img_3601

Cześć Kraków

To był cudowny weekend. Dokładnie taki, jaki lubię. Skupiony wyłącznie na nas. Leniwym czasie, bez konieczności załatwiania nagłych spraw, bez odkurzacza, ścierki, miotełki do kurzu i innych ważnościach. Była piękna pogoda, cały dzień szaleństwa w Energylandii, zwiedzanie Krakowa i przyjaciele. Nic więcej do szczęścia nie było nam trzeba.

Drugi dzień przeznaczony był na Kraków. Żal nie skorzystać z odwiedzin tego pięknego miejsca, gdy jesteś tak blisko. Mieliśmy więc w planach spacerowanie od rana do nocy. Chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej, nacieszyć się ostatnimi ciepłymi dniami.

Kraków zwiedzaliśmy jak turyści, zahaczaliśmy o miejsca najbardziej znane i najbardziej oblegane. Dawno nas tu nie było, musieliśmy trochę sobie odświeżyć, zresztą, jesteśmy tu tak rzadko, że możemy na Stare Miasto chodzić za każdym razem. Jest piękne, zwłaszcza wieczorem.

Zaczęliśmy nasz spacer od Placu Matejki, następnie przespacerowaliśmy się na Stare Miasto, skąd udaliśmy się na małą przejażdżkę bryczką. Po powrocie krótki spacer, a następnie kierunek Wawel. Pokazaliśmy dzieciakom smoka i długim spacerkiem udaliśmy się na obiad. Chwila odpoczynku, po takim łażeniu naprawdę się należał, i dalej w drogę. Pojechaliśmy odwiedzić koty w kociej kawiarni i znowu na Stare Miasto, po zmroku wygląda naprawdę cudnie, warto to zobaczyć, mimo zmęczenia. Dzień był intensywny, całodzienny spacer i dość upalny dzień dały się we znaki, muszę przyznać, że lekko zmęczeni wracaliśmy do domu, ale tak pozytywnie. Takie zmęczenie jest fajne.

Drugi dzień był trochę spokojniejszy, bo wracaliśmy już do Wawy, ale na pewno też bardziej upalny. Z racji pogody i powrotu, postanowiliśmy zwiedzić tylko Ogród Doświdczeń i zobaczyć, tak szeroko zachwalaną, klubokawiarnię Forum Przestrzenie. Powiem szczerze, oba te miejsca spodobały nam się bardzo i spokojnie można je wpisać na listę miejsc, które warto w Krakowie zobaczyć.

Kraków jest piękny, to nie ulega wątpliwości. I mamy takie postanowienie, że będziemy tam wracać częściej, tym bardziej, że jeszcze mamy tam sporo do zobaczenia.

img_2049 img_2069 img_2179 img_2232 img_2244 img_2245 img_2256 img_2271 img_2276 img_2312 img_2320 img_2349 img_2376 img_2390 img_2409 img_2446 img_2514 img_2551 img_2567 img_2573 img_2579-horz img_2627 img_2631 img_2637 img_2680 img_2859-horz img_2887 img_2981 img_3049 img_3064 img_3086 img_3094 img_3143 img_3180 img_3204 img_3211 img_3216 img_3247 img_3257-tile img_3276 img_3306 img_3312 img_3313 img_3321 img_3327-tile img_3340-tile

img_3388 img_3403 img_3427 img_3463 img_3483 img_3503 img_3530 img_3548 img_3580 img_3594 img_3604 img_3610 img_3612 img_3614 img_3618 img_3632 img_3634 img_3666

IMG_5041

Kazimierz Dolny Nad Wisłą

Na całkowitym spontanie. Tak jak lubię najbardziej. Bez planowania, rozmyślania, analizowania. Normalnie. Wstajemy rano i jest. Pomysł – realizacja. Tak było dziś.

J: Jedziemy do Kazimierza?

T: O, fajny pomysł, jedziemy.

