Spacer Po Toruniu

Pobudka przed 6, poranna toaleta, śniadanie, szybko do szkoły, lekcje, sprzątanie, szachy, lekcje, sprzątanie, kółko teatralne, angielski, lekcje, sprzątanie balet, pływanie, lekcje, sprzątanie……..Szybko, mamy mało czasu. Ciągle w biegu, ciągle coś. Lubię to, takie życie pełne roboty i atrakcji. Odnajdujemy się w tym idealnie. Jednak czasami przychodzą takie momenty, kiedy w głębokim poważaniu masz porządek, kiedy nie masz ochoty gotować obiadów, załatwiać kolejnych spraw ważnych mniej lub bardziej, kiedy masz ochotę zwyczajnie rzucić na luz i zrobić reset fabryczny.

Wspólny wolny weekend.  Wstajemy rano, wsiadamy w samochód, kierunek Toruń. Miał być Poznań, nie wypaliło, spontanicznie zmieniamy kierunek. Nieważne gdzie, ważne, że razem.  My, Selah Sue, słońce, autostrada i ta myśl, że nic dziś nie muszę. Nie będę sprzątać, gotować, odrabiać lekcji, biec gdzieś znowu. Dwa dni totalnego luzu. Haj lajf.

Toruń wita nas pięknym słońcem i ciepłym wiaterkiem. Szybko znajdujemy miejsce parkingowe ( no ta, to nie Warszawa 😉 ), idziemy….

Pierwszy punkt – PLANETARIUM. Na początek trafiamy do sali ORBIATARIUM, gdzie odbywa się interaktywna wystawa. Zabawa przednia. Sue chodzi zaciekawiona od jednego stanowiska do drugiego. Dotyka, naciska, sprawdza, waży się, prosi żeby Jej czytać i opowiadać po co, jak i dlaczego. Jest wyraźnie zaciekawiona. Nic dziwnego, na co dzień jakoś nie gadamy o innych planetach ;). Po wypróbowaniu każdego możliwego urządzenia, wychodzimy. Na 14 kupiliśmy bilety na film familijny „Mój kumpel Niko”. Animowana opowieść to doskonały sposób na przedstawieniu dziecku Mikołaja Kopernika, zwłaszcza, gdy ten film oglądasz nad głowami, na samej kopule Planetarium. Po wyjściu Sue gada tylko o Koperniku, a gdy mijamy dom towarowy, krzyczy: ” Mamusiu, tu mieszkał Niko”. Coś tam zapamiętała 😉

Następnie odwiedzamy Muzeum Dom Mikołaja Kopernika. Sue w ogóle tego nie ogarnia, ja zresztą też nie 😉 . Patrzę i nic nie wiem. I kiedy za swoimi plecami słyszę komentarz starszej pani : ” Jak oni się kiedyś uczyli, jak ja nawet teraz tego nie pojmuję”, oddycham z ulgą, nie jest ze mną tak źle 😉

W Muzeum Piernika totalny relaks. Śmiech, nauka i robota. REWELACJA !!!!!!. Sue odnalazła się tam idealnie, no ba, ale skoro mogła robić pierniki i wszystko oglądać to wcale się nie dziwię. Wszystkie dzieciaki, starsze i młodsze, chłopcy i dziewczynki, wszyscy byli naprawdę zaciekawieni. To miejsce odwiedź koniecznie, jak tylko znajdziesz się w Toruniu. Wielkie brawa dla wszystkich pracowników, za ciepło, żart, ciekawe historie i przemiłe przyjęcie.

A później już tylko spacery i spacery. Powolne i leniwe, wszystkimi możliwymi uliczkami. I obiad, którego nie musiałam gotować ;). Jakoś lepiej smakuje jak ktoś poda ;). A później kawa z www.bikecafe.pl. I pokaz, od przemiłego Pana specjalnie dla Sue, jak zrobić serduszko na kawie. hm…ciekawe czy zapamiętała 😉 ?. I takie słodkie nicnierobienie do późnego wieczora, zakończone pyszną kolacją i zimnym …. napojem wypitym na ogródku. O mamusiu, jak błogo. Padliśmy jak kawki w hotelowym pokoju 🙂

Drugi dzień zaczęty bez budzika. I lody u Lenkiewicza zaraz po śniadaniu. Ommmmmmmm Orgazm kulinarny. I nie, nie  mam wyrzutów sumienia!!!!!!!!!. To nic, że krótki spacer po, był za krótki i nie spalił tych kalorii, warto było zgrzeszyć. Najlepsze lody EVER !!!!!!!.

