Dubaj Z Dzieckiem – Dzień Pierwszy

Dubaj był na liście naszych marzeń. Wylot tam planowaliśmy już kilka razy, ale jak to bywa, zawsze coś. Przestałam już mówić znajomym, że lecimy, bo za chwilę okazywało się, że musimy wylot przełożyć. Na szczęście nie było to marzenie wiecznie odkładane na potem. Nadszedł wreszcie ten dzień, gdy wsiedliśmy na pokład Emirates i polecieliśmy ku marzeniom.

20160401_134659-horz

 

Dubaj skradł moje serce już na samym lotnisku. W porównaniu z naszym robi wrażenie. Co prawda przy samym przejściu czułam się jak przestępca, gdy pani dokładnie tasowała mnie wzrokiem, ale na szczęście nie miała mnie w systemie. Udało się. Uff. 

Przy wyjściu kolejne miłe zaskoczenia. Mimo później pory spory ruch i niesamowita organizacja. Panowie kierują pasażerów do taksówek, nas, jako rodzinę z dzieckiem, przepuszczono poza kolejką. Dzięki temu naprawdę szybko udaliśmy się w kierunku hotelu. Ten, na szczęście, okazał się taki sam jak w internecie ( tu powinnam wspomnieć, że wyjazd do Dubaju załatwialiśmy sobie na własną rękę ). Miło 🙂

Pierwszy dzień zaczęliśmy oczywiście od śniadania. Zanim doszliśmy do restauracji zostaliśmy przywitani chyba z trylion razy. Witali nas dosłownie wszyscy na każdym kroku. Jak pokazały kolejne dni, w Dubaju to całkiem normalne. Zarówno w hotelu, restauracjach czy sklepach obsługa jest przemiła. Zawsze też zaskakiwała nas ilość pracowników, nawet jeśli w lokalu nie było zbyt wielu gości, obsługę widać z daleka. Podobnie jest w sklepach, w których nawet pakują Ci zakupy. 

Śniadanie zjedliśmy przy basenie, dosłownie. Cudowne uczucie po kapryśnej pogodzie w Polsce. Przepyszne, mocno urozmaicone jedzenie, pyszne owoce, kawka, słońce. I banan na buzi od samego rana 🙂 Mimo przemiłej atmosfery i jakiegoś wewnętrznego głosu, który kusił by poleżakować, udaliśmy się na zwiedzanie. To i tak w sumie nasza ulubiona forma spędzania wolnego czasu. Leżeć lubimy, ale chwilkę.

IMG_20160402_095506

 

Na pierwszy ogień poszło największe centrum handlowe na świecie Dubaj Mall. Tak, to koniecznie trzeba zobaczyć. Co prawda przy wejściu Zu stwierdziła, że „prawie jak u nas”, to w tym przypadku potwierdza się, że prawie robi dużą różnicę !!!! Centrum jest niesamowite, chyba wszystkie marki w jednym miejscu i ta powierzchnia, raczej nie do przejścia. Tu pochodziliśmy tylko chwilę, bo naszą uwagę przykuło akwarium znajdujące się w tymże centrum. Ogromne akwarium w środku centrum handlowego robi piorunujące wrażenie, zwłaszcza gdy widać nurkujących tam ludzi. Musieliśmy je zwiedzić.

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

 

Przed dotknięciem rozgwiazdy konieczne było dokładne umycie rąk :). Tyle szczęścia 🙂
26

Zaraz po morskim spacerze skusiliśmy się na NAJPYSZNIEJSZY sernik świata. Nie jestem największą fanką tego ciasta, ale to co dostałam tam jest nie do opisania. Niebo. Potwierdzeniem może być w sumie fakt, że na stolik musieliśmy czekać ok 30 min, a restauracja do małych nie należy. Jeśli kiedykolwiek będziesz w Dubaju koniecznie musisz się na niego skusić. Sernik był pyszny, ale też kaloryczny, poszliśmy więc na spacer, może trochę udało się spalić.