Kazimierz Dolny to małe, bardzo urokliwe miasteczko. W lato ciężko tu o miejsce parkingowe i miejsce w przyzwoitej knajpce. Na jesień i zimę robi się cicho, spokojnie, leniwie. Samochód parkujesz gdzie chcesz, a połowa restauracji dawno nie widziała gości. A ja uwielbiam to miejsce zawsze, bez względu na frekwencje i na liczbę straganów z pamiątkami. Kocham tu wracać, spacerować, oddychać. Tu jest jakiś taki klimat, który ciężko mi wytłumaczyć. I chociaż bardzo dobrze znam już rynek, zawsze w tym samym sklepie kupuję koguciki, wiem gdzie nabyć fajne pamiątki, a na Górę Trzech Krzyży wchodziłam chyba z milion razy i tyle samo na Zamek i Basztę, wracam, zawsze jak mam okazję. Zawsze z chęcią. A wyjeżdżając wiem, że wrócę.

 

IMG_5370

 

IMG_4968-horz

IMG_4977

IMG_4978

IMG_4983

IMG_4992

IMG_5000

IMG_5030

IMG_5037

IMG_5049

IMG_5063

IMG_5087

IMG_5101-horz

IMG_5110

IMG_5117

IMG_5150

IMG_5178

IMG_5182

IMG_5194

IMG_5220

IMG_5234-horz

IMG_5268

IMG_5278

IMG_5286

IMG_5308

IMG_5322

IMG_5344

 

 

S: Mamusiu, chodź tu wejdziemy. Oni nas zapraszają. Zobacz, na drzwiach jest napisane ” ZAPRASZAMY ” :) :)

No i weź i nie wejdź.

Weszliśmy
IMG_5352

Wracamy z Lucy :)

Szczęście MILION !!!!!!!

IMG_5359

guy-931433_1920

Wrocław Na Weekend – Dzień Drugi

Niedziela upłynęła równie szybko i intensywnie jak sobota. Wstaliśmy wcześnie rano i zaraz po śniadaniu pomknęliśmy na miasto. Na początek wybraliśmy Stare Miasto. Kilka lat temu byliśmy tu przelotem, w drodze do Karpacza. Wtedy to miejsce nas urzekło i właśnie wtedy podjęliśmy decyzje, że musimy tu wrócić.

Poranek na rynku był spokojny i leniwy. Bez tłumów i przepychanek mogliśmy spokojnie pospacerować. Szybko jednak przemieniliśmy się w poszukiwaczy krasnali. Sue latała jak szalona, żeby tylko znaleźć kolejnego stwora. I już mogę powiedzieć, że do Wrocławia wrócimy jeszcze jak będzie cieplej, bo mamy plan, aby przejść szlakiem krasnali i odnaleźć je wszystkie, a jest ich bagatela 357 sztuk, więc będziemy mieli co robić 😉 .

Ze Starego Miasta udaliśmy się w kierunku Ogrodu Japońskiego. Od dłuższego czasu marzyłam by zobaczyć to miejsce. Ogród japoński jest piękny i mega klimatyczny. Myślę jednak, że na wiosnę i lato, i bez prac remontowych wygląda o wiele lepiej. Wpadniemy tu ponownie jak już znajdziemy wszystkie krasnale :)

Ostatnim punktem na naszej mapie zwiedzania było Humanitarium. Rozrywka typowo dla Sue, chociaż muszę szczerze się przyznać, że my też trochę się pobawiliśmy. Trafiliśmy na wystawę szkiełko i oko, która poświęcona jest optyce i pokazuje, że nie wszystko jest takie na jakie wygląda. Naprawdę bardzo ciekawa wystawa dla całej rodziny. Chętni mogą również zapisać się na różnego rodzaju warsztaty. Humanitarium zmienia swoje wystawy, co na pewno stanowi ciekawą atrakcję dla dzieci mieszkających w pobliżu.

Wrocław kryje w sobie wiele atrakcji i zdaje sobie sprawę, że zobaczyliśmy jakąś malutką tego garstkę. Dla chętnych do zwiedzania z przewodnikiem polecam Arkadiusza. Na nas to miasto zrobiło wielkie wrażenie i wiemy, że na pewno tam wrócimy. Już teraz mamy kilka ku temu powodów. Aaaaa i jest jeszcze jedna rzecz, na którą zwróciliśmy szczególną uwagę, ludzie są tam PRZEMILI !!!!!. Nie trafiliśmy na nikogo złego, naburmuszonego, nic z tych rzeczy. Wszyscy uśmiechnięci i pomocni. Bardzo miło :)IMG_3265

