaty na kilka godzin. U nas marynata to: oliwa z oliwek, wszystkie dostępne zioła ( tymianek, majeranek, oregano, rozmaryn ), czosnek, papryka słodka, curry. Jeśli macie, to fajnie do marynaty dodać odrobinę soku z limonki. Po tych kilku godzinach obsmażamy filety na suchej patelni teflonowej, po kilka minut z każdej strony. Następnie wykładamy filety na talerz i wkładamy do naciętej kieszeni nasze ulubione warzywa. Można je odrobinę posypać parmezanem lub przykryć plastrem żółtego sera.

Ciasto francuskie rozkładamy na płaskiej powierzchni i kroimy w paski o grubości ok 2-3 cm. Kładziemy na niej przygotowany filet z nadzieniem i nakładamy paski na przemian na filet. Smarujemy tak zawinięte filety roztrzepanym jajkiem i wkładamy do uprzednio rozgrzanego piekarnika. Pieczemy ok 50 minut w temperaturze 190 °C.

Życzymy smacznego :)

IMG_3861

IMG_9944

Blok Czekoladowy – NAJLEPSZY PRZEPIS

 

IMG_9958

 

Każdy z nas ma takie smaki z dzieciństwa, które nie chcą się z nami rozstać. Chodzą z nami całe życie i mimo wielu innych smaków, te zostają z nami i te wspominamy najmilej. Są to smaki, które zawsze łączą się z jakimiś fajnymi wspomnieniami i najukochańszymi osobami pod słońcem.

Weźmy sobie  powiedzmy, taką słynną pomidorówkę. Wydaje się, że zupa jak zupa. Zwykła taka, nic specjalnego, nic nadzwyczajnego. Jadło się taką zupę tyle razy w życiu, że człowiek rady zliczyć nie da. U  mamy, u cioci, w barze mlecznym i rekomendowanej przez Panią G. restauracji. I co ? I żadna z nich nie dorówna tej, którą gotowała Ci babcia za każdym razem, kiedy tylko Ją o to prosiłaś. Bo ta babci była najlepsza. Pamiętasz jak siedziałaś przy stole w kuchni, a babcia stawiała przed Tobą miskę gorącej pomidorówki. Siadała obok Ciebie i z wielką miłością w oczach patrzyła jak wcinasz to, w co Ona tyle serca włożyła. Wtedy, gdy miałaś lat kilka, ta sytuacja była dla Ciebie bez znaczenia, zapomniałaś o niej dnia następnego i żyłaś sobie dalej. Ale nie, tak Ci się tylko wydawało. To zdarzenie niby bez znaczenia, a jednak zostało w Tobie mimo upływu lat, mimo innych ważnych wydarzeń w Twoim życiu, zostało, a razem z nim ten smak, tej najlepszej na świcie pomidorówki.

Tak, każdy z nas ma takie smaki dzieciństwa, które nie chcą się z nami rozstać. Może to być wspomniana pomidorówka, rosół, schabowy, prawdziwe frytki lub …. blok czekoladowy. Ten blok czekoladowy to mój mąż wspominał jak jeszcze mym mężem nie był. Gadał o nim i gadał aż w końcu postanowiłam Mu ten blok przywrócić. Pierwszy zrobiłam kilka lat temu dzięki Kotlet.tv, bo właśnie tam znalazłam ten jedyny przepis. Od tamtej pory blok robię co kilka miesięcy, czym uszczęśliwiam męża mego i córkę mą. Blok jest przesłodki i przepyszny. Jak się najedzą i nasłodzą to starcza Im na kilka miesięcy, a potem znowu robię i tak w kółko.

Kto wie, może Sue kiedyś też będzie taki blok miło wspominać. Kto wie…. :)

A jakie są Wasze smaki z dzieciństwa? Często do nich wracacie?

IMG_9946

 

IMG_9955

 

IMG_9962

 

Przepis na blok pochodzi z Kotlet.tv – TU !!!

I tak ode mnie:

* ja nie dodaję bakalii

* najlepsze mleko to takie z mojego dzieciństwa, w niebieskim opakowaniu. Tylko tego używam i nie wiem jak wychodzi blok z innym. Takie mleko jeszcze ciężko jest dostać i podobno najlepiej szukać w małych sklepikach.  Na pewno znajdziesz je w sieci sklepów Api Market.

Dla ułatwienia, o jakie mleko mi chodzi

679_01_2996

SMACZNEGO :)

IMG_9145

Przyszła Baba Do Lekarza….

