Mamo, Gdzie Byłaś, Gdzie Jesteś ???

alexander-dummer-150646

Rozumiem doskonale zabiegane matki, zwłaszcza te, które mieszkają w większych miastach, gdzie tempo życia ma naprawdę imponującą prędkość. Rozumiem, że musimy spłacać kredyty, opłacać zajęcia dodatkowe, spełniać marzenia wszystkich członków rodziny no i może odłożyć parę groszy na wymarzone wakacje. Jestem w stanie to wszystko pojąć, naprawdę. Jednego czego nie rozumiem i co dla mnie nigdy nie znajdzie wytłumaczenia, to brak czasu dla dziecka, to ciągłe wysyłanie ich do babci czy życie samopas w wieku kilku lat. Nie rozumiem i zrozumieć nie chcę. Bo uważam, że nie liczy się ilość czasu jaką spędzamy z naszymi dziećmi ale jego jakość. Nic nie dadzą godziny spędzone obok dziecka, gdzie każdy robi co chce, a wystarczy godzina w pełni poświęcona małej istocie. Rozmowa, chwila zabawy, przytulanie, to wszystko ma ogromne znaczenie. Bo ten czas, który mamy teraz jest nam dany tylko raz, jeden jedyny raz. Teraz.

Większość moich znajomych była przeciwna gimnazjum. Uważają, że w chwili przekroczenia tych magicznych drzwi dzieci raptownie zmieniają się w diabły, którymi nigdy nie byli. Wystarczy ten próg i całe życie spokojne i ułożone dziecko raptownie zaczyna sprawiać kłopoty. Ojciec łysieje, matka siwieje a wszystko to wina gimnazjum. A ja uważam, że wszystko zaczyna się dużo wcześniej. Właśnie wtedy, gdy wydawało nam się, że nasze dziecko radzi sobie doskonale, że nie potrzebuje nas już tak bardzo, że nam też się coś od życia należy, że jest grzeczne i takie ułożone i kontrolować nie trzeba, że te wszystkie dziwne odzywki to są śmieszne i nic nie znaczą. To przekonanie, że możemy ufać na 100 % i damy sobie dwie ręce uciąć za naszą pociechę.Tak właśnie wtedy, w wieku kilku lat, gdy wydaje nam się, że nasze dziecko jest jeszcze takie malutkie, a naszym dzieciom wydaje się, że są już prawie dorośli, właśnie wtedy występują pierwsze sygnały, na które jeszcze możemy zareagować i które jeszcze nasze dziecko uszanuje. Później będzie zdecydowanie za późno. I to wcale nie będzie wina gimnazjum, liceum czy innych czynników, ale to wina tylko i wyłącznie nasza, rodziców. Bo kochani, w chwili pojawienia się dziecka na świecie, to my całkowicie za nie odpowiadamy.

Wiele razy słyszałam zarzuty w naszym kierunku, że możemy pozwolić sobie na luksus, jakim jest jeden pracujący rodzic. A że ja nigdy tłumaczyć się z moich decyzji nie lubiłam, milczałam, albo odpowiadała, zrób to samo, nikt nikogo na siłę nie trzyma. Nikt, nawet nasze najbliższe otoczenie, nie wiedziało wtedy z jakimi trudnościami finansowymi musimy się zmagać każdego miesiąca. To liczenie grosza do grosza, to przekładanie co jest ważniejsze, odbywało się tylko między nami, w naszych czterech ścianach wziętych w kredycie. Nigdy nie skarżyłam się na swój los, bo decyzja podjęta była w pełni świadomie. Większy luksus i więcej kasy na koncie kontra czas spędzony z dzieckiem. Długo nie myśleliśmy, wiedzieliśmy co jest ważniejsze. I dopiero niedawno zaczęliśmy przyznawać się, z czym wiązała się wtedy podjęta decyzja. Daliśmy radę, minęło kilka ładnych lat, sytuacja finansowa trochę się polepszyła, a czas spędzony z dzieckiem przynosi wiele korzyści, które zaczynamy dostrzegać właśnie teraz.

Nie osiadłam na laurach, uważam, że walka o silną więź, zaufanie, miłość i szacunek wciąż trwa. Nie ma dnia bez rozmów, tłumaczenia, przytulania i kilkadziesiąt razy wypowiedzianego KOCHAM CIĘ. Zdaję sobie sprawy, że lada moment przyjdą dni, kiedy nasze dziecko skupi się głównie na znajomych, kawkach z koleżankami i pierwszych miłościach. Nie będę walczyła z nimi o czas, bo taka kolej rzeczy, ale wiem, że nawet wtedy nie odpuszczę chwili rozmowy i całusa skradzionego na dobranoc z wyszeptanym wyznaniem ogromnej miłości.