IMG_3277

IMG_3299

IMG_3335

IMG_3343-horz

IMG_3356

IMG_3389

IMG_3407

IMG_3416

IMG_3427

IMG_3465

IMG_3475

IMG_3492

IMG_3506

IMG_3530

IMG_3547

IMG_3566

IMG_3570

IMG_3588

IMG_3609

IMG_3671

IMG_3682

IMG_3692

IMG_3696

IMG_3727-horz

IMG_3730

IMG_3749

IMG_3783

IMG_3794

IMG_3840

IMG_3885

IMG_3887

BLUZKA – Okaidi

RESZTA – Zara

wroclaw-933152_1920

Wrocław Na Weekend

Weekendowy wypad do Wrocławia od dawna chodził nam po głowie. Zawsze jednak coś stawało nam na drodze i wyjazd non stop się przesuwał. Na szczęście Wrocław nie zając i czekał na nas cierpliwie. My też wreszcie się doczekaliśmy i w sobotę z samego rana, gdy na dworze było jeszcze ciemno, my ruszyliśmy do krainy krasnali. Ten wyjazd cieszył nas tym bardziej, że jedną z atrakcji było spotkanie ze znajomymi poznanymi na Sycylii. Swoją drogą to fajnie, że są takie znajomości, które utrzymują się mimo dużej odległości :)

Te dwa dni mieliśmy zaplanowane pod korek. Wiedzieliśmy, że tak naprawdę mamy mało czasu, biorąc pod uwagę prawie czterogodzinną podróż, dlatego wcześniej wybraliśmy sobie kilka miejsc, które chcieliśmy zobaczyć.

Na pierwszy ogień poszło zoo. To w sumie głównie dla Afrykarium jechała Sue, chociaż nie ukrywam, że my też byliśmy mocno ciekawi tego miejsca. I szczerze muszę powiedzieć, że morska kraina robi wrażenie. Podwodny świat na wyciągnięcie ręki. Morze Czerwone, Kanał Mozambicki, Wschodnia Afryka, Wybrzeże Namibii,  dżungla nad rzeką Kongo razem w jednym miejscu. To musi się spodobać. Dzieciaki były zachwycone, zwłaszcza gdy dotarliśmy do wodnego tunelu. Otoczeni wszędzie wodą, a ryby pływają nad nami. Fajnie. Po wyjściu z wody czekał nas jeszcze spacer po zoo. Nie wiem czy to przez opatrzenie warszawskiego ogrodu czy rzeczywiście tak jest, ale dla nas wrocławskie zoo zdecydowanie wygrywa z zoo w stolicy. Odnieśliśmy wrażenie, że tu ogród jest przyjemniejszy do spacerowania, a zwierzęta są „bardziej dostępne”. Małpy, które mogą wychodzić z klatek i spacerować nad naszymi głowami są wielką atrakcją.

Zaraz po zwierzęcej krainie pojechaliśmy ku większym wrażeniom, a na pewno wyższym. Naszym kolejnym celem był Sky Tower. Tego miejsca nie mogliśmy ominąć. 50 pięter, 212 metrów, najwyższy budynek w Polsce, 1142 schody, 30 000 ton stali, 144 000 m3 betonu, 40 000 m2 szkła, 2700 kabli, 171 000 m2 całkowitej powierzchni obiektu, oddany do użytku w 2012 roku, nasza wizyta 17.10.1015 :) .  Podróż windą minęła w sekundzie, nie dało się odczuć tej wysokości, ale zaraz po wyjściu, gdy naszym oczom ukazały się szyby od dołu do góry i piękny widok na Wrocław, nie dało się ukryć, że jesteśmy dość wysoko. Dziwnie się czułam, gdy widziałam Sue przyklejoną do szyby.  Kiedyś pisałam, że mała ma fazę na skok ze spadochronem. Nie wiem skąd Jej się to wzięło, ale trzyma Ją dość długo i co jakiś czas wspomina. I gdy tak stała przy tej szybie, tata zadał Jej pytanie czy nadal chce skoczyć. Byłam szczerze przekonana, że zrezygnuje ze swojego szalonego pomysłu, ale Sue dalej swoje. Nie przerażała Jej ta wysokość. Ja na początku czułam trochę miękkie nogi, ale po kilku minutach, gdy oswoiłam się z wysokością przeszło. Sky tower to punkt obowiązkowy we Wrocławiu. Ten widok trzeba zobaczyć. Ciekawa jestem jeszcze jak wygląda Wrocław w nocy, więc chyba trzeba będzie wrócić.

