Kup Misia Czyli Nasze Misie Pomagam

Podobno to wielki problem powiedzieć dziecku, że Święty Mikołaj nie istnieje. Rodzice bronią się przed tym z całych sił, odwlekając ujawnienie prawdy w nieskończoność. Chcą zataić to przed dzieckiem jak najdłużej, opowiadając wciąż nowe bajki. Tak szczerze to nie wiem, czemu to ma służyć. I tylko błagam, nie. Ta wiara nie przedłuży dzieciństwa Twojemu dziecko. Skąd wiem? Ano bo moja ma lat siedem, a od czterech już nie wierzy w pana w czerwonym kubraczku. A było to tak:

Te cztery lata temu właśnie postanowiliśmy z sąsiadami wyprawić mikołajki naszym dzieciom. Główną rolę miał odegrać mój mąż. Dzielnie wbił się w czerwony kostium, założył perukę i brodę i gotów był do przedstawienie.

– Zdejmij zegarek – powiedziałam

– po co ???- zapytał

– Bo Zuzu Cię pozna.

– Nie pozna, za mała jest.

– Zdejmij – syknęłam

Zdjął.

– Załóż rękawiczki – ględzę dalej

– po co ??? ( kobieta pewnie by nie spytała )

– bo Cię pozna po rękach ( kobieta pewnie by wiedziała )

– nie, no nie przesadzaj, nie pozna

I poszedł.

Dzwonek do drzwi. Wołam dzieci, coby widziały, że przychodzi z zewnątrz naprawdę. Dalej wszystko toczy się tak, jak powinno. Są wierszyki, piosenki, siedzenie na kolanach, wymarzone prezenty. Idealnie. Mikołaj w końcu wychodzi, przecież innych też musi odwiedzić. Wszystkie dzieci głośno go żegnają, ” Do widzenia, Święty Mikołaju” – krzyczą. Prawie wszystkie, bo wraz z zamknięciem drzwi odzywa się Sue – ” Ale to nie był Święty Mikołaj, to był mój tatuś”. Szybko zasłaniam Jej usta, zagaduję inne dzieci, ale chyba są tak zafascynowane, że nie słyszą Jej słów. Już nie ciągnę tematu. Kiedy wszyscy wychodzą, siadamy w trójkę i pytam się małej.

– Kochanie, dlaczego mówisz, że to był tata, zobacz przecież tata tu siedzi a Mikołaj poszedł do innych dzieci

– Nie to był tata, po rękach poznałam – odpowiada

Kurtyna

Nasza bajka o Świętym szybko się skończyła. Nie myślę, czy to dobrze, czy nie. To odkrycie nie zniszczyło życia Sue. Od tamtej pory po prostu wie, że misi nie przynosi Święty Mikołaj tylko, że kupujemy je sami, bo są to misie specjalne, które pomagają innym. Te ” misie pomagam”, jak nazywa je Sue, są naszą tradycją odkąd pojawiła się w naszym życiu córka. Pamiętam, że po pierwszego pluszaka jechaliśmy na Nowy Świat. Wtedy ich ilość była ograniczona, a kupienie na allegro graniczyło z cudem. Wtedy, w ten śnieżny i mroźny dzień, zapakowaliśmy niespełna miesięczną Sue do samochodu i specjalnie pojechaliśmy po misia. Do sklepu prawie biegłam a baletnicę dorwałam jedną z ostatnich.

Przez te kilka lat troszkę się zmieniło. Pluszaków jest zdecydowanie więcej, nie trzeba się już bać, że nie dasz rady kupić, no i z ich dostępnością jest zdecydowanie lepiej bo drogerie Rossmann są prawie wszędzie. Te zmiany tylko pokazują, jak bardzo rozrosła się akcja i jak dużym cieszy się powodzeniem. To fajnie, że ludzie chcą pomagać, że łączą przyjemne z pożytecznym. U nas „misie pomagam” mają specjalną półkę, którą zdecydowanie za rok trzeba będzie powiększyć. Wczoraj dołączyła do nas ósma sztuka i bardzo cieszy mnie fakt, że w naszym życiu misie są stałym punktem. Na tę jedną okazję, zamiast kupić dziecku kolejną plastikową zabawkę kup misia. Połączysz przyjemne z pożytecznym, lepiej być nie może, a pomagać jest naprawdę warto 🙂

IMG_9719

 

IMG_9722

 

IMG_9755

 

IMG_9793

 

IMG_9801

 

IMG_9803

 

IMG_9833

 

IMG_9850

 

IMG_9894

 

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


jeden + 1 =