Nie oznacza to, że jestem idealna i błędów nie popełniam. Myślę, że wykładam się każdego dnia, jak każdy. I myślę też, gdzieś tam z tyłu głowy mi siedzi, że moje dziecko mimo to, wyłożyć też się może. Dlatego stosuję jedną zasadę. NAJLEPSZĄ FORMĄ ZAUFANIA JEST KONTROLA.

Mimo tego, a może właśnie głównie dlatego, że mam konta na chyba wszystkich portalach społecznościowych i widzę, naprawdę, co dzieje się na nich między „młodzieżą”, nie pozwalam jeszcze na wejście w ten świat mojemu dziecku. Myślę, że czas jeszcze ma, a gdy najdzie Ją ochota na oglądanie zdjęć na Instragramie, spokojnie może korzystać z konta mojego. Siedzimy sobie wtedy we dwie i oglądamy te wszystkie piękne fotki, wspólnie je komentujemy, wyrażamy swoje opinie. Ja widzę, gdzie stawia serduszka, widzę co komentuje. Mija chwila i zaraz oddaje mi telefon. Wilk syty i owca cała :)

A, że czasem można robić odstępstwa, ba nawet trzeba, pozwoliliśmy na musica.ly. Siedzi więc z tym telefonem, tańczy, robi dziwne minki, słucha muzyki i ogląda filmiki, a ja wszystko kontroluję…… ze swojego konta. Widzę te Jej wszystkie najnowsze filmiki, widzę co i do czego nagrywa i widzę komentarze pod tymi wielkimi produkcjami i śpię trochę bardziej spokojniej, gdy wiem, co robi.

Kiedy Zu zakładała konto na musica.ly byłam mocno przekonana, że nic głupiego się tam nie dzieje. Dzieciaki sobie tańczą, nakręcają filmiki, luz, może to nawet i fajne. Od początku śledziłam córkę i od czasu do czasu zaglądałam na inne profile. Moje zdziwienie było ogromne, kiedy dnia pewnego widzę gówniarę w wieku mojej córki, która kusicielsko pokazuje język, wydyma swoje małe usteczka, wstrząsa włosami, za chwilę pokazuje środkowy palec a na koniec rzuca siarczyste BITCH. Oglądałam filmik kilka razy, chyba mając nadzieję, że troszkę się przewidziałam. Kiedy doszłam wreszcie do siebie zaczęłam przeglądać inne cuda tej dziewczynki. Kilka filmików normalnych, miliony takich na musica.ly, a za chwilę kolejne wielkie dzieło. Siedzi ta mała i nagrywa „teledysk” do „ ja rozpalony jak pochodnia, dj napierdala, od koksu cała biała sala, nosy ujebane i kawalerstwo rozbujane, przejebane będzie, jak waza po sobocie zejdzie”. Ta dziewczyna jest w wieku Zu, może rok starsza. Czasem ją widuję, chodzi i buja się jak wielka pannica, a ja się pytam: Mamo, gdzie jesteś ???? Czy w ogóle zdajesz sobie sprawę jak zachowuje się twoje dziecko, że trochę za wcześniej na takie „dorosłe” zagrywki ?? Czy naprawdę nie słyszysz jak odzywa się do koleżanek, jak większość traktuje z góry, czy zwyczajnie widzieć tego nie chcesz? I czy kiedyś będziesz jedną z tych, która winę zgoni na liceum, system i może nieodpowiednie towarzystwo?

Macierzyństwo jest najtrudniejszą rolą, jaką przyszło nam w życiu odgrywać. Nikt nie mówił, że będzie lekko, nikt nie mówił, że będziesz idealna i błędów nie popełnisz, wręcz przeciwnie, każdego dnia każda z nas zalicza pewnie jakąś macierzyńską porażkę. Grunt to wyciągać z niej wnioski i starać się z całych sił więcej ich nie powielać. Bo macierzyństwo nie kończy się na wydaniu maleństwa na świat, wręcz przeciwnie, ono dopiero wtedy się zaczyna. To od nas zależy jakiego człowieka puścimy w świat, to my kształtujemy nasze pociechy od pierwszych dni życia. Wpajamy im pewne zasady, uczymy dobra i zła, nawiązujemy z nim więź, która może być solidnym gruntem w przyszłości, albo i nie, nasz wybór. Ale skoro teraz, kiedy twoje dziecko ma kilka lat, podejmujesz takie decyzje, to za lat kilka zamiast głośno szczekać i szukać winnych, spójrz prawdzie w oczy.

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *


6 × = czterdzieści dwa

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>