1

2

3

4

5

 

IMG_1041

20160402_161334

6

7

8

9 10 11

12

13

14

15

 

Skupiliśmy się głównie na okolicach Dubaj Mall, które zrobiły na nas naprawdę duże wrażenie. Mimo tego, że kilometrów nie było zbyt wiele my spacerowaliśmy kilka godzin, bo co chwila zatrzymywaliśmy się na zdjęcia ;). Oprócz pięknych, szklanych i wysokich budynków ( nawet nie wiecie jak teraz wszystko w Warszawie wydaje mi się małe 😉 ) jeszcze jedna rzecz szczególnie przykuła naszą uwagę. Niesamowity porządek. Nigdzie nie widać papierków, papierosów i innych świństw. Jeden wielki błysk na ulicach.

16

17

18

Najwyższa pora kupić dzieciakowi aparat. Naszego wcale nie chciała oddawać.  Musieliśmy negocjować. Na następną wycieczkę jedzie ze swoim 🙂19

20

21

22

23

24

25

Krótki odpoczynek. Poleżeć na trawie w Dubaju, z widokiem na Burj Khalifa, cudownie 🙂26

27

 

Spacer zakończyliśmy pokazem fontann, które oczywiście też znajdują się przy Dubaj Mall. Pokazy odbywają się co pół godziny, zaczynając od 18. Obejrzeliśmy dwa. Ten nocny, dzięki światłom oczywiście, robi większe wrażenie. 

IMG_1247

IMG_1278

IMG_1359

IMG_1361

IMG_1365

IMG_1378

IMG_1385

Przy okazji trafiliśmy na iluminację świetlną na Burj Khalifa. To był naprawdę piękny pokaz.

IMG_1322

IMG_1326

A wieczorem jest magia.

IMG_1348

IMG_1406

Do centrum i z powrotem pojechaliśmy taksówką. Mimo tego, że hotel oferował bezpłatny bus, jednak w tym dniu nie przypasowały nam godziny. I z takich ciekawostek. Wszystkie taksówki w Dubaju mają taką samą stawkę i jest ich zatrzęsienie. Generalnie nie trzeba po nie dzwonić, bo pojawiają się obok ciebie w sekundzie. Nie są też drogie, więc spokojnie można nimi trochę pojeździć. Jest też opcja tylko dla kobiet. Taksówki z różowym dachem, prowadzone przez kobiety. W Dubaju należy jednak uważać na taksówkarzy nieoznaczonych, którzy narzucają dwa razy wyższe ceny. Warto więc wybrać normalnie oznakowaną taksówkę.

I kolejna ciekawostka, pewnie ważna dla Polaków ;). W Dubaju nie kupisz alkoholu w sklepie. Tylko i wyłącznie w restauracjach, a tam cena za małe piwo ok 40 zł ;).

Chyba na razie tyle. Dzień pierwszy, w sumie spędzony w jednym miejscu, był dość intensywny. Na szczęście w tym dniu słońce nie piekło zbyt mocno, mogliśmy więc spokojnie pospacerować. 

A po powrocie obowiązki szkolne. Niby wagary, ale zaległości trzeba nadrabiać. Już kiedyś pisałam, że nauka jest dla nas bardzo ważna. Na szczęście w hotelu Zu miała idealne warunki 🙂

IMG_1410

SUE 

BLUZKA – PlnyLala

SPÓDNICA – Booso

BUTY – Adidas

OKULARY – Reserved

MAMA

BLUZKA – PlnyLala

SPÓDNICA – H&M

BUTY – Adidas

OKULARY – Ray ban

TOREBKA – Sabrina Pilewicz

Jestem Egoistką

 

IMG_5362

To była druga droga, pełna dziur i innych przeszkód. Potykałam się o nie często, upadałam nieraz, ale zawsze wstawałam. Strzepywałam piach z obtartych kolan, wycierałam mokre od łez policzki, przyklejałam uśmiech numer 5 i szłam dalej. Mimo wielu porażek, niewłaściwych wyborów, zadry w sercu, nie poddawałam się. Rezygnacja to nie jest moje ulubione słowo.

