Niech Żyje Wolność

Cisza. Nikt nic nie chce. Nikogo nie ma. A ja taka nie przyzwyczajona. W naszym domu zawsze coś, zawsze ktoś. Drzwi otwierają się i zamykają co chwila. Domofon dzwoni co sekunda. Kilka dni temu rąk mi zabrakło. W jednym momencie, telefon, domofon i drzwi. Fukam czasem pod nosem, jak nie wyrabiam, jak czuję, że przydałby się chwilowy reset, ale ogólnie to przyzwyczaiłam się do domu tętniącego życiem i dobrze mi z tym. Nauczyłam się odpoczywać kole 23 jak już wszyscy zasną. A od wczoraj nic, nul, zero. Cisza. Sue z grupką znajomych z osiedla wyjechała na swój pierwszy obóz.

Przy wpisywaniu Jej na listę nie miałam żadnych obaw. Mała podjęła sama decyzję. Gdy usłyszała, że nikt znajomy nie jedzie, że będzie sama, poszła, zamknęła się w pokoju by przemyśleć na spokojnie swoją decyzję. Po Kilku minutach wyszła: ” Mamusiu, zapisz mnie, jak chcę jechać”. Zadzwoniłam w tej samej sekundzie, coby się nie rozmyśliła. Wtedy nie miałam żadnych wątpliwości. Widziałam w mojej córce pannicę gotową na samodzielny wypad. Wiedziałam, że sobie poradzi. Po kilku dniach przyszły fajne wiadomości. Z Sue pojedzie reszta gromady z osiedla. Sześć znajomych sztuk. Fajnie, zawsze to raźniej gdy ma się przyjaciół ze sobą.

Pierwsze bóle brzucha i kilka łez pojawiło się przy pakowaniu walizki. Bum. Uderzyło mnie, że oni jadą przecież bez nas na całe bite dwa tygodnie. Atak paniki. Kilka głębszych wdechów, chwila uspokojenia i pomogło. Mogłam pakować dalej. Później było jakoś lepiej. Dałam radę oswoić się z tą myślą, tym bardziej, że Sue była na pełnym relaksie.

Do autobusu pojechałam już całkiem spokojna, chociaż dałabym sobie rękę uciąć, że będę ryczeć. A tu nic. Cały czas śmiech, mogę się pokusić, że to na tle nerwowymi, i tylko takie dziwne uczucie w środku, że dzieciak dopiero z pampersów wyszedł, a już się zawija sama na dwa tygodnie bez mamusiu. Poprzytulała się, wycałowała, pomachała i pojechała, całkiem ogarnięta.

A ja zostałam w tej ciszy całkiem sama, na dwa tygodnie, bez chłopa, bez córy. ALONE. Nie pamiętam takiego stanu rzeczy. Ale spokojnie, mam plan, żeby nie zwariować. Będą generalne porządki. Posprzątam sobie w szafeczkach i pudełeczkach. Tak na spokojnie, po mojemu, bez odrywania się do innych obowiązków. I wcale się nie karze. Ja to naprawdę uwielbiam :). Będą książki czytane wtedy, kiedy tylko najdzie mnie ochota, bez wyrzutów sumienia, bez urywania chwili na jedną stronę. Siądem se normalnie jak człowiek, o czternastej na ten przykład, zaparzę kawkę i będę czytać. A między tym a tym pojadę na rolki lub na rower lub na kawkę do dawno nie widzianej koleżanki. Jeszcze będę mogła sobie muzyki słuchać, oglądać „Przyjaciół” lub uczyć się włoskiego, albo będe też mogła nie robić zupełnie nic. I to wszystko wtedy, kiedy będę chciała. I nie to, żebym się cieszyła strasznie, że mi rodzinka wyjechała, bo tęsknię okrutnie i dzwonić bym mogła co minuta, ale myślę, że krótka rozłąka dobrze nam zrobi. Każdemu przyda się reset. A potem pojedziemy razem nad jezioro i nacieszymy od nowa. A teraz przepraszam, spadam. Rower mnie wzywa 🙂

 

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


pięć + = 8