Przyszła baba do lekarza…. i na tym żart się skończył. Bo baba sobie krew przebadała, ogólnie, na tarczycę i hormony. I wyszło babie średnio. W sumie większej tragedii nie ma, będzie baba żyć, sorry 😉 , ale jakieś tam zachwiania są. No więc baba z tymi zachwianiami poszła do lekarza endokrynologa. Wyjścia z sytuacji dwa. Bierze baba leki na hormony ( minus taki, że mogą powodować silną depresję, baba grzecznie dziękuje ) lub, mimo dobrego cukru, leki na cukrzyce, baba znowu dziękuje. Wyjście drugie, bez leków, dieta z niskim indeksem glikemicznym, czyli spożywanie produktów, które nie powodują wysokiego wzrostu cukru we krwi. Nie wiem jak ma się ta dieta do moich wyników, ale zdecydowanie wolę leczyć się jedzeniem niż kolejnymi lekami. Mam całe trzy miesiące, po których znowu mam przebadać krew. Mam nadzieję, że zdrowe jedzenie pomoże i nie będę musiała żadnych leków łykać. Nie mam jednak zamiaru traktować tej diety jako największej katorgi w życiu i żywić się tylko i wyłącznie gotowanym kurczakiem. Na szczęście mam w domu fajne książki, które życie mi ułatwiają :) I tak oto dziś delektuję się pysznym łososiem :)

 

IMG_9147

 

IMG_9148

 

IMG_9160

 

ŁOSOŚ NA PARZE Z PUREE Z CIECIERZYCY

Produkty :

* średni filet z łososia bez skóry

marynata:

*  łyżeczka soku z cytryny

* 5 łyżek świeżo wyciśniętego soku z pomarańczy

*  łyżka oliwy z oliwek

* sól morska, świeżo zmielony pieprz kolorowy, tymianek do smaku

PUREE Z CIECIERZYCY :

 *1/2 szklanki ugotowanej ciecierzycy

* 1/2 ząbka czosnku

* łyżeczka soku z cytryny

* łyżeczka oliwy z oliwek

* łyżka posiekanej natki pietruszki

* sól morska, pierz cayenne do smaku

* 4 łyżki wody mineralnej

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Wszystkie składniki marynaty dokładnie wymieszać. Łososia umyć, osuszyć, natrzeć marynatą i wstawić na godzinę do lodówki. Po tym czasie łososia gotować na parze przez około 15-20 minut. Wcześniej namoczoną i ugotowaną ciecierzycę osączyć, zmiksować z z czosnkiem, sokiem z cytryny, oliwą z oliwek, solą morską, pieprzem cayenne i 4 łyżkami wody mineralnej na jednolitą konsystencję. Gotowe puree posypać natką pietruszki i podawać razem z łososiem.

Ja do tego dołożyłam sobie jeszcze sałatkę z rukoli i pomidorków cherry, doprawioną zmielonym pieprzem i odrobiną oliwy z oliwek.

A do picia po obiadku pyszna woda z owocami :)

YUMMY :)

Przepis na łososia pochodzi z książki Ewy Chodakowskiej pt: ” Przepis na sukces „

Róbcie, jedzcie, nie krępujcie się. Zdrowe niebo w gębie :)

SMACZNEGO :)

IMG_8703

Śniadanie Mistrzów

 

IMG_8721

 

Rzadko się zdarza aby naukowcy, lekarze i dietetycy w czymś się zgadzali. Najczęściej jest tak, że któraś ze stron się wyłamuje i za wszelką cenę stara się udowodnić, że ci drudzy to się mylą. A w tym wszystkim my, zwykli śmiertelnicy, pogubieni i skołowani. No bo komu wierzyć, komu zaufać ????  A tu proszę, taka niespodzianka, większość jest tego samego zdania, zdrowe i pożywne śniadanie to najważniejszy posiłek dnia.

No dobrze, ale to co mówią specjaliści, a to co daje życie, to dwie różne sprawy, które niekoniecznie chcą ze sobą współpracować. Życie. Dzień najczęściej zaczynamy w biegu, łykając gdzieś w pośpiechu zaparzoną kawę. Bo to zaspaliśmy, bo to korki, bo to dziecko trzeba do żłobka/przedszkola/szkoły, bo trzeba łeb umyć i koszulę uprasować. Ta kawa nam w zupełności wystarcza. Do czasu. Do czasu kolejnej małej czarnej, no ewentualnie z mlekiem. No bo jak już dojedziemy do pracy, to mamy tyle zadań na głowie, że śniadanie spada na plan ostatni. Sięgamy więc po następną dawkę kofeiny i tak jakoś funkcjonujemy. Do czasu. Do czasu aż nam kiszki marsza grają i z głodu robi nam się niedobrze. Wtedy łapiemy coś w biegu, byle tylko zagłuszyć muzykę w naszym żołądku i uspokoić zawroty głowy. Jest dobrze. Do czasu. Do czasu aż dopadają nas wyrzuty sumienia, że to źle, niedobrze, że przecież dziś miałyśmy zacząć zdrowo, spokojnie itd. No więc od jutra.