A na koniec szybkie zahaczenie o Ciechocinek. Nawdychaliśmy się, prawie żeśmy się uzdrowili, obiad wszamaliśmy i wrócili, cali, zdrowi, wypoczęci i zrelaksowani.

Takie wypady, tylko na weekend, gdzieś w naszą Polskę, uwielbiamy. Oderwanie się od codzienności, zapomnienie o obowiązkach, odłożenie ich na bok. Ten czas tylko dla nas. I niby tylko dwa dni, niby niewiele, a tak dużo. Wystarczą by nabrać sił, naładować się pozytywnie, nawdychać sobą. Bezcenne.

 

 

IMG_6289

 

IMG_6303-tile

 

 

IMG_6332

 

IMG_6344

 

IMG_6349

 

IMG_6355-horz

 

IMG_6368

 

IMG_6370-horz
IMG_6446
IMG_6448

 

IMG_6457

 

IMG_6479

 

IMG_6498

 

IMG_6533

 

IMG_6550

 

IMG_6573

 

IMG_6591

 

IMG_6602-horz

 

IMG_6605

 

IMG_6606

 

IMG_6630

 

IMG_6632-horz

 

IMG_6661

 

IMG_6693

 

IMG_6701-horz

 

IMG_6709

 

IMG_6716-horz

 

IMG_6720

 

IMG_6727

 

IMG_6748-horz

 

IMG_6750

 

IMG_6763

 

IMG_6767

 

IMG_6781-horz

 

IMG_6806

 

IMG_6811

 

IMG_6818

 

IMG_6828

 

IMG_6834

 

IMG_6850

 

IMG_6877

 

IMG_6883

 

IMG_6890

 

IMG_6899

 

IMG_6923

 

IMG_6929

 

IMG_6933

 

IMG_7006

 

IMG_7027

 

IMG_7070

 

IMG_7084

 

IMG_7141

 

IMG_7168

 

IMG_7185

 

IMG_7194

 

IMG_7213

 

SUE :

BLUZA – Oopswear.pl

SPODNIE – Maliseven.pl

BUTY – AirMax (runcolors.pl )

NERKA – Czesiociuch By Reserved

KURKTA – Zara

CZAPKA – Czesiociuch

SPODNIE – Zara

BUTY – Zara

 

Energylandia – Tu Obudzisz Swoje Wewnętrzne Dziecko

 

IMG_4443-horz

Zapytaj się mnie, jaki jest mój ulubiony dźwięk.

Zapytaj się mnie, co jest lekiem dla mej duszy.

Zapytaj się, co sprawia, że moje serce mięknie.

Zapytaj się.

A ja Ci odpowiem.

Jej śmiech.

Śmiech szczery, głośny, niewymuszony. Czasami głupkowaty, zawsze beztroski, zaraźliwy.

Śmiech.

Mój ulubiony dźwięk.

Wchodzimy w dorosłość z wielkim przytupem. Nie ma łez, lamentów, długich pożegnań. Czekaliśmy na ten moment tak długo, że bez zbędnego oglądania się przekraczamy próg dzieciństwo/dorosłość. Tam, po drugiej stronie, czeka na nas bajeczne życie. Bez zakazów, nakazów, zbędnych spowiedzi rodzicom. Czujemy wiatr w skrzydłach, wreszcie będziemy żyć po swojemu, dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.

Na początku latamy. Łapczywie łykamy daną nam wolność. Nasze pierwsze pieniądze przepijamy, wydajemy na ciuchy, kupujemy co chcemy, przecież możemy, kto nam zabroni??? Gryzie nas jedynie czynsz za wynajmowany pokój, tudzież mieszkanie, no ale gdzieś przecież spać musimy. Z wielkim gulem w gardle ale jakoś to przełykamy. Damy radę nieść taką dorosłość. Jutro znowu impreza, napijemy się, pośmiejemy, zapomnimy, znowu będzie fajnie być dorosłym.

