Moje Córki Krowy

52/2016 #3

Kasia, mimo tego, że już dawno założyła swoją rodzinę wciąż mieszka z rodzicami. Jej bezrobotny mąż albo szuka pracy, albo spędza czas przed telewizorem. Między nimi ciągle dochodzi do kłótni, ale seks jest boski. Kasia co chwila myśli o rozwodzie. Jest zmęczona. Wiecznie z drinkiem w dłoni. Nastoletni syn Kasi nie ułatwia matce życia, jego okres buntu tylko ją jeszcze bardziej dołuje. Kasia albo płacze, albo narzeka, albo pije. Nie umie za bardzo radzić sobie z życiowymi problemami. I żyje wciąż w cieniu sławnej siostry.

Marta, siostra Kasi. Aktorka, głównie jednego serialu. Matka Zuzi, owoc przygodnego seksu. Tata ręki do wychowania nie przyłożył, ale poznany po latach stara się utrzymywać kontakt z córką. Małą głównie wychowywali dziadkowie, bo matka robiła karierę, przynajmniej próbowała. A i miłości szukała. Na marne. Jej obiektami westchnień byli głównie żonaci frajerzy. Po latach przynajmniej udaje jej się lepszą pracę znaleźć i zostaje gwiazdę znanego serialu. Wtedy bierze kredyt na mieszkanie i zaczyna trochę lepsze życie. Z miłością sobie daje spokój, sił już nie ma na kolejnych palantów. Ale życia, jak to życie, przewrotne bywa.

Dziewczyny generalnie się nie lubią. Kaśkę wkurza, że to Marta zawsze była najlepsza, najmądrzejsza, że to w niej pokładali całą nadzieję. I to, że musiała ubrania po niej nosić, mimo tego, ze grubsza była, ale ubrania da się powiększyć. Tu i tu się doszyje i jak znalazł. Nawet sukienkę do komunii Kaśka miała po Marcie. Trauma. Martę Kaśka wkurwia swoim płaczem wiecznym i narzekaniem ciągłym. I tym drinkiem, co go ciągle Kaśka w dłoni dzierży. Kłócą się co chwila, docinają sobie, złośliwości nie szczędzą. Nawet w obliczu nieszczęścia.

Matka na raka szyjki macicy choruje od dawna. Czeka ją tylko ostatnia wizyta w szpitalu i będzie dobrze. Marta wiezie ją na siłę do szpitala. Pełna obaw, bo od jakiegoś czasu córki widzą u matki dziwne objawy. Przeczucie ich nie myli. Po omdleniu w szpitalnej łazience i badaniach jest wyrok, krwiak prawej półkuli. Matka w szpitalu zostaje, podtrzymywana w śpiączce. Jej stan się pogarsza, lekarze nie dają nadziei. Ale dziewczyny szukają wszędzie ratunku, u szamanów i innych czarodziei. Matka się budzi, ale jakby nieobecna, nie mówi, nie rusza się. Zwyczajnie oczy otworzyła.

Ojciec do matki przywiązany źle znosi jej chorobę. Na córki naskakuje bardziej niż zwykle. Pije, nie dba o siebie, nie myje się. I jakby zmartwień było mało on też słyszy diagnozę, guz mózgu, glejak czwartego stopnia, najgorszy. Operację przechodzi pomyślnie, ale zmienia się. Potrafi śmiać się z byle czego, ucieka z domu, rozbiera się przy ludziach, strasznie ciągnie go do alkoholu, a nie może, łatwo z nim nie mają. I ubliża im bardziej niż zwykle. Krowy, cipy to normalka. Marta mówi, że dla ludzi to szok, ale dla niej to już taka melodia. Śmierć matki znosi dobrze, to objaw glejaka, tak mówi lekarz. To nawet lepiej, normalnie by się załamał, tak był w żonie zakochany.

Dzień po pogrzebie wyjeżdżają w trójkę do Białowieży. Taka jakby ich podróż ostatnia. Ojciec ma sobie znajome strony przypomnieć. Wracają wcześniej, bo tatusia rady upilnować nie da, w nocy ucieka do gabloty z alkoholem. Na koniec jeszcze na spacer idą, tam wiele się wyjaśnia.

IMG_7400

„Moje córki krowy” połknęłam w dwa dni i już żałuję, że skończyłam. Śmiałam się przy niej głośno i kilka razy popłakałam. Napisana lekko i przejrzyście, autorka opisuje tylko sprawy ważne, nie rozpisuje się niepotrzebnie, nie powtarza, mimo tego, że o losach swoich opowiadają dwie siostry. Nie znajdziesz tu fałszu i wymuszanych wzruszeń. Samo życie. I mimo tego, że opowiada smutną historię, nie podłamuje. Obowiązkowa. Na pewno do niej wrócę.

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


3 × jeden =