Przesunąć Horyzont

52/2016 #10

Martynę Wojciechowską szczerze uwielbiam. Za miłość do świata, za ciekawość, za chęć życia, za pasję, za  odwagę, za upartość w dążeniu do celu, za marzenia i ich realizację. Naprawdę, szczerze uwielbiam.

I Podziwiam, choć jednocześnie nie rozumiem. Jako kobieta i człowiek, chylę czoła i zazdroszczę, jako matka w ogóle nie kupuję. Jestem rozbita. Bo z jednej strony kocham ludzi z pasją i kocham ich ciekawość świata i życia,chcę się nimi zarażać, pragnę nimi otaczać, pochłaniać w całości. Słucham ich całą sobą, nawet gdy te pasje nie leżą w moim kręgu zainteresowań. A z drugiej strony nie rozumiem ludzi, którzy swoją pasją narażają się na utratę zdrowia lub życia. I tak wiem, wszystko co złe może nas spotkać nawet w domu, jednak kusisz los gdy pędzisz na motorze lub wspinasz się na Everest. Moje spojrzenie na bezpieczeństwo było zdecydowanie inne, gdy byłam sama i gdy nie byłam odpowiedzialna za drugiego człowieka, gdy tak naprawdę nie była nikomu potrzebna, a tak bardzo się zmieniło 8 lat temu, gdy zostałam matką. Od tej chwili inaczej patrzę na świat, już nie chcę uczyć się jeździć na motorze i nie marzę o skoku spadochronem jak kiedyś…..

„Przesunąć horyzont” to moja pierwsza książka Wojciechowskiej i na pewno nie ostatnia. Wcześniej zaczytywałam się w Jej dziecięcych wydaniach, siedząc z córką przy globusie, pokazując miejsca o których pisze autorka. Te wydania dla najmłodszych są wspaniałe, idealnie dostosowane dla dzieciaków, pięknie ilustrowane. Dlatego sama sobie się dziwię, dlaczego tak późno trafiła w moje ręce książka dla starszych, ale jak to się mówi, lepiej późno niż wcale.

Połknęłam ją w sekundzie, czytałam wszędzie, łapiąc chociaż kilka wersów, nie mogłam się nią nasycić, cały czas miałam za  mało, a gdy zmuszona byłam ją odłożyć,  w mojej głowie tylko słyszałam „co będzie dalej????” I chociaż nigdy nie marzyłam o zdobywaniu takich szczytów, a po przeczytaniu tej książki jestem pewna, że na Everest na pewno nie wejdę, to dawno żadna książka nie wywołała we mnie tylu emocji, a przeplatana historia o Rafale, któremu zresztą Martyna dedykuję tę książkę, rozwalała mnie na łopatki za każdym razem. Płacz, śmiech, obrzydzenie, strach, wiara, to wszystko kotłowało się we mnie. Co kartka to inne uczucie. Nawet głowa bolała mnie razem z Martyną. I żałuję tylko jednego, że już skończyłam czytać.

Ta książka nie jest o Evereście, wbrew pozorom. To nie jest książka suchych faktów, to nie jest poradnik jak zdobyć ten szczyt, więc jeśli nie sięgasz po nią, bo nie interesują Cię góry, to pora zmienić zdanie. „Przesunąć horyzont” to hołd oddany przyjacielowi, oczyszczenie duszy. To książka o przyjaźni, o relacjach ludzkich w innych warunkach. To książka o odwadze, determinacji, zdobywaniu marzeń, to pokazanie pasji w jej najlepszym wydaniu. Tu znajdziesz wszystkie możliwe uczucia, zobaczysz ile człowiek jest w stanie się posunąć, ile może zdobyć, jak bardzo jest wytrzymały.  To książka dla tych, którzy zwątpili w siebie, stracili wiarę i nadzieję, którzy potrzebują solidnego kopa w tyłek. To książka o tym, że przesunąć horyzont jest możliwe. Wystarczy chcieć.

Martynie chylę czoła, i wcale nie dlatego, że weszła na 8848 m n. p. m. , ale kłaniam się za to, jakim jest człowiekiem.

 

IMG_9126

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


cztery × 4 =