Rozgardiasz

Siedzę. Ona tańczy. I tak od kilku lat. Teraz trochę dłużej bo teraz zajęcia trwają już dwie godziny. No to siedzę. Czasem się przejdę. Tak bezsensu w sumie. Bo tu nic nie ma i zanim się rozpędzę to już wracam. No chyba, że do empiku wejdę. A jak już wejdę do empiku to przepadałam. Dlatego staram się omijać, nie widzieć, nie wchodzić. A i tak zawsze WEJDĘ. I wiesz co??? Przed chwilą też byłam, zanim siadłam,  dopiero co wróciłam. Książkę dla odmiany kupiłam, drugą albo trzecią w tym miesiącu, sporadycznie mi się zdarza. I jeszcze gwiazdeczki, kwiatuszki, choineczki i inne cuda świąteczne do pierników potrzebne. No i Be active Chodakowskiej obowiązkowo, nowy wyszedł.

W sumie to ja tę Chodakowską nawet lubię. Nie żebym jakąś miłością do  Niej wielką pałała, ale babka generalnie mi nie przeszkadza. Dużo zrobiła, i wciąż robi, nie ma co się czepiać. Jedno mnie w Niej denerwuje. Brzuch i pośladki, to w sumie dwie rzeczy. No jak mnie denerwują, to tylko ja wiem. No ale przecie nie będę po kobicie jechać tylko dlatego, że TAAAAAKIE  ma ciało. Chociaż mówią, że każdy powód jest dobry, to może się zastanowię. Ale tak na serio całkiem, to ja też bym chciała mieć taki brzuch i taką dupę. I powiem Ci więcej, ja nawet dużo robiłam, żeby chociaż w połowie być Chodakowską. Na siłownię regularnie popierniczam. Kilka razy w tygodniu. I nie, że się lansuję. Ja się normalnie pocę. Czy mi się chce, czy nie, popierniczam. Do tego dieta, obowiązkowo. Od dietetyczki, później pudełkowa. Lekkie odstępstwa od normy, wiesz przy imprezie jakiejś. I co??? I jedno wielkie jajco, że tak się ładnie wyrażę. Nic. Znaczy prawie nic. Bo waga się ruszała, lekko w dół i bum w górę. Co ja się napłakałam, po lekarzach nalatałam, to moje. Tarczycę przebadałam caluteńką, później poszły w ruch hormony, aż wreszcie pani dietetyczki mi mówi, że ja to pewnie mam insulinooporność, że muszę badania zrobić. No to robię, na własny koszt oczywiście, jak pozostałe, przecie żaden lekarz  normalnie nie da. I wychodzi, czarno na białym, 4,81, a norma do 2, a są i tacy lekarze, co twierdzą, że do 1. No czarno na białym INSUPINOOPORNOŚĆ. Ominę to co mówiłam po wyjściu od lekarza, i to jak się czułam w pierwszych dniach kuracji lekami, też ominę. Jedno jest pewnie. Wesoło nie było. Więc babo kochana, jak się starasz, pilnujesz i nie chudniesz to się zbadaj. Takie mam wnioski. I kilka lat stracone na odchudzaniu bez efektów. I tyle kasy wywalone na badania. INSULINOOPORNOŚĆ. Dobrze, że chociaż od wody nie tyję. SZLAG!!!

No i siedzę. I piję tę wodę. I marchewki chrupię. I nie żebym miała coś do marchewek. Lubię. Kupuję codziennie. Bo i mała wpiernicza z chęcią. Ale wiesz jak jest. Jak musisz, to nie lubisz. No chyba, że alkohol, ale do niego podobno namawiać nie wolno. Mnie nie zmusisz. Ja nie mogę. Bo INSULINOOPORNOŚĆ i LEKI. Taka nowość. Taka odmiana. SZLAG !!!!.

Chociaż jest jeden powód do radości, cukrzycy nie mam. Tak mi endokrynolog powiedziała. To się cieszę. Lepszy jakiś powód do radości, niż żaden. Tysz racja. A na siłownię dalej latam, mimo, że do Chodakowskiej mi daleko, a insulina skutecznie utrudnia zrzut nadprogramowych kilogramów, to przynajmniej jak się spocę, to się lepiej poczuję. W taką pogodę jak znalazł. 🙂

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


+ 8 = trzynaście