I tak mijają dni i noce. Studia, praca w gastro, najczęściej, i spotkania ze znajomymi, W tej pierwszej fazie dorosłości wciąż się śmiejemy. Bo niby tacy dorośli, a wciąż dzieci. Zostało w nas trochę spontaniczności, szaleństwa i beztroski. Śmiejemy się, ale nie cieszymy. Nie cieszymy się tymi chwilami, nie łapiemy w nasze kadry tych momentów, bo wydaje nam się, że taki stan będzie trwał wiecznie.

Pewnego dnia budzimy się w mieszkaniu na kredyt, ze stosem rachunków, z pudełkami: odpowiedzialność, problemy, praca, ważne sprawy, pranie, prasownie, sprzątanie i inne, równie ważne i poważne. Nie ma tylko jednego pudełka. Śmiech. Bo już nam nie jest do śmiechu. I to nie wina tych wszystkich pudełek i tych spraw tak ważnych, tylko wina nas samych, że tak się daliśmy dorosłości ponieść. A ona wychodzi nam bokiem. Zapętlamy ją sobie wokół szyi, tamując dopływ tlenu, zabierając oddech. I zamiast trochę wyluzować, zamiast troszkę popuścić ten węzeł to my brniemy dalej. To co kiedyś drażniło nas w naszych rodzicach teraz sami serwujemy naszym dzieciom. Panie i panowie świata to my. Ubrane w dorosłość dzieciaki. Bez spontaniczności, zabawy, luzu i śmiechu. Wolimy karmić się jadem, powagą i zawiścią. Zabijamy wciąż jeszcze żyjące w nas dziecko. Bo przecież nam już nie wypada. Jesteśmy dorośli. Mamy to, o czym marzyliśmy.

A ja podziękuję za taką dorosłość. Ja nie chcę garsonek, rozmów o bolących kościach, zgrywania wielkiej pani. Ja nie chcę rozstawać się z moim wewnętrznym dzieckiem. Chcę czuć, że żyję. Chcę się śmiać głośno i czasem głupkowato. Chcę moją dorosłość pogodzić z moim dzieckiem. Pokazać im, że da się żyć w harmonii. Przecież przeciwieństwa się przyciągają, a dorosłość nie musi być sztywna. Bo nie ma nic gorszego niż stara dusza.

I fajnie, że mam obok siebie takich, którzy czują podobnie, którzy lubią się śmiać, bawić i wygłupiać. Takich, którzy niby się starzeją, ale ich dusze są wciąż młode i głodne wrażeń. Bo na początku, gdy weszliśmy do Energylandii, zastanawiałam się czy naprawdę przyjechaliśmy tu dla dzieci, czy były one tylko pretekstem do odwiedzenia tego parku rozrywki. „O chodźcie tu „, ” O to extra”, „O ja tam idę”, „O nie, tam nie wejdę”. Nie to nie dzieci, to ich rodzice puszczone ze smyczy, właziły wszędzie tam, gdzie strach lub jelita pozwalały. Tylko tych dzieci szkoda. Przecież rodzice rozrywkę im obiecały a tu lipa, trzeba chodzić za starymi, bo wiecie jak jest, bawi się ten kto płacił ;). I kiedy wreszcie już rodzice ochłonęli, przyszedł czas na dzieci. Tu szaleństwom nie było końca. Korzystały z każdej atrakcji po kilka, a nawet kilkanaście razy, nawet nie można napisać, że do znudzenia, bo gdyby mogły to pewnie by tam zostały. A to samochodziki, samoloty, kolejki górskie, karuzele, zjeżdżalnie, wodne przejażdżki, szukanie złota, aż dziw, że za nimi nadążaliśmy. Czyste szaleństwo, hulaj dusza, piekła nie ma. Zabawom nie było końca. Z wielkim trudem, po namowach, prośbach i groźbach zaciągnęliśmy ich na jedzenie. I tu nastąpi jeden, jedyny minus tej wyprawy. Jedzenie było okropne, kurczaczki robione na kfc, lekko mówiąc, nie polecam!!!. Na szczęście nic w tym dniu nie było w stanie popsuć nam humorów i zabawa trwała dalej. Po 18, z wielkim żalem, rozgoryczeniem, kiedy to koleżanka dosłownie zablokowała dzieciakom wejście po raz nasty na gąsienice, nadszedł czas wyjazdu. Zanim jeszcze opuściliśmy piękny teren Energylandii, dzieciaki miały zapewnione, że gdy tylko pojawią się nowe atrakcje, na pewno tu wrócimy, bo dorosłym już marzy się kolejna dawka endorfin.