I u mnie było podobnie. Mimo tego, że zawodowo nie pracuje, to zawsze rano miałam sprawy ważniejsze od zdrowego posiłku. Piłam więc kawkę z mlekiem lub jadłam coś na szybko. Do czasu. Do czasu, aż postanowiłam, że moje jutro to właśnie dziś, że skoro ci wszyscy mądrzy się zgadzają, ba skoro nawet Chodakowska i Lewandowska o tym mówią, to coś w tym być musi. Podumałam, poczytałam, zakupiłam i wprowadziłam w życie. Jeden dzień, kilkanaście minut, siedem słoików a śniadanie na cały tydzień.

Zakupiłam sobie:

– płatki owsiane bezglutenowe – TAKIE

– orzechy nerkowca, włoskie, laskowe

– migdały

– żurawinę

– jagody goji – TU

– amarantus ekspandowany

Do jednego słoiczka wrzucam:

– 3 łyżki płatków owsianych

– 2 garści bakalii

– 2 łyżki amarantusa

– łyżkę jagód goji

– łyżkę żurawiny

zamykam słoiczek i śniadanie na jeden dzień gotowe. W ciągu kilkunastu minut przygotowuję sobie siedem takich słoiczków na siedem dni. Potem wystarczy słoiczek otworzyć, przesypać zawartość do małego rondelka, dolać trochę mleka lub wody i na małym ogniu taka mieszanka chwilę się podgrzewa. A Ty w tym czasie możesz zrobić szybką, poranną toaletę. Później resztę mleka odlewam i wcinam pyszną owsiankę. Szybko, zdrowo i pożywnie. Po takim śniadaniu długo nie czuję głodu i mam zdecydowanie więcej siły niż po napompowanej kajzerce.

Wiem, że owsianka z reguły większość odrzuca. A jej wygląd po przygotowaniu rzeczywiście sprawy nie polepsza. Ja też kiedyś tak miałam. Na samą myśl o płatkach owsianych mną telepało. A wystarczyło się przemóc, odpowiednio płatki przygotować i proszę. Śniadanie mistrzów jak znalazł :)

 

IMG_8715

 

 

 

IMG_7188

Najprostszy Chleb Bezglutenowy

Jakiś czas temu, całkiem przypadkiem, trafiła w moje ręce książka Williama Davis’a „Dieta bez pszenicy”. Uznany amerykański kardiolog udowadnia w niej, że pszenica, którą żywimy się teraz, znacznie różni się od tej, którą spożywały nasze babki i matki. Doktor William twierdzi, że obecnie ziarno to zostało mocno zmodyfikowane i jest przyczyną wielu schorzeń. Przytacza również w swojej publikacji przypadki swoich pacjentów, którym pomógł tylko przez odstawienie pszenicy.

(…) Kurt przyszedł do mnie, gdyż powiedziano mu, że ma wysoki cholesterol. To, co jego lekarz określił w ten sposób, okazało się nadmiarem małych cząsteczek LDL, niskim cholesterolem HDL i wysokim poziomem trójglicerydów. Naturalnie, wobec takiej kombinacji zaleciłem Kurtowi niezwłoczną eliminację pszenicy.
Zrobił to i w ciągu trzech miesięcy stracił 8 kg, wszystkie z brzucha. Interesujące jest jednak to, czego ta zmiana diety dokonała z jego wysypką.
Kurt powiedział mi, że ma na prawym ramieniu czerwonawobrązową wysypkę, która rozprzestrzenia się w dół, w stronę łokcia, i w górę, na plecy. Nękała go od ponad siedmiu lat. Zasięgał porady trzech dermatologów, co zaowocowało trzema biopsjami, z których żadna nie przyniosła jednoznacznej diagnozy. Tym niemniej wszyscy trzej specjaliści uznali, że na swoją wysypkę Kurt potrzebuje maści sterydowej. Korzystał z ich porad, bo wysypka bywała bardzo swędząca, a maści przynosiły przynajmniej chwilową ulgę.
Po czterech tygodniach nowej, bezpszennej diety Kurt pokazał mi swoją prawą rękę i ramię – nie było tam żadnej wysypki.
Siedem lat, trzy biopsje, trzy błędne diagnozy – a rozwiązanie było proste jak bułka z masłem ( niezjedzona ) (…)