Często słyszałam: „Ustąp, bądź mądrzejsza”, „nie rób tak, to nie wypada”, „bo tak nie wolno”, „daj sobie z tym spokój”, „czy to takie ważne??? „. Tłamsili mnie i przygniatali, z dnia na dzień coraz bardziej, zabijając powoli i boleśnie –  dorośli. Wtedy nie miałam siły powiedzieć NIE. Nie miałam odwagi. A może nawet im wierzyłam, bo ustępowałam lat wiele, stawiając innych przed sobą, ich potrzeby, ich plany i ich marzenia. Oni byli ważniejsi, a ja, podobno, byłam mądrzejsza.

Przeprowadzka do dużego miasta, opuszczenie własnego pokoju, przejście w dorosłość pokazało mi, jak bardzo się Ci dorośli mylili. I nie, to olśnienie, ta prawda oczywista wcale nie pojawiły się wraz z napisem Warszawa Centralna. Ten proces trwał sobie, pomału pokazując mi prawdziwe życie, obdzierając do nagości moich znajomych, przyjaciół prawdziwych i udawanych i świat cały. Byłam główną bohaterka tego przedstawienia. Dałam sobie czas tak bardzo mi potrzebny, poznawałam siebie od nowa, łapałam najmniejsze sygnały i układałam je powoli, tworząc puzzle na miarę Guinnessa.

Te lat naście bycia słoikiem pokazały mi i udowodniły razy wiele, że mam zdolność obserwacji otoczenia, wyłapywania drobnostek, które łączę w całość, wciąż tworząc swoją układankę. Znam moich prawdziwych przyjaciół i doskonale wiem, kto tylko gra rolę mojego przyjaciela. Wiem od dawna jaka jestem, czego pragnę, czego potrzebuję, a co kompletnie mi nie leży. Wiem kiedy mogę ustąpić a kiedy będę walczyć do upadłego. Stałam się egoistką i tak cholernie dobrze mi z tym, że wcale nie mam ochoty udawać, ze jest inaczej. Stałam się egoistką nie przez, ale dzięki innym. Dzięki nim wiem, że bycie egoistką jest fajne, że tak się lepiej żyje, że człowiek jest szczęśliwszy a ewentualne rany nie bolą mocno i goją się szybko. Nauczyłam się egoizmu późno, ale w miarę wcześnie by cieszyć się życiem i wiem, że stanę na głowie by przekazać go Sue.

Mój egoizm to nie chytrość i nie znieczulica. Proszę tego nie mylić i nie wkładać w te same tabele. Do tego mi daleko. Pomagam często, zawsze kiedy się da. Zawsze z Sue by widziała i się uczyła. Rozmawiam, tłumaczę, nic nie ukrywam. Unicef, Szlachetna Paczka, Kup Misia, mecz Tvn to tylko nasza mała kropla. Pomagać muszę tak jak Chodakowska musi ćwiczyć, to są moje endorfiny.

A mój egoizm to mój czas, moje potrzeby, moje pasje, moje NIE. Niby takie proste, takie oczywiste a jednak dość długo błądziłam po bocznych uliczkach, które za nic nie chciały doprowadzić mnie do trasy głównej. Ale jestem, wreszcie trafiłam, znalazłam swoją autostradę życia. Jestem szczęśliwa. Spełniam się. Realizuję swoje marzenia, uczę się swoich pasji. Poświęcam część czasu sobie, bez problemu mówiąc „nie” innym. Bo jestem tak samo ważna jak Ty, tak samo ważna jak moja córka, tak samo ważna jak mój mąż. Moje pasje i moje sprawy nie są mniejsze i mniej ważne od Twoich. Daję czas córce, jeżdżąc z Nią na zajęcia dodatkowe, daję czas mężowi gdy gra na gitarze, i daje czas sobie. Bez wyrzutów sumienia, bez oglądania się na innych, bez myślenia, że może trzeba gary umyć lub wannę wyszorować. Już bez problemu mówię córce: „Potrzebujesz czegoś? Godzinę będę ćwiczyć i nie możesz mi wtedy przeszkadzać”, już bez problemu „pozwalam” mężowi odkurzyć czy gary pozmywać. Nauczyłam się, uffffff.

