baby-feet-836867_1920

Nie Ten Czas

Mój brat jest dwanaście lat ode mnie starszy. Te 12 lat, dawno temu, było dla nas przepaścią, wtedy nie do przejścia. Inne zainteresowania, inne problemy, inne spojrzenie na świat. Rządził mną jak chciał, rozkazywał. Był takim zastępcą taty, którego niestety nie miałam. Denerwowałam go ostro. Taka śmierdząca gówniara, wiecznie pałętająca się pod nogami. Trudno, żeby zbuntowanego piętnastolatka nie denerwowała marudząca trzyletnia smarkula. Życie.

Trochę lat minęło, to co złe poszło w zapomnienie, różnica zaczęła się zacierać, prawie jej nie widać. Ok. On dalej jest starszy i brzydszy, tu nic się nie zmieniło 😉 . A poza tym siedzimy razem przy stole, mamy podobne problemy, podobne spojrzenie na świat. Pijemy razem wódkę i razem żartujemy. Oboje uwielbiamy sarkazm. Już się Go nie boję i nie słucham. Jestem tak samo dorosła jak On. Możemy iść razem na imprezę i razem oglądać wiadomości w tv. Jak brat z siostrą. Na równi. Nie czujemy już tych lat dwunastu. To tak jakby ich nie było. Bo dwanaście lat to w sumie mało.

Na początku myślałam, że to jakiś kolejny wirus puszczany na fb. Wiecie, szokujący tytuł równa się dobra klikalność i dziadostwo się rozprzestrzenia. Ominęłam myśląc, że tytuł jest naprawdę dobry. Po chwili widzę go znowu, i znowu. Patrzę na portal, który to zamieścił i myślę sobie, to nie wirus, to jakaś wiadomość z kontrowersyjnym tytułem. Nabrałam się już na to kilka razy, tytuł swoje a treść swoje. Zero powiązania. Liczą się liczby odsłon, tytuł ma zachęcać, treść może być taka sobie. Klikam. Czytam. I co??? Dawno nie byłam tak mocno zdziwiona i zszokowana. 12- letnia matka rozłożyła mnie na łopatki.

Nie byłam w stanie sobie tego wyobrazić. Jak taka mała dziewczynka, której w głowie wciąż powinny siedzieć zabawy i problemy dziecięcego świata, mogła zajść w ciążę? Jej psychika, jej ciało, takie nieprzygotowane. Czytałam komentarze lekarzy o porodzie, sami wypowiadali się w szoku i z nutą współczucia. Bo w tej całej patologicznej sytuacji, warto dać czas na ostudzenie buntu i buzujących myśli i zwyczajnie współczuć dziewczynce, że ktoś jej odebrał dzieciństwo, zmusił do bólu i mocno nadwyrężył psychikę. Ona nie była gotowa, to pewne. Nikt jej nie uświadomił, nie nauczył, nie ostrzegł.

Internet i telewizja huczą, szukają winnych, chcą kogoś oskarżyć, pomijając oczywiście debila, który współżył z dzieckiem. On dostanie kilka lat, to nic w porównaniu z całym życiem matki i dziecka. Oprócz niego trzeba jeszcze kogoś znaleźć, obwinić. System im nachodzi na myśl, jedna lekcja tygodniowo w szkole ma załatwić sprawę i zmyć cały ciężar z barków rodziców czy opiekunów w domu dziecka. Po sprawie. Można iść dalej.

Mamy tendencje do obwiniania innych i zwalania na nich odpowiedzialności za nasze czyny. Jeśli sprawa tyczy się naszych dzieci, niegrzecznej młodzieży, obwiniamy system. Bo za mało lekcji, bo jednak gimnazjum to zło i dziecko zwariowało. A jednocześnie, przy całym tym obwinianiu, boże broń, by jakaś nauczycielka na nasze dziecko krzyknęła, zwróciła uwagę, bo w sekundzie skarga do szkoły płynie. Kochani rodzice, jedno zaprzecza drugiemu.

A teraz Was oświecę i prawdą plunę. Za nasze dzieci jesteśmy odpowiedzialni my, RODZICE. To MY mamy wychowywać nasze dziecko. To MY mamy im pokazywać co jest dobre a co złe. To MY wyznaczamy im granice. To MY uczymy, albo i nie, mówić dzień dobry, dziękuję, przepraszam. To MY mamy dziecku pokazać pasję i nauczyć chęci do działania. To MY mamy nauczyć szacunku do ludzi i siebie samego. To MY uczymy miłości i nienawiści. To MY mamy nauczyć ich życia. I to MY jesteśmy od tego, by rozmawiać z dzieckiem o seksie. Uczyć je, uświadamiać, przygotowywać.