Lektura okazała się na tyle fajna, że zakupiłam kolejną jego książkę pt: „Kuchnia bez pszenicy”, w której obok ciekawych i czasami zaskakujących informacji, znajduje się wiele bezpszennych przepisów.
Powiem szczerze, że przez jakiś czas, zaraz po przeczytaniu tych książek, odstawiłam pszenicę i gluten całkowicie. Na początku myślałam, że będę ospała i całkowicie bez sił do jakiegokolwiek działania. Okazało się jednak, że ta dieta działa cuda i było wręcz przeciwnie – mogłam przenosić góry. Nie pamiętam dokładnie, dlaczego znowu wróciłam do normalnego żywienia, podejrzewam, że jak to zwykle bywa, przez jakieś jednorazowe załamanie. Kilka dni temu postanowiłam jednak ponownie pożegnać się z glutenem i pszenicą.
Mam jednak pewne dylematy. Doktor Davis twierdzi, że ze swojej diety należy całkowicie wykluczyć pszenicę i gluten. Natomiast wiele osób chorych na celiakię uważa, że osoby zdrowe powinny raz na jakiś czas jednak zjeść coś z glutenem by się nie uczulić. Z tym chyba jednak nie będzie problemu, bo jak przeczytałam na jednym z forów, okazało się, że gluten znajduje się też np. w sorbetach. Naprawdę współczuję tym, którzy mają stałą nietolerancję pokarmową glutenu.
Wracając jednak do pszenicy. Uważam, że największy problem stanowi tu pieczywo, wypieki czy makarony. Bo żeby kupić całkowicie bezpszenne pieczywo, piekarnie muszą mieć oddzielne pomieszczenie do jego wypiekania, a wiadomo, że wiąże się to z dodatkowymi kosztami, na które nie każdy chce się zgodzić. Dodatkowo chleb bezglutenowy nie jest zbyt tani. Ja postanowiłam sama sobie taki rarytas przyrządzić w domku. Sprawdzony przepis podesłała mi koleżanka.
Chleb jest naprawdę łatwy w przygotowaniu. Wychodzi w miarę niedrogo, u mnie najdrożej wyszła mąką ( kupiłam TAKĄ  ), wiem jednak, że są tańsze mieszanki. A teraz mogę potwierdzić, że jest naprawdę pyszny, Sue też smakował :)

IMG_7174

A przepis na ten pyszny chleb znajdziecie TU

IMG_3173

Koktajl Z Bananem I Mango

Jeszcze dobrze nie ostygła, a już jest bestsellerem. Chyba została nim, zanim oficjalnie trafiła do sprzedaży. I nie chodzi tu wcale o najnowszą powieść światowej sławy pisarza, a o kolejną pozycję Ewy Chodakowskiej ” Przepis na sukces „, na którą skusiłam się i ja.

IMG_3127

„Przepis na sukces” jest dokładnie tym czego mi brakowało. To książka idealna dla każdego, kto chce odżywiać się zdrowo i smacznie. To nie jest kolejny poradnik fitness ani książka pełna suchych faktów, z którymi większość z nas tak naprawdę nie wie co zrobić. Ta książka to przepis, dosłownie, podany na tacy, podstawiony pod nos, nic tylko korzystać. Książka zawiera najważniejsze zasady zdrowego odżywiania, praktyczne porady, zasady komponowania pełnowartościowego jadłospisu, a przede wszystkim 150 zdrowych przepisów, z wyszczególnioną kalorycznością i wartościami odżywczymi. To właśnie na takie przepisy czekałam, dzięki nim doskonale można kontrolować swoje odżywianie.
U mnie na pierwszy rzut poszedł koktajl. Uwielbiam te napoje. Owocowe, warzywne, z mlekiem lub jogurtem, mogłabym pić cały czas. Odżywcze, zdrowe, szybkie, idealne na drugie śniadanie. Koniecznie spróbujcie. Niebo w gębie.



 
SKŁAD :
1/3 średniego banana ( 40 g )
1/4 średniego, dojrzałego mango ( 75 g )
2/3 szklanki mleka owsianego lub krowiego ( 160 ml )
1 łyżka otrębów żytnich ( 10 g )
2-3 kostki lodu
szczypta cynamonu
SPOSÓB PRZYGOTOWANIA :
Otręby zalać gorącą wodą i odstawić na 15 min.
Banana i mango umyć, osuszyć, obrać i pokroić na kawałki.
Dodać mleko, kostki lodu i namoczone otręby,
zmiksować na jednolitą masę.
WARTOŚCI ODŻYWCZE :
 
Wartość energetyczne – 168 kcal
Białko – 7,6 g
Tłuszcz – 3,0 g
Węglowodany – 26,9 g
Błonnik pokarmowy – 5,5 g
 
Ten i 149 innych pysznych przepisów znajdziecie w książce ” Przepis na sukces „. 
Jeśli masz ochotę na trochę zdrowia, kup koniecznie. 

 

IMG_3106

IMG_3100

IMG_3094

IMG_3142

IMG_3171