Tak To Się Zaczęło…..

Siedzę, a ze mnie leci i leci i leci i przestać nie chce. Ja jeszcze zaspana, a może nawet jeszcze śpię, więc siedzę dalej, w ogóle nie kumam, że już dawno powinnam skończyć. Po chwili dochodzę do siebie a do mnie dochodzi, że chyba jednak za długo jestem w toalecie. Ale gdzie tam, przecie jeszcze tydzień do terminu, co prawda modliłam się kilka razy dziennie przez 9 miesięcy, że ja chcę przed terminem i niespodziewanie, ale że to naprawdę działa??? Kiepsko, myślę, miał byc poród w spokoju, bez informowania rodziny, a tu akurat mamuśka moja nas odwiedziła. Kiepsko. No ale wołam Ją, w sumie to normalne, że dziecko matkę woła:
– Mamoooooooooooooooo!!!!!
– Tak????
– Chodź na chwilę
– No, co chcesz??? Pyta w drzwiach
– Mamo, bo ja tak siedzę, a ze mnie leci cały czas, myślisz, że to wody mi odchodzą???
Przerażenie 1000000000000000000000. Odwraca się, nawet nie spojrzy na mnie, łapie się za głowę i biega w kółko:
– O Boże, przecież prosiłam nie przy mnie, o kurwa, nie ja muszę iść zapalić, o Boże jak ja się zdenerwowałam……do biegu, krzyku i lamentu dochodzi płacz…..a ja siedzę. Przestało. Wstaję więc i matulę uspokajam.
-Dobra, uspokój się, fałszywy alarm
Widzę ulgę, przerażenie z Niej uchodzi, serce już się uspokaja, głośny oddech i w tym momencie BUM, chlusnęło. Matka zaczyna od nowa, przecie to już pewne, nikt wątpliwości nie ma. Mówię więc do sprawcy, niech się w końcu poczuje, że jechać musimy, że ja rodzę. A ten na luzie do łazienki idzie, maszynkę pod prąd podłącza i golić się zaczyna. Gubię się. Nie wiem kto zaraz bardziej zwariuje. Ja czy Oni. Matula na balkonie pewnie z 20 już wypaliła, chociaż wciąż się dziwię, że dała radę z tymi trzęsącymi się rękami, a On się goli, bo uwaga: „Ja taki nieogolony dziecka na świat nie przyjmę”. To siadłam se i czekam, aż Ta się wybiega a Ten ogoli. Przecież ja tylko rodzę….luz

Osiemnaście godzin później:
– Ooooooooooooooo, ale będzie chłopaków wyrywać.
Nie wiem o co im chodzi, padnięta jestem, troszku mam prawo. A One podchodzą za chwilę i uśmiechnąć się każą. Ostatkiem sił wykonujemy jakiś grymas.
– A, po ojcu!!!!
– Ale co???
Już chyba zaczynam się denerwować ( tylko nie nos, tylko nie nos, tylko nie nos, proszę!!!!! )
– No dołki ma po ojcu
Uffffffff 😉

Z milion razy zastanawiałam się, jak będzie ta chwila wyglądać. Napisałam najlepszy scenariusz ever, normalnie Oscar gwarantowany, a wyszło….. ach, jak zawsze. Tak zwyczajnie. Bo co mieliśmy niby zrobić? Postawiliśmy nosidełko na przedpokoju i się patrzymy, jak dwa wariaty. Małe to takie, nie chodzi, nie płacze, nie jęczy, nic nie chce, śpi. A co ja mam zrobić?? Pranie wstawić, herbaty się napić? Dezorientacja. To Ją do łóżeczka włożyliśmy i tak się patrzymy, jacyś tacy zdziwieni. Bo co teraz??

A teraz mija osiem lat. Różnych lat. Był śmiech i łzy. Wygłupy i dąsy. Spokój i kłótnie. Komedia, dramat i kino familijne w jednym. Teraz chodzi, biega, skacze, śpiewa, gada, wszystko jednocześnie. Uwierz mi na słowo, da się. I mimo tego, że czasem mi ręce opadają, że brakuje odpowiedzi na Jej ciągłe pytanie, że mam chytry plan do radia Ją wysłać, niech tam się nagada, już nawet niech nie płacą, za darmo będzie paplać, to wiem, ze jest dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy. Jest fajnie, na wariackich papierach, dokładnie tak, jak się zaczęło 🙂

 

 

 

 

 

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


dwa × = 12