A po zwiedzaniu utęskniona wizyta u znajomych. To już zostawię dla nas. Napiszę tylko, że było bardzo miło :)

Do jutra

1

2

 

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

188

19

20

21

22

23

24

25

 

BLUZA – Oops

SPODNIE – Zara

KURTKA – Zara

CZAPKA – Zara

BUTY – Nike

 

 

 

IMG_7583

Mazurski Chillout

Wiele razy pisałam, że uwielbiam swoje życie. Tak, mogę to powtarzać do znudzenia. Uwielbiam. Ciągle w biegu, ciągle gdzieś, ciągle coś. Kocham jak wokół mnie wiele się dzieje. Uwielbiam pęd dużych miast, tłumy ludzi, na maksa napięty grafik. Wtedy czuję, że żyję, że oddycham, że jestem. Mimo tego, że nie pracuję zawodowo, mój kalendarz jest zapełniony. Nie lubię bezczynności, przeciekającego przez palce czasu, spokoju i rutyny. Musi się dziać. W małych miastach się duszę. Tam nic mi się nie chce. Spokój małych miasteczek mnie rozleniwia, a lenistwa nie znoszę. Nawet nasze wakacje są aktywne. Pochodzić, pozwiedzać, pojeździć. Leżaki i owszem, ale tak przy okazji, bo zaraz mnie nosi.
Nie wiem czy śmiać się czy płakać, ale zauważyłam, że zaraziłam tym Sue. Ona też zawsze musi coś. Gdy Jej mówimy, że gdzieś jedziemy spakowana jest w sekundzie. Myślę, że spokojnie mogłaby prowadzić życie w podróży. Nawet gdy wróciła z obozu, jeszcze w samochodzie, nim dojechaliśmy do domu, już się pytała kiedy jedziemy nad jezioro. Powsinoga, po matce 😉
Przychodzą jednak i u nas takie chwilę, kiedy potrzebujemy zwolnić, stanąć, naładować baterie. Wtedy marzymy o leniwych dniach, bez biegania, planowania, zasięgu i tłumów dookoła. Musimy zrobić restart by później znowu biec dalej bez zadyszki. Szukamy wtedy miejsc spokojnych, tam gdzie kończy się świat. Żadnych straganów, zwiedzania, strojenia się, wielkich metropolii. Kawałek ziemi, mały domek, łóżko, łazienka i mała kuchnia lub namiot, tyle nam wtedy potrzeba. Dni upływają leniwie, bez pośpiechu, na kocu z urywanymi drzemkami, czytanymi książkami i rozładowanym telefonem rzuconym w kąt. Kilka takich dni w zupełności nam wystarczy, by w drodze powrotnej do domu już planować kolejne wyprawy. Cóż. Ten typ tak ma :)

IMG_7148

IMG_7216

IMG_7226

IMG_7233

IMG_7288

IMG_7303

IMG_7332

IMG_7449

IMG_7484

IMG_7498

IMG_7505

IMG_7545

IMG_7619

IMG_7625

IMG_7657

IMG_7676

IMG_7726

IMG_7765

IMG_7822Sue muzyka w duszy gra. Tańczy zawsze i wszędzie :) IMG_7549

IMG_7550

IMG_7792

 

Zdjęcia wykonane w Ośrodku Rusałka. Miejsce polecone przez koleżankę, my polecamy dalej. Idealne, jeśli tak jak my, chcesz na chwilę zwolnić. Mimo pełnego obłożenia domków tłumów nie odczuliśmy. Było idealnie, łącznie z przepysznymi obiadami i bardzo miłą obsługą :). W przyszłym roku właściciele oddają do użytku hotel. Chyba będzie trzeba się wybrać :)

Sue:

BLUZKA CZARNA – Zara

BLUZKA – Booso

SPODNIE – Czesiociuch

BUTY – El Pomelo

8

Ostatni Dzień Wakacji

Właśnie sobie przypomniałam, że zostało mi kilka zdjęć z wakacji. Są to zdjęcia z ostatniego dnia urlopu. Zaraz po obiedzie wybraliśmy się na spacer, skałami, przy morzu. Tuż za hotelem odkryliśmy wspaniałą, opuszczoną posiadłość. Z pięknym tarasem, cudownym widokiem i takimi płytkami na podłodze. Niszczeje. Dewastują ją powoli. Aż żal myśleć, jak wspaniały dom można by tam stworzyć. To jest właśnie druga strona Sycylii. Zaniedbana, brudna, opuszczona. Część, na widok której płacze serce. Takich miejsc jak to jest tam wiele. Puste domy, lokale, ogromne, zaniedbane place. Naprawdę szkoda takich miejscówek.

