W Biegu

Pamiętam czas, gdy zaraz po skończonym macierzyńskim wróciłam do pracy. Z jednej strony szczęśliwa, bo wyjdę do ludzi, bo zarobię, bo coś będę robić. Z drugiej rozżalona, myśl, że coś mi umyka nie dawała mi spokoju. I mimo tego, że z Sue siedziała babcia, że opieki lepszej sobie wymarzyć nie mogłam, ten głos gdzieś we mnie siedział. Byłam rozbita. Pamiętam jak wracałam po pracy do domu. Chciałam robić wszystko. Ogarnąć mieszkanie, poprać, poprasować, spędzić czas z Sue, pobyć z mężem, ze znajomymi i jeszcze zrobić coś dla siebie. Tak, chciałam robić i robiłam dosłownie wszystko. A w efekcie nie robiłam nic, jedno wielkie zero. Z dnia na dzień robiłam się coraz bardziej sfrustrowana. Ja, zawsze aktywna, nie lubiąca tracić czasu pewnego dnia siadłam i się popłakałam. Dosłownie. Płakałam jak mała dziewczynka. Nad stertą prasowania, nad bałaganem, nad niespędzonym czasem z córką.

I właśnie wtedy, w tym całym rozgardiaszu pojawiła się Ona, Anthea Turner, angielska perfekcyjna. Oglądałam jej program z uwielbieniem, notując skrupulatnie każdą nowinę, która mogła mi pomóc w prowadzeniu domostwa. W jednym z odcinków perfekcyjna wspomniała o grafiku. Przedstawiła go na dużej tablicy. Każdy dzień tygodnia, w każdym coś wypisane, wszystko uwzględnione, nawet odpoczynek. Wzięłam kartkę, długopis. Siadłam i wypisałam wszystko co chcę i co muszę robić. Następnie porozkładałam to równo na sześć dni w tygodniu, zostawiając sobie jeden dzień na błogie #nicnierobienie i tak powstał pierwszy mój w życiu grafik. Grafik, który opanował mój życiowy rozgardiasz.

Pierwsze dni nie były łatwe. Ciężko było mi przyzwyczaić się, że dziś „muszę” posprzątać łazienkę i wyprasować, a tak bardzo mi się akurat dziś nie chciało. Jednak tak jak mówiła Anthea, na początku zwyczajnie się zmuszałam. Chcesz mieć poukładane w życiu, to rusz cztery litery i nie marnuj czasu. Nic się samo nie wydarzy. Proste. Z dnia na dzień było coraz łatwiej. Jakoś wtopiłam grafik w życie. A pewnego dnia siadłam i zdziwiona zauważyłam, że wszystkie punkty są odptaszkowane a do końca dnia jeszcze trochę czasu zostało. Od tamtego dnia wszystko toczyło się płynnie. Spełniałam się w każdej mojej roli i w każdej czułam się szczęśliwa. Miałam czas na obowiązki i na przyjemności.

Potem wróciłam do pracy z nienormowanym czasem pracy. Czyli pracowałam np. 2 całe dni, do późnych godzin a potem 2 miałam wolne, pracowałam również w weekendy. w zależności jak dogadałam się z koleżanką.  Wtedy musiałam zmienić grafik, przystosować go do obecnej pracy. Znowu trochę czasu zajęło mi by wszystko ze sobą pogodzić, ale tak jak za pierwszym razem, dałam radę. Bo jak mówiła perfekcyjna, grafik da się dostosować, jeśli tylko się chce.

Od tamtej pory, a minęło lat już z sześć, żyję z grafikiem. Czasami zdarza się, gdy poczuję się pewna i taka ogarnięta, że grafik zawieszam, ale zawsze do niego wracam. Bo gdy zacznie się odpuszczać raz i drugi to system się wali. Później ciężko się wraca, dlatego wolę już nie ulegać chwilom słabości.

Wszystko ładnie i pięknie, ale przez ten czas brakowało mi w sumie jednego, idealnego organizera. Kilku kartek odpowiednio podzielonych, które pomogłyby mi idealnie grafik prowadzić. Wszystkie kalendarze, które przeglądałam i które końcem końców kupowałam, rzadko kiedy się sprawdzały. Zawsze czegoś im brakowało. Aż tu proszę, po tylu latach poszukiwań, znalazłam coś idealnego dla mnie, organizer Design your life.

Super przemyślany zeszyt. Każda karta podzielona, na plan godzinowy lub zadaniowy, sama wybierasz przy zamówieniu. Ja wybrałam plan godzinowy i wreszcie mam idealny organizer dla mnie. Miejsce na cały plan dnia, na rzeczy do zrobienia, na priorytety, na notatki i nawet na jadłospis. Już nie muszę zapisywać rzeczy pod skosem, na dole, na górze czy z boku kartki a potem oczopląs i trudne do rozczytania notatki. Teraz wszystko ładnie, czytelnie, na miejscu. Dodatkowym plusem są kartki z planami miesięcznymi i tygodniowymi a także brak dat, czyli zaczynasz prowadzić swój organizer kiedy tylko chcesz. Organizer jest biało-czarny, zero kolorów i udziwnień. Na początku pomyślałam, że jest trochę smutny i taki jałowy, ale już po kilku dniach prowadzenia uważam, że to duży plus. Dzięki minimalizmowi moje kolorowe karteczki i zakreślacze są idealnie widoczne.

Wiem, że ktoś może pomyśleć, nie pracuje zawodowo to się wymądrza, ale to nie znaczy, że nic nie robię. Wręcz przeciwnie, wiecznie gdzieś biegnę, cały czas coś zaplanowane coś do zrobienia. Pracowałam w systemie ośmiogodzinnym, pracowałam w zmianowym i nie pracuję zawodowo. I paradoksalnie teraz jestem najbardziej zabiegana i mam najwięcej rzeczy na głowie.Wiecie, czasami szłam do pracy by odpocząć 😉

Moja koleżanka śmieje się, że może zapiszę się jeszcze do harcerstwa i na scholę, a moja mama kilka dni temu zapytała się mnie, czy jeszcze nie gubię się w tych wszystkich zajęciach dodatkowych Sue. Nie ma się co śmiać, dzięki dobrej organizacji, grafikowi i design your life jakoś daję radę 🙂

A Ty masz jakieś sprawdzone sposoby na dobrą organizację ?????

 

IMG_0488

 

IMG_0490

ORGANIZER – Design your life

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


− 2 = siedem