Sześciolatek W Szkole

IMG_9893-horz

 

Nie mieliśmy większego problemu z podjęciem decyzji. Przyszła w sumie sama i była dla nas oczywista. Sue idzie do szkoły jako sześciolatka, chociaż niepełna, bo sześć lat to kończyła w listopadzie. Decyzję podjęliśmy rok temu i dziś wiem, że była to jedna z najlepszych, jakie w życiu podjęłam. Wczoraj Pani pokazała wyniku testu końcowego i dała nam kartę końcowych osiągnięć ucznia. Test 41,5 na 44, poziom opanowanych wiadomości na poziomie lub powyżej poziomu. Pękam z dumy.

Nie, nie żałuję!!!

Pani z przedszkola dała nam kartę do wypełnienia czy Sue zostaje w zerówce w przedszkolu czy idzie do zerówki w szkole. Decyzja w domu szybka i jednogłośna. Idzie do zerówki w szkole. Taka przejściówka. Poczuje już trochę szkoły, przyzwyczai się do nowego budynku, poczuje, że idzie do przodu, że już nie jest takim malutkim przedszkolakiem. Przejście do szkoły będzie na pewno łatwiejsze. To był dobry wybór. Po roku przyszedł kolejny. Czy zostaje na drugi rok w zerówce czy idzie do pierwszej klasy. Tu też się długo nie zastanawialiśmy. Pierwsza klasa bez dwóch zdań. Pewnie, że była mała niepewność, ale kiedy jej nie ma. Nadopiekuńczość zostawiliśmy w tyle. Jedynie psycholog mógłby zmienić moją decyzję, ale taki, który sam, w ramach spotkań z dziećmi w szkole, zauważyłby coś niepokojącego. Taki sygnał do nas nie dotarł, wszystko było ok. Ja na siłę po psychologach latać nie będę. Nie będę szukać dziury w całym. Nie będę na siłę udowadniać mojemu dziecku, że jest głupie i do nauki się nie nadaje. Bo taki sygnał, moim zdaniem, wysyłają dzieciom rodzice, którzy chcąc przesunąć obowiązek szkolny, zapewniają sobie jakieś głupie zaświadczenia. Ja w swoją córkę wierzyłam i wierzę. Wiedziałam, że sobie poradzi. Wyniku testów tylko mi to potwierdziły.

Nie, nie żałuję!!!

To nie był łatwy rok, ale nikt nie obiecywał, że będzie lekko. Początki były nawet ciężkie. Ja czytałam O-L-A a Sue mówiła Krzyś. No dobra, może nie tak drastycznie, ale podobnie. Ręce mi opadały i od nowa wałkowanie. Czasami nawet myślałam, coby może przez okno wyskoczyć, cierpieniu swojemu ulżyć. Wiecie, ciężko czasem zrozumieć dorosłej babie, że z O-L-A może wyjść Krzyś 😉 Przecież dla nas to takie oczywiste. Dlaczego dzieciak tego nie rozumie? No ale nie poddawaliśmy się, powtarzanie, powtarzanie i pierwsze efekty zaczęły przychodzić naprawdę szybko. Z dnia na dzień widziałam jak moje dziecko się rozwija. Jak zaczyna czytać, jak zaczynać dodawać, jak poznaje godziny, jak rozwiązuje zadania. Wystarczy ćwiczyć, głośno wierzyć w dziecko i BUM, leci do przodu. Bo ten młody mózg chłonie wszystko jak gąbka.

Nie, nie żałuję!!!

Wiecie, że ja nawet nie zaprzątałam sobie głowy budynkiem. Nie latałam jak wariatka po szkole i nie sprawdzałam, czy spełnia jakieś tam normy. Widziałam małe krzesełka, przystosowane łazienki, nie szukałam złotych klamek ani marmurów na podłodze. To nie budynek jest najważniejszy. Najbardziej to się liczy nauczyciel, dziecko, książki i Twój czas i Twoje podejście. Bo gdy nauczyciel będzie do „d”, bo gdy Twoje dziecko będzie miało w „d” naukę, bo gdy Ty będziesz miała sprawy ważniejsze, niż pomoc w nauce, to nawet najlepszy budynek świata nie pomoże. Dlatego śmieszą mnie te mamy co gadają, że szkoła nieprzystosowana, że zagranicą to bajecznie a u nas tragedia. Po pierwsze w ilu szkołach polskich taka mamusia była, że się wypowiada? Ile zagranicznych zwiedziła, że porównuje? I czy długo taka mamusia ma zamiar jeszcze pieścić się nad swoim dzieckiem? Może warto dać dziecku iść do przodu?

Nie, nie żałuję!!!

Krytyki to my wtedy trochę przyjęliśmy na siebie. Najpoważniejszy zarzut, że zabieramy dziecku dzieciństwo. Przepraszam, nie zauważyłam. Wczoraj moje dziecko biegało po podwórku. Z ciekawości policzyłam dzieciaki. Sztuk na patio było 11. Grają, rysuję, bawią się na kocu. Tak wygląda to zabrane dzieciństwo mojego dziecka. Fakt, musi trochę się pouczyć, poczytać, ale co z tego, skoro następnych parę godzin spędza na zabawie. Czy naprawdę godzina lub dwie poświęcone nauce to taka wielka tragedia? A moje dziecko od małego miało obowiązki, przystosowane do Jej wieku. Od małego miała zajęcia dodatkowe. W wieku dwóch lat zaczęła jeździć na lekcje angielskiego, prowadzone w formie zabawy. Przed czwartymi urodzinami zaczęła chodzić na tańce. Teraz chodziła też na akrobatykę i basen. Nie ucierpiała na tym. Wręcz przeciwnie. Uczy się obowiązkowości, rozwija swoje pasje, poznaje nowe rzeczy, rozwija się. Czy nie na tym polega życie, by się rozwijać? A nawet życie małego człowieka powinno być czymś więcej. Sue chodzi uśmiechnięta. Widać, że jest szczęśliwa. Szkoła czy zajęcia dodatkowe Jej tego nie zabrały. A to jak bardzo się cieszy gdy może sobie sama czytać. To jak bardzo jest dumna i szczęśliwa gdy przychodzi do nas i pokazuje co napisała w swoim pamiętniku. BEZCENNE!!!

Nie, nie żałuję!!!

Kruszynka, tak mówią na Sue w szkole. Wychowawczyni przyznała się, że zawsze Jej było Sue szkoda, bo taka drobniutka i malutka, a ten plecak taki duży. Kilka dni temu mówiła, że pęka z dumy, że ta kruszynka ta sobie świetnie na teście poradziła, że jest na poziomie A, że nie odbiega od dzieci ze stycznia. Ja wiem, że to duża zasługa wychowawczyni, bo trafiła nam się naprawdę złota babka. Ja wiem, że to zasługa Sue, że się uczyła, nie poddawała. Ja wiem, że to też nasza zasługa, że w Nią wierzyliśmy, że Jej to mówiliśmy, że chwaliliśmy najdrobniejsze sukcesy. To zasługa nas wszystkich.

Nie, nie żałuję!!!

To naprawdę nie budynek jest najważniejszy

 

88d1ce37d81616a485e77c798f9e566e_w_680_h_680_c_0

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


trzy + 5 =