Kiedy mówię znajomym, że otwarcie gadam z Sue o seksie, są zdziwieni, widzę to na ich twarzach. Ich oczy zdają się pytać, jakim prawem gadam z gówniarą o seksie? Nie wstydzę się? To nie czas przecież. Seks jest dla dorosłych, pod kołderką, przy zgaszonym świetle. I tylko ciii, nie mów nikomu, że uprawiam, bo wstyd. Tak, seks jest dla dorosłych, ale nie jest złem i wstydem. Nie powinien też być tematem tabu. O seksie trzeba z dzieckiem gadać, adekwatnie do wieku, na tyle, ile jest w stanie pojąć w danym momencie. Jak zadaje pytanie, odpowiadać prawdą. Nie wymyślać historyjek i nie odsyłać do swojego pokoju. Wiesz mamo, może w tym momencie to Cię obruszy albo i wkurzy, ale Twoje dziecko też kiedyś będzie seks uprawiało. I uwierz mi, lepiej, żeby zrobiło to później i bardziej świadomie. Nie zwalaj więc winny na system, nie wymagaj od szkoły, że nauczy Twoje dziecko o antykoncepcji. Od tego jesteś Ty. Szkoła jest tylko dodatkiem, małą przygodą w całym procesie wychowawczym naszych dzieci. I owszem, fajnie jak pomaga, ale nie odwali za nas całej roboty. Skoro zdecydowaliśmy się na dziecko, wychowujmy je.

Nie wiem, nikt nie wie, co się stanie z tą dziewczynką i jej dzieckiem. Jak potoczą się jej losy. Wiem, że bardzo jej współczuję, że nie miała przy sobie nikogo, kto by się nią interesował. Kto by pytał o szkołę, koleżanki, dziecięce problemy i wielkie marzenia na dorosłość. Wtedy pewnie, zamiast w szpitalu, siedziałaby w domu, otulona matczyną miłością……

Szkoda.

img_3685

After Bez Siebie Nie Przetrwamy

52/2016 #14

Z książkami mam tak, że jak zaczynam to kończę. I nawet jak mnie książka nie wciągnie, jak mnie lekko męczy, to czytam do końca, no dobra, z jednym wyjątkiem. Ulissesa nie dałam rady, a naprawdę, starałam się, siedem razy!!!!!! Poległam. W innych przypadkach wygrywałam, ciągnęłam, czasem naprawdę długo, ale przeczytałam do końca.

Tak było z ostatnią książkę, męczyłam, męczyłam, aż zmęczyłam. I mimo tego, że okładka zachęca napisem „największy fenomen wydawniczy tego roku”, to dla mnie to się lekko z prawdą mija, chyba, że fenomenem jest to, że ktoś się zdecydował tę książkę wydać. Innego fenomenu nie dostrzegam. Opowieść się ciągnie jak flaki z olejem, przy kolejnych wydarzeniach mam wrażenie, że to już było, a opisy sytuacji i całego krajobrazu wokół nie mają końca. Przekleństwa wplecione jakby na siłę, lekko połączone z kopią 50 twarzy Grey’a, to już było!!!! A pewne zdarzenia pojawiały się nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co. Koniec jest najlepszy, mocno przyspieszony, kilka lat opisanych na kilku kartkach, śmiesznie, w porównaniu z tym, że wcześniej akcja miała żółwie tempo. To tak, jakby autorka się zmęczyła i zakończyła na siłę, żeby jakiekolwiek zakończenie mieć. A mnie właśnie dopiero to zakończenie zainteresowało, chociaż nie jakoś specjalnie, tak leciutko, na tyle, że przyspieszyłam, tak jak autorka, byleby tylko mieć już tę książkę za sobą. A, mowa o „After Bez siebie nie przetrwamy”. Nie polecam.

img_3686

img_0861

Złomowisko Przy Czołgu

Nigdy w życiu nie pomyślałabym, że pojadę na złomowisko. Po pierwsze, nie ma tam nic, co mogłoby mnie zainteresować, po drugie mam córkę, która złomem zainteresowania też nie wykazuje. Byłam więc pewna, że moja noga nigdy w takim miejscu nie postanie. A tu proszę, pewnego dnia przyjaciółka mówi, że jest w Pruszkowie takie jedno trochę inne złomowisko, gdzie stal dostaje nowe życie i powstają z niej figury przeróżne. Że my na miejscu siedzieć nie lubimy, żem ciekawi takich zjawisk, i że do Pruszkowa daleko nie mamy, to wsiedlim w samochody i pojechalim w kierunku Złomowiska przy czołgu.