Teraz przekazuję tę mądrość Sue. Nie chcę by Ona tak długo błądziła. Pragnę z całą matczyną miłością by czuła się ważna tak samo jak koleżanka, by umiała walczyć o swoje, by wiedziała, że nie zawsze trzeba ustępować. Pokazuję, że Jej potrzeby są tak samo ważne, ale nie zawsze najważniejsze. Pokazuję, że trzeba spełniać swoje marzenia, że trzeba poświęcać czas sobie i że Jej musi być w życiu wygodnie. Jeśli będzie szczęśliwa to szczęście będzie dawać innym. Proste.

Te naście lat bycia słoikiem, to życie w dużym mieście, wieczne przebywanie w tłumie i mus wiecznego przebijania się  pokazały mi, że ludzie są różni. Często bez skrupułów, bez mrugnięcia okiem jadą po Tobie nie patrząc na Twoje uczucia. Nie narzekam, wręcz przeciwnie. Jestem wdzięczna losowi, że rzucił mnie gdzie rzucił. Tu dostałam kilka lekcji, które otworzyły mi oczy i stworzyły na nowo. Dla nich jestem słoikiem, dla mnie tu jest mój dom. Oni mają z tym problem, a ja jestem egoistką i jestem szczęśliwa. I dobrze mi z tym. Proste.

” A skąd przyjechaliście” – spytał nas taksówkarz w Krakowie

” Z Warszawy”, odpowiedziałam, ” Mamy wysiąść?” – spytałam z żartem

” Nie, wie Pani, nieważne skąd jesteśmy, ważne jakimi jesteśmy ludźmi”

IMG_5266

 

IMG_5305

 

IMG_5389

 

IMG_5392

 

IMG_5406

 

IMG_5422

 

IMG_5473

 

IMG_5546

 

IMG_5549

 

IMG_5592

 

IMG_5235

 

IMG_5239

 

IMG_5251

 

IMG_5272

 

IMG_5508

 

BLUZKA – H&M

SPODNIE – Emoi

BUTY – H&M

 

My Monday Look – Polish Girl

 

IMG_9190

Są takie zestawy, które siedzą mi w głowie i siedzą, i za żadne skarby nie chcą się zmyć. Tak właśnie było w tym przypadku.

Spódnicę RISK odkryłam jakiś czas temu, zakochałam się w sekundzie. Przed zakupem powstrzymywał mnie tylko fakt, że Sue jest z tych chudszych i wolałam Jej spódniczkę wcześniej przymierzyć. Gdy na Mustache yard sale zobaczyłam stoisko Risk, wiedziałam, że długa spódnica jest już w domu. Cudo, cudo i jeszcze raz cudo.

Koszulka z orłem. Przedstawiać raczej nie trzeba, zachwalać też nie. Ja kocham, uwielbiam, ubóstwiam, rozpływam się w zachwycie. MISZCZ !!!!!!!!

No i właśnie te dwie perełki, połączone razem, tak siedziały mi w głowie, że powstrzymać się nie mogłam. Do tego kapelusz, cudne bransoletki od La Mia Collection i o to właśnie mi chodziło 🙂

 

IMG_9206

 

IMG_9225

 

IMG_9250

 

IMG_9258

 

IMG_9271

 

IMG_9298

 

IMG_9317

 

IMG_9321

 

IMG_9341

 

IMG_9382

 

IMG_9495

 

IMG_9374

 

IMG_9559

 

IMG_9564

 

IMG_9606

 

IMG_9661

 

IMG_9706

 

IMG_9715

 

IMG_9719

 

KAPELUSZ – Zara

BLUZKA – Robert Kupisz

SPÓDNICA – RISK made in warsaw

BRANSOLETKI – La Mia Collection

BUTY – H&M