1

2

3

4

5

6

7

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

 

BLUZKA – Pozerki

SPODENKI – Zara

KLAPKI – Roxy

OKULARY – Babiators

IMG_4344

Palermo – Stolica Sycylii

Palermo to miasto sprzeczności. Piękne i brzydkie zarazem. Wielkie bogactwo i znane marki przeplatają się ze skrajną biedą i straganami na ulicy. Szerokie, czyste ulice krzyżują się z niebezpiecznymi małymi uliczkami. Tu poruszaliśmy się przede wszystkim po głównych ulicach, a gdy tylko zbliżaliśmy się do dziwnych okolic mocno zaciskałam ręce na torebce, nie chciałam stracić wszystkiego w pięknej Italii. A w Palermo „robią” cię szybko. Dwóch panów jedzie na skuterku, widok normalny, tylko ten drugi sprytnie przecina ci rączki od torebki i jedzie dalej. Ot, taka dodatkowa atrakcja, chociaż w sumie mało ciekawa.

Tu zachowaliśmy się jak typowi turyści, przynajmniej częściowo, i po zasmakowaniu prawdziwych włoskich uliczek w Cefalu, chcieliśmy zobaczyć też prawdziwe turystyczne atrakcje jak katedra, kościół czy katakumby. Te pierwsze nie zrobiły na mnie piorunującego wrażenia, wszystkie są do siebie podobne, za to katakumby, prawdziwy cmentarz w podziemiach, w którym zachowano prawie osiem tysięcy zabalsamowanych zwłok mieszkańców Palermo, zostanie na długo w mojej pamięci. Wszędzie ciała, skrzyżowane ręce, otwarte usta, puste oczodoły wlepione właśnie w ciebie i jedne zwłoki, z których zwisała głowa, tak, tego nie da się zapomnieć. W tym miejscu nie można używać aparatu, ale u wujka google znajdziesz wszystko, więc jeśli jesteś ciekawa to tam trochę zdjęć znajdziesz.

Po tym fantastycznym przeżyciu pospacerowaliśmy chwilę po Palermo. Odhaczyliśmy Piazza Pretoria ze słynną fontanną, Piazza Verdi z teatrem Massimo, na schodach którego odbywa się scena finałowa filmu Ojciec Chrzestny III i targ miejski, szkoda, że nie ma słów, które byłyby w stanie opisać smród przy rybnych stoiskach…. Na szczęście dalej były owoce, warzywa i prawdziwe włoskie przyprawy, nasze oregano to nawet obok oregano nie leżało.

Jak chyba każde większe miasto, tak i Palermo ma swoją legendę. Jest nią opowieść o Św. Rozalii, która w 1624, podczas panującej w Palermo i okolicach dżumy, ukazała się pewnej kobiecie, której powiedziała gdzie spoczywa i kazała przenieść ciało do Palermo. Po potwierdzeniu autentyczności zwłok i wystawieniu ich dla ludzi zaraza przestała się rozprzestrzeniać i zniknęła. Ciało Św. Rozalii znajduje się  w sanktuarium wzniesionym na górze Monte Pellegriono i jest to bez wątpienia jedno z najczęściej odwiedzanych miejsc w tych okolicach. Legenda głosi, że woda, która płynie po ścianie sanktuarium leczy bolące miejsca i zapobiega chorobom, dlatego nikogo nie dziwi widok ludzi nacierających się wodą lub wlewających ją do butelek. Wierzysz czy nie, natrzeć się wypada, a nuż…Mówi się też, że Rozalia spełnia twoje marzenia. Tuż obok jej posągu zgromadzonych jest mnóstwo przedmiotów w podziękowaniu za spełnione marzenia. Są zdjęcia z usg płodu, dziecięce rzeczy, paczki po papierosach czy kule, bo ci, którym spełniły się największe marzenia wracają z podziękowaniami. Ciekawe czy wrócimy i my ;). A droga do Rozalii jest niesamowita i osoba z lękiem wysokości może trochę to przeżywać, ale widok na Palermo jest naprawdę niesamowity :)

Po drodze do Palermo nie mogliśmy pominąć jednej z najsłynniejszych katedr, znajdującej się w małym miasteczku Montreale. Jest ona uznawana za arcydzieło średniowiecznej sztuki sycylijskiej.