Po pierwsze, Złomowisko przy czołgu rzeczywiście znajduje się na złomowisku. Taka ciekawostka. Bo jechałam i przez całą drogę zastanawiałam się jak to wyglądać będzie. A tu proszę, naprawdę centralnie na złomowisku, w jakimś tam pomieszczeniu znajduje się NIESAMOWITA wystawa. Wystawa, której zapewne nikt by się w takim miejscu nie spodziewał. Zwierzęta, roboty, pojazdy, bajkowe stwory i prawdziwe gwiazdy to wszystko wykonane ze stali, z wielką dbałością o detale ( patrz ostatnie zdjęcie ), z ogromną starannością, z wykorzystaniem wszystkich możliwych stalowych przedmiotów. Stoją i cieszą oko. I przy każdej takiej figurze stajesz, patrzysz i wyjść z podziwu nie możesz, że ktoś wpadł na taki pomysł, że to stworzył, że ogromnie się napracował ( wykonanie samochodu zajęło 8 miesięcy ). Wielkim plusem wystawy jest możliwość dotykania eksponatów i wsiadania do samochodów. To wielka frajda, zwłaszcza dla dzieciaków, chociaż muszę przyznać, że i nam się udzieliło. To jedna z nielicznych wystaw, gdzie wracałam do eksponatów i oglądałam je kolejny raz, nie mogąc nacieszyć oka. I to jedna z tych, gdzie wrócimy, zobaczyć kolejne cuda, które mają pojawić się jeszcze we wrześniu. Złomowisko przy czołgu szczerze polecamy, dużym i małym, chłopcom i dziewczynkom, bo tu każdemu podobać się będzie. Jedźcie i podziwiajcie 😉

1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25

 

 Złomowisko przy czołgu

Pruszków ul. Przejazdowa 17

mama-906889_1920

Właściwa Ścieżka

Na Starówce jak zwykle pełno ludzi. To miejsce chyba nigdy nie śpi. Tu tętni życie, bez względu na porę dnia czy roku. Mijamy się, całkiem obojętnie, za dużo nas by zwracać na siebie uwagę. Chociaż ja uwielbiam obserwować ludzi, wiercić ich wzrokiem, prześwietlać, analizować. I w tym tłumie wyłapują ją. Stoi oparta o murek, ze wzrokiem wbitym w ziemię, ubrana zdecydowanie za ciepło, mocno ściska brudnego już misia. Przykuwa moje spojrzenie na dłużej, zwalniam. Znam to miejsce. Tu spotykają się narkomani. Jej nie powinno tu być. Zwłaszcza z tym kolesiem mocno starszym od niej i zniszczonym, na własne życzenie. Ona ma z 14 lat, może rok więcej lub rok mniej. Obojętnie. Zdecydowanie za mało by tu być. Podnosi głowę. Jej puste oczy mnie przerażają, takie zagubione, wołające o pomoc. Bezskutecznie. Czuję, że moje serce przyspiesza. Łapię Sue za rękę, pewnie lekko za mocno, ale nic na to nie poradzę.

  • Widzisz ją ? – pytam męża
  • Tak
  • Boję się.
  • Wiem, ja też.

Wystarcza nam, by się zrozumieć. Mamy takie same priorytety w życiu, idziemy tą samą ścieżką. Ale czy to nam pomoże, czy wystarczy? W takich momentach jak ten nachodzi mnie masa wątpliwości i ogarnia przeokrutny strach. Strach, o moje dziecko, o Jej przyszłość, Jej życie.

Zrezygnowałam z pracy w najmniej odpowiednim momencie. Nasze finanse wisiały na włosku, ledwo starczało do pierwszego, a czasem i nie starczało. Było ciężko, bardzo. I mimo tego, że miałam wiele nocek, podczas których nie mogłam zasnąć z nerwów, i wiele dni pełnych niepokoju, gdzie ze strachem zaglądałam na konto, wiem, że podjęłabym taką samą decyzję jeszcze raz. Nigdy nikomu się nie skarżyliśmy, nigdy nie mówiliśmy, że nie mamy kasy, bo dla nas ten wspólny czas, te chwile, które mogłam poświęcić córce, widzieć Jej rozwój,  były najpiękniejsze i wynagradzały wszystko.

