Trudne Wybory Małżeńskie

Niedziela. Późne południe. Ikea. Wyjątkowo jak dla nas, bo unikamy takich miejsc w weekendy, ale wiecie, mama przyjechała i czegoś tam potrzebuje, to pojedziemy. Wyjątkowo też miejsce parkingowe znajdujemy, dla rodzin z dziećmi, tuż przy wejściu. Fuks taki, że warto o tym wspomnieć. W środku tłumnie, gorąco i głośno. Mamy obrany cel, więc staramy skupić się na nim. Moją uwagę jednak przerywa co chwila coś innego. Nie, że podsłuchuję, słyszę tak normalnie, inaczej się nie da.
Kłócą się na potęgę. Już od wejścia ciśnienie sobie podnoszą, mimo zaleceń lekarza ofkors. Ona chce po schodach, wiecie, tak zdrowiej, on wybiera windę. Kilka minut stracone na przepychanki słowne. Śmieszne to trochę, bo przecie po co się sprzeczać o takie głupoty. Nie wiem jaki jest finał, bo idziemy dalej, do celu, schodami 😉 .
Już przy samym wejściu na górę, następni. Ona stoi naburmuszona, kurczowo trzyma wózek z dwoma kocami w środku. On stoi obok, lekko już chyba zrezygnowany
On: „ No chodź, proszę cię „
Ona: „Nie”
On: „no weź, chodź, czasu nie mamy”
Ona: „Nie”
On: „Chodź”
Ona: „Nie”
On: „I co będziesz tak tu stała???”
Nie wiem jak dla niej, ale dla mnie głupio tak trochę.
Dalej nie słyszałam, ale w sumie ciekawe czy dalej stoi?????
Daleko iść nie musiałam.
On: „Tam były”
Ona: „Nie, mówię ci, że tam”
On: „Nie, tam są kuchnie, a my musimy tam”
Ona: „Ja idę tam, a ty rób sobie co chcesz”
Śmiem twierdzić, że pewnie najchętniej by się zmył do domu, kto myślał w niedzielę się po Ikei szlajać. Wzdycha głośni i idzie……za żoną.
My też idziemy. Dalej, do celu. Na szczęście się nie kłócimy 😉
Po drodze sprzeczki mniejsze i większe. Co chwila. Kłócą się chyba na każdym dziale i przy każdej świeczce. Takie trudne wybory małżeńskie. Na sam koniec, już przy kwiatkach. Ona zachwycona, w swoim żywiole. Wybiera, przebiera, widać, że w głowie jej dymi. Czy te świeczki pasują, a te kwiatki??? Ta doniczka czy ta???? Dokłada do wózka, wyjmuje, zmienia. Biedna, zdecydować się nie może. On stoi oparty o wózek, już w pół zgięty. Chyba sił już chłopu brakuje. Patrzy i nie wierzy. Mam chwilę postoju to se obserwuję, bo ja lubię ludzi czytać. Łapię się na tym, że już nawet się uśmiecham, bo sytuacja lekko śmieszna, tak z boku stojąc. Z jednej strony babkę rozumiem, uwielbiam dział ze świeczkami, z drugiej strony jestem za chłopem, bo ja z tych zdecydowanych i szybko podejmuje decyzje zakupowe, więc i mnie takie motanie pewnie by rozzłościło. Nie dziwię się więc, że wreszcie chłop głos zabiera i każe się ukochanej pospieszyć. Ona mówi, że jeszcze chwilka, że już kończy, po czym znowu wyjmuje, wkłada, zmienia, myśli. On znowu ją ponagla, mówi, „weź tę”, a ona chyba w gust jego nie wierzy, waha się. On znowu, już głośniej, już wyprostowany, bierze z jej ręki sztuczną roślinkę w doniczce, wkłada do wózka i mówi, że już. Ona nie, kwiatka wyjmuje i idzie wymieniać. Gdy odchodzimy słyszę już tylko : „Co za babsko!!! „. I znowu się chłop o wózek opiera.
I takie mnie myślenie naszło. Paczemu te kłótnie zakupowe mają służyć. Bo przecie kłócą się wszędzie. Przy wyborze mebli, kafelek i pewnie przy rajstopach też, bo się kobita zeźli, że jej mąż pomóc nie chce, a to przecie logiczne, że gdyby kochał, gdyby mu naprawdę zależało to by pomógł. A o nie pomaga, bo po pierwsze rajstopy mu setką koło, wiecie czego, latają. Po drugie biedak nie wie ani co to klin, ani tego, że grubość w rajstopach ma jednak znaczenie. Jaką on więc ma decyzję podjąć?? Stoi spokojnie z boku i czeka, nieświadomy tego, że go zaraz szanowna małżonka zdrowo opieprzy i o brak miłości posądzi. Taki lajf.
I zastanawia mnie jedno czy to my zdrowo przesadzamy, czy to oni w ogóle nie wiedzą jak z nami na zakupach postępować????

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


+ sześć = 8