Dzień pełen atrakcji. Zwiedzanie, spacerowanie, włoska pizza i lody i ten upał na dokładkę. Żałuję, że spędziliśmy tam tylko jeden dzień, bo tak szczerze powiem, miałabym ochotę zostawić cenniejsze rzeczy i zapuścić się na boki Palermo. Myślę, że może być ciekawie. Ale mimo wszystko i tak było warto. Palermo jest piękne.

 

IMG_3911

IMG_3915

IMG_3973

IMG_3979

IMG_3987

IMG_4002

IMG_4003

IMG_4018

IMG_4020-horz

IMG_4051

IMG_4059

IMG_4065

IMG_4068

IMG_4083

IMG_4085

IMG_4096

IMG_4099

IMG_4101

IMG_4104

IMG_4108

IMG_4111

IMG_4112

IMG_4146

IMG_4151

A przegląd to to ma?????
IMG_4182

IMG_4186

Ponad 30 w cieniu i te świeże rybki na stołach….. Zapach taki sobie 😉 IMG_4187

IMG_4188

IMG_4190

To co, że środek targu, że wąsko,normalni ludzie to chodzą, a pan se jedzie, nikt nie zwraca uwagi. Normalne :)IMG_4191

Idziesz a tu taka niespodzianka. A u nas ludzie na psie kupy narzekają 😉 😉 😉
IMG_4194

Środek ulicy a handel ma się dobrze. Najlepsze arbuzy jakie jadłam w życiu !!!!!!!!!!!!!!!IMG_4198

IMG_4202

IMG_4204

IMG_4209

IMG_4220

IMG_4237

IMG_4241

IMG_4252

Taki widok z autobusu w drodze do sanktuarium. Pięknie, chociaż dziwnie się patrzy w przepaść, jadąc wąskimi, krętymi uliczkami. IMG_4261

Nacieramy się. Będziemy zdrowi :)
IMG_4273

I w podziękowaniu. Ciekawe czy my też wrócimy :)IMG_4290

IMG_4296

IMG_4337

IMG_4358

Wracamy z Palermo. Cały dzień zwiedzania dał się we znaki. Były naprawdę dzielne.
IMG_4375

4

Sycylia – Domina Coral Bay Zagarella, Santa Flavia, Bagheria, Cefalu

Tak jak pisałam wcześniej, zaczynam :). Dziś pierwsza porcja zdjęć z naszej ostatniej wyprawy :)

Dla tych , którzy nie wiedzą, kilka dni po zakończeniu roku szkolnego wylądowaliśmy na Sycylii. Nasz wybór padł na hotel Domina Coral Bay Zagarella w Santa Flavia, malutkim miasteczku w prowincji Palermo. Jeśli chcielibyście wybrać się w tamte rejony, to z czystym sumieniem mogę Wam to miejsce polecić. Hotel bardzo czysty, zadbany, z przemiłą obsługą i naprawdę dobrym jedzeniem. Podczas naszego pobytu nie odczuliśmy obecności innych gości, ponieważ hotel posiada leżaki na trzech poziomach. Pierwszy poziom najbardziej oblegany, wiadomo. To tu znajduje się brodzik dla dzieci i basen na ok 160 cm. Tu też jest bar i scena na której odbywają się wieczorne imprezy i dyskoteki na dzieci ;). Trochę niżej jest głęboki basen z leżakami i restauracja na powietrzu. Trzeci najniższy poziom to leżaki przy samym morzu, do którego można zejść po schodkach lub po prostu wskoczyć ;). Wybór jest, aczkolwiek w weekend było już tłoczno, ale to z racji Włochów, którzy przyjechali tu spędzić dwa wolne dni. Mimo ich głośnego zachowania ( o mamusiu, jacy oni potrafią być głośni 😉 ) było to do wytrzymania.