Jeśli Ty też potrzebujesz trochę pozytywnej energii, jeśli chcesz spędzić wspaniały czas z najbliższymi to kieruj się do Energylandii. Tam na pewno obudzisz swoje wewnętrzne dziecko i naładujesz się endorfinami na długi czas. I ja teraz, pisząc to, kiedy już trochę czasu od odwiedzin minęło, mam na same wspomnienia banana na twarzy.

Karm swoją duszę pozytywnie. Lepiej się żyje, kiedy mimo upływu lat, dusza pozostaje wciąż młoda 🙂

IMG_4315

 

IMG_4389

 

IMG_4423-horz

 

IMG_4448

 

IMG_4458

 

IMG_4463

 

IMG_4550-horz

 

IMG_4661

 

IMG_4685

 

IMG_4695

 

IMG_4699

 

IMG_4702-horz

 

IMG_4715-horz

 

IMG_4719

 

IMG_4775

 

IMG_4878

 

IMG_4918-horz

 

IMG_4937

 

IMG_4969

 

IMG_4990

 

IMG_4993

 

IMG_5003-horz

 

IMG_5013

 

IMG_5092

 

IMG_5101

 

IMG_5106

 

BLUZKA – Czesiociuch by Reserved

SPODNIE – Pan Pantaloni

BUTY – Lacoste

BLUZA – Oopswear

 

My Monday Look – Blue Girl

IMG_2771

Dobra. Jesteśmy wypoczęte, wyplażowane, zrelaksowane, naładowane nową siłą, lekko opalone, możemy wracać. Walizki już spakowane ( uffff ), to nasz ostatni dzień nad morzem. Pogoda pod koniec lekko się zepsuła. Zostały nam już tylko spacery, ale to też pasuje. Póki nie pada na głowę można chodzić. Było plażowanie i kąpiele w morzu, teraz przyszedł czas na spacery i odwiedzanie pobliskich miejscowości. Równowaga zachowana.

W modzie też. Tu, na wyjeździe nasz wybór pada głównie na ubrania wygodne i mało kłopotliwe. Tak jak sukienka od CzesioCiucha. Uwielbiam ubrania, których nie muszę prasować. Tak, przetestowane, pomięta też wygląda super. Do tego jest uniwersalna. Idealna na upały i idealna gdy jest chłodniej. Wystarczy wtedy założyć kamizelkę jeansową i wszystko gra. Takie kamizelki kupuję Sue odkąd pamiętam, też jest uniwersalna. Takie bezproblemowe ubrania to marzenie chyba wszystkich matek, zwłaszcza na wyjazdach 🙂

 

IMG_2773

 

IMG_2815

 

IMG_2847

 

IMG_2872

 

IMG_2909

 

IMG_2957

 

IMG_3090

 

IMG_3096

 

IMG_3147

 

IMG_3182

 

IMG_3207

 

IMG_3286

 

IMG_3326

 

IMG_3331

 

SUKIENKA – Czesiociuch by Reserved

KAMIZELKA – Zara

BUTY – Converse

 

 