Od samego początku byliśmy mocno zakręceni na punkcie czasu, nie liczyło się dla nas nic, tylko chwile, które mogliśmy spędzać razem. Nie mieliśmy ich dużo, ale cieszyliśmy się każdą, jaką podarował nam los. Do tej pory kładziemy mocny nacisk na wspólne chwile, i mimo tego, że nastały czasy, kiedy bardzo zaczynają liczyć się koleżanki, my nie odpuszczamy. Głęboko wierzymy, że w wychowywaniu to właśnie czas odgrywa kluczową rolę. Te chwile spędzone razem, na rowerze, na spacerze, wspólnym posiłku czy grając w gry planszowe lub urządzając wieczór kinowy. Pomysłów jest wiele. I obojętnie co wybierzemy, ważne, że robimy to razem.

Zawsze też trzymamy się tego, by na wszystkie pytania Zu odpowiadać szczerze, to podstawa by córka nam zaufała i by to zaufanie utrzymać. Bo nie sztuką je zdobyć, jako rodzice dostajemy je chyba w pakiecie, sztuką jest to zaufanie budować i sprawić, by ta budowla nie runęła, bo mimo tego, że na budowlance się nie znam, to myślę, że taki budynek ciężko odbudować, a nawet jak się uda, to zawsze gdzieś tam z tyłu głowy będzie myśl, że tu grunt nie jest zbyt pewny. Dlatego nie opowiadam córce bajek dziwnych i niestworzonych historii, zawsze normalnie odpowiadam na Jej pytania, przecież dziecko to też człowiek, zrozumie, wystarczy odpowiedź do wieku dostosować. Nie mamy trudnych pytań i wstydliwych tematów. Rozmawiałam już z córką na temat seksu, rodzenia dzieci, narkotyków i homoseksualizmu. Normalnie, tak by zrozumiała, na teraz Jej wystarczy, chociaż myślę, że temat powróci. I naprawdę marzę, by chciała o tym rozmawiać ze mną. W ten sposób mogę Jej udowodnić, że zawsze może na nas polegać, że bez obaw może przyjść do nas z każdym problemem. A to dużo, prawda?

Nie odsyłamy Jej „na później „ nie zamiatam problemów pod dywan, a tym bardziej nie pozwalam, by sama borykała się ze swoimi kłopotami. Być może, a nawet na pewno, są one dla nas mocno śmieszne. Przy tych naszych problemach wypadają naprawdę blado, ale dla Niej to pewnie wielka tragedia. Staramy się, jak tylko to możliwe, postawić na Jej miejscu. Słuchamy, wspieramy, stajemy się oparciem. Rozumiemy i nie wyśmiewamy. Jesteśmy dla Niej. Musi to wiedzieć i czuć.

Poszliśmy dalej, mocno trzymając się za ręce. W ciszy, bo przy takich obrazkach mówić się nie chce. Pogrążyliśmy się we własnych myślach, chyba mocno analizując, jaką obrać drogę. Czy ścieżka, którą idziemy jest właściwa. Obejrzałam się jeszcze kilka razy. Nie wiem po co. Może myślałam, że przez te kilka sekund coś się zmieni? Miałam ochotę do niej podejść, mocno nią potrząsnąć, uświadomić i dać nadzieję, że może więcej, że jeszcze nie jest za późno, że być może ktoś gdzieś na nią czeka i się martwi. A co jak nie? Nie wiem co pchnęło ją w tym kierunku. Co, kto, gdzie popełnił jakiś błąd, który zaprowadził ją tam, gdzie być jej nie powinno? Wiem tylko, że cholernie było mi przykro patrzeć się na nią. Długo o niej myślałam, mocno zapadła mi w pamięć. Będzie już z rok. A ten obrazek powraca do mnie co jakiś czas, jak przypomnienie. A ja chcę wierzyć, że z nią wszystko w porządku. I chcę wskazówkę, jak iść, co robić, by nie zbłądzić, by spokojnie i bezpiecznie puścić dziecko w świat. Macie jakieś?

girl-101690_640