Sama Santa Flavia to bardzo malutkie miasteczko, w którym oprócz kilku sklepików, nie ma nic, dlatego na większe zwiedzanie trzeba wybrać się trochę dalej. Z hotelu do sklepu też trzeba się trochę przejść, albo przejechać się z panem, który czatuje pod hotelem ze swoim busem i proponuje podwiezienie za kilka euro. Można się targować. On pisze swoją propozycje na kartce, ty piszesz swoją pod i tak dalej, aż człowieki dojdą do porozumienia. My skorzystaliśmy z usług pana raz, gdy chcieliśmy podjechać na typową włoską plażę, z tubylcem wiadomo najlepiej. Pan nas zawiózł, później po nas przyjechać, zawiózł nas do sklepu, poczęstował figami ( ała, jakie pyszne ) i nawet chusteczki wręczył do wytarcia, obsługa na najwyższym poziomie ;). Do sklepu woleliśmy wybierać się piechotą, za każdym razem odkrywaliśmy po drodze coś nowego. Przy czym, wybierając się w Italii na zakupy, należy pamiętać o jednym, sjesta to rzecz święta, dlatego najlepiej wyjść na zakupy z samego rana lub ok 17.

W Bagherii spędziliśmy chwilę, w oczekiwaniu na pociąg do Cefalu. Zobaczyliśmy kilka uliczek, łącznie z opuszczoną, która nie sprawiała fajnego wrażenia ( brr ), kupiliśmy trochę owoców i pojechaliśmy dalej.

W Cefalu nacieszyłam oczy prawdziwymi włoskim uliczkami. Tam powiedzenie ” w bliskim sąsiedztwie ” nabiera nowego znaczenia, naprawdę. Fantastyczny klimat, wszędzie skutery, skupisko gadających włochów, pełno sklepików i knajpek, taki obrazek kojarzy mi się z Italią. Nasz spacer był długi, bo co chwila stawaliśmy gdzieś z aparatem, na szczęście po drodze była plaża :). Zawsze mówiłam, że moja Mama Chrzestna ma blisko do plaży, tak z 15 min powolnym spacerkiem starczy, ale to co mają Ci z Cefalu to już lekka przesada :). Już widziałam siebie na tym balkonie z książką, kieliszkiem wina ach……….. dobrze, że za marzenia się nie płaci. Wymagająca nie jestem, zadowoliłam się piaskiem :).

Domina Coral Bay Zagarella

1

2

3

5

 

Wieżyczka tuż obok hotelu. Za kilka tysięcy euro można wynająć na wesele, bez menu :). Ktoś chętny ???
6

7

8

9

O oczy trzeba dbać, wiadomo 😉 – Babiatros, najlepsze okulary dla dzieci :)10

11

12

Obowiązkowy zestaw podróżny Sue :)13

Prawdziwa włoska plaża. Miała kilka metrów. Musieliśmy poczuć ten klimat :). 14

15

16

17

18

 

W drodze do sklepu TAAAKIE rośliny. To i tak połowa tego co mijaliśmy. IMG_4623

IMG_4659

IMG_4676

IMG_4683

20

21

22

23

24

25

26

27

28

Centrum Santa Flavia. Plac zabaw dla dzieci. 29

30

31

Czujemy Italię całkowicie. Odpoczywamy jak oni, niczym się nie przejmując. Podróżujemy naprawdę :)
32

Yeah. Otworzyli sklep. Będzie piciu :)33

W taki upał lody koniecznie. Oni nie wiedzą co to gałki. Płacisz określoną kwotę a oni nakładają i nakładają i nakładają i końca nie widać. Wszyscy jedzą lody w bułkach. Strasznie żałuję, że nie spróbowałam. Następnym razem :)34

35
36

37

38

39

40

41

42

43

44

45

46

47

48

49

50

51

Gdzie mieszkasz?? Po sąsiedzku 😉 :) 52

53

54

55

56

57

Nie skusiłam się 😉58

59

Naprawdę byłam w stanie wyobrazić sobie siebie na tym balkonie 😉 60

61

Spotkali się, pogadali i popłynęli dalej 62

Tłoczno tam u nich
63

64

 

A później było Palermo ……..