My Monday Look – My Love – CzesioCiuch

IMG_8858

Pamiętam,gdy pierwszy raz zobaczyłam ubrania Czesiociuch. Wtedy, pierwsze co rzuciło mi się w oczy i pierwsze co najbardziej mi się spodobało, to brak różu i słodyczy. Ubranka dziewczynka/chłopiec wcale się od siebie nie różnią, krój, kolor to samo, dla niej i dla niego. Tak, to było pierwsze. Pamiętam, że długo zastanawiałam się nad zakupem. Nie wiedziałam czy Sue będzie chciała założyć takie portki, czy Jej się spodobają, jak będzie w nich wyglądać i przede wszystkim, czy takie spodnie będą dla dzieciaka wygodne. Ja już wiem, że moje obawy – bez sensu. Odwiedzałam ich stronę każdego dnia. Wkładałam spodnie do koszyka by za chwilę z nich zrezygnować. Baba. Wreszcie nadszedł ten dzień, kiedy poszłam o krok dalej i puściłam przelew. Teraz nie wiem czy się cieszyć czy płakać. Wpadłam w jakąś Czesiociuchomanię.

To już kolejne ubranko od Czesia. Tym razem, ponieważ Sue była wyjechana u dziadków, zrobiłam zakupy bez Niej. Zawiozłam Jej spodnie gdy po Nią jechaliśmy. ” Ooooo jakie fajne, dziękuję „. Więcej gadać nie trzeba 🙂

Bluzka z kotkiem. No cóż, Sue to Kociara, przez duże K. Dwa koty w domu, jakieś pamiątki z wycieczki szkolnej, ubranka, jeśli z kotem to bierzemy 🙂

 

IMG_8726

 

IMG_8740

 

IMG_8755

 

IMG_8789

 

IMG_8797

 

IMG_8806

 

IMG_8818-horz

 

IMG_8834
IMG_8868

 

IMG_8874

 

IMG_8877

 

IMG_8853

 

IMG_8885

 

IMG_8896

 

IMG_8900

 

IMG_8934

 

IMG_8987

 

IMG_9008

 

SPODNIE – CzesioCiuch

BLUZKA – Zara

KURTKA – Zara

BUTY – Converse

My Monday Look With Czesiociuch And ZombieDash

IMG_5369

Mamy fajnie. Wiecie dlaczego? Bo pod nosem mamy las, a do lasu furtkę osobistą. Gdy mamy ochotę na spacer, gdy trochę czasu brak, gdy nie mamy ochoty wypuszczać się na Warszawę to mamy las :). Tak od wyjścia z domu, dotarcie na miejsce zajmuje nam pewnie ze dwie minuty. I zaraz po przekroczeniu magicznej furtki, możemy spacerować sobie w ciszy, z dala od ulicznego zgiełku i betonowych chodników.

A na spacerze wiadomo, przede wszystkim musi być wygodnie, ale wygodnie nie znaczy niechlujnie. I są takie firmy, które doskonale o tym wiedzą. Idealnie łączą wygodę z niebanalnym stylem i perfekcyjnym wykończenie. Ich projekty nie są byle jakie, nie giną w tłumie, nie idą w zapomnienie.

Dla Czesiociucha straciłam serce już dawno, i trochę kasy też ;). Już po zakupie pierwszych spodni wiedziałam, że to nie będzie nasze ostatnie spotkanie. Potem przyszły kolejne, a potem kolekcja z Reserved. I znowu oprzeć się nie mogłam. Te spodnie zachwyciły nie tylko mnie. To był przede wszystkim wybór Sue. Zrobiła oczy kota ze Shrek’a, przymierzyła, powygłupiała się w przymierzalni i tym mnie załatwiła. Bo Ona wie jak mnie podejść 🙂

Bluzka od Zombie dash to kolejny dowód na to, że warto zaufać naszym. I kolejny wybór Sue. Gdy ciocia z wujkiem chcieli zrobić Jej prezent, bez namysłu powiedziała: „Ja chcę taką”. Powiem szczerze, że lubię gdy jej wybory idą w tym kierunku ;).

IMG_5343

IMG_5347

IMG_5354

IMG_5404-horz

IMG_5420

IMG_5432

IMG_5439

IMG_5462

IMG_5493

IMG_5514

IMG_5563

IMG_5583

IMG_5468

[embedyt]http://www.youtube.com/watch?v=hhfMTIhia9c[/embedyt]

SPODNIE – Czesiociuch By Reserved Kids

BLUZKA – ZombieDash

BUTY – Lacoste