Właściwa Ścieżka

Na Starówce jak zwykle pełno ludzi. To miejsce chyba nigdy nie śpi. Tu tętni życie, bez względu na porę dnia czy roku. Mijamy się, całkiem obojętnie, za dużo nas by zwracać na siebie uwagę. Chociaż ja uwielbiam obserwować ludzi, wiercić ich wzrokiem, prześwietlać, analizować. I w tym tłumie wyłapują ją. Stoi oparta o murek, ze wzrokiem wbitym w ziemię, ubrana zdecydowanie za ciepło, mocno ściska brudnego już misia. Przykuwa moje spojrzenie na dłużej, zwalniam. Znam to miejsce. Tu spotykają się narkomani. Jej nie powinno tu być. Zwłaszcza z tym kolesiem mocno starszym od niej i zniszczonym, na własne życzenie. Ona ma z 14 lat, może rok więcej lub rok mniej. Obojętnie. Zdecydowanie za mało by tu być. Podnosi głowę. Jej puste oczy mnie przerażają, takie zagubione, wołające o pomoc. Bezskutecznie. Czuję, że moje serce przyspiesza. Łapię Sue za rękę, pewnie lekko za mocno, ale nic na to nie poradzę.

  • Widzisz ją ? – pytam męża
  • Tak
  • Boję się.
  • Wiem, ja też.

Wystarcza nam, by się zrozumieć. Mamy takie same priorytety w życiu, idziemy tą samą ścieżką. Ale czy to nam pomoże, czy wystarczy? W takich momentach jak ten nachodzi mnie masa wątpliwości i ogarnia przeokrutny strach. Strach, o moje dziecko, o Jej przyszłość, Jej życie.

Zrezygnowałam z pracy w najmniej odpowiednim momencie. Nasze finanse wisiały na włosku, ledwo starczało do pierwszego, a czasem i nie starczało. Było ciężko, bardzo. I mimo tego, że miałam wiele nocek, podczas których nie mogłam zasnąć z nerwów, i wiele dni pełnych niepokoju, gdzie ze strachem zaglądałam na konto, wiem, że podjęłabym taką samą decyzję jeszcze raz. Nigdy nikomu się nie skarżyliśmy, nigdy nie mówiliśmy, że nie mamy kasy, bo dla nas ten wspólny czas, te chwile, które mogłam poświęcić córce, widzieć Jej rozwój,  były najpiękniejsze i wynagradzały wszystko.

Od samego początku byliśmy mocno zakręceni na punkcie czasu, nie liczyło się dla nas nic, tylko chwile, które mogliśmy spędzać razem. Nie mieliśmy ich dużo, ale cieszyliśmy się każdą, jaką podarował nam los. Do tej pory kładziemy mocny nacisk na wspólne chwile, i mimo tego, że nastały czasy, kiedy bardzo zaczynają liczyć się koleżanki, my nie odpuszczamy. Głęboko wierzymy, że w wychowywaniu to właśnie czas odgrywa kluczową rolę. Te chwile spędzone razem, na rowerze, na spacerze, wspólnym posiłku czy grając w gry planszowe lub urządzając wieczór kinowy. Pomysłów jest wiele. I obojętnie co wybierzemy, ważne, że robimy to razem.

Zawsze też trzymamy się tego, by na wszystkie pytania Zu odpowiadać szczerze, to podstawa by córka nam zaufała i by to zaufanie utrzymać. Bo nie sztuką je zdobyć, jako rodzice dostajemy je chyba w pakiecie, sztuką jest to zaufanie budować i sprawić, by ta budowla nie runęła, bo mimo tego, że na budowlance się nie znam, to myślę, że taki budynek ciężko odbudować, a nawet jak się uda, to zawsze gdzieś tam z tyłu głowy będzie myśl, że tu grunt nie jest zbyt pewny. Dlatego nie opowiadam córce bajek dziwnych i niestworzonych historii, zawsze normalnie odpowiadam na Jej pytania, przecież dziecko to też człowiek, zrozumie, wystarczy odpowiedź do wieku dostosować. Nie mamy trudnych pytań i wstydliwych tematów. Rozmawiałam już z córką na temat seksu, rodzenia dzieci, narkotyków i homoseksualizmu. Normalnie, tak by zrozumiała, na teraz Jej wystarczy, chociaż myślę, że temat powróci. I naprawdę marzę, by chciała o tym rozmawiać ze mną. W ten sposób mogę Jej udowodnić, że zawsze może na nas polegać, że bez obaw może przyjść do nas z każdym problemem. A to dużo, prawda?

Nie odsyłamy Jej „na później „ nie zamiatam problemów pod dywan, a tym bardziej nie pozwalam, by sama borykała się ze swoimi kłopotami. Być może, a nawet na pewno, są one dla nas mocno śmieszne. Przy tych naszych problemach wypadają naprawdę blado, ale dla Niej to pewnie wielka tragedia. Staramy się, jak tylko to możliwe, postawić na Jej miejscu. Słuchamy, wspieramy, stajemy się oparciem. Rozumiemy i nie wyśmiewamy. Jesteśmy dla Niej. Musi to wiedzieć i czuć.

Poszliśmy dalej, mocno trzymając się za ręce. W ciszy, bo przy takich obrazkach mówić się nie chce. Pogrążyliśmy się we własnych myślach, chyba mocno analizując, jaką obrać drogę. Czy ścieżka, którą idziemy jest właściwa. Obejrzałam się jeszcze kilka razy. Nie wiem po co. Może myślałam, że przez te kilka sekund coś się zmieni? Miałam ochotę do niej podejść, mocno nią potrząsnąć, uświadomić i dać nadzieję, że może więcej, że jeszcze nie jest za późno, że być może ktoś gdzieś na nią czeka i się martwi. A co jak nie? Nie wiem co pchnęło ją w tym kierunku. Co, kto, gdzie popełnił jakiś błąd, który zaprowadził ją tam, gdzie być jej nie powinno? Wiem tylko, że cholernie było mi przykro patrzeć się na nią. Długo o niej myślałam, mocno zapadła mi w pamięć. Będzie już z rok. A ten obrazek powraca do mnie co jakiś czas, jak przypomnienie. A ja chcę wierzyć, że z nią wszystko w porządku. I chcę wskazówkę, jak iść, co robić, by nie zbłądzić, by spokojnie i bezpiecznie puścić dziecko w świat. Macie jakieś?

girl-101690_640

 

Share This Story

STREFA MAMY

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


× 8 = osiem