Wszyscy Jesteśmy Próżni

Byłam dziś kupić książki do szkoły. To naprawdę niesamowite, jak ten czas szybko leci. Zakończenie roku szkolnego jest jeszcze ciepłe w mojej pamięci. Doskonale pamiętam tamte dni. Szkarlatynę Sue, pakowanie na wakacje, radość ze zbliżających się wolnych dni i niesamowicie dumną Sue, gdy z nagrodą w ręku wróciła z zakończenia roku. Wtedy te wakacje wydawały się takie długie. 2 miesiące, tyle dni, tyle wolnego, tyle radości. A tu już końcówka. Przed nami ostatni wypad nad jezioro na kilka dni, a po powrocie dalsze kompletowanie wyprawki. Już myślę o szkole, o nauce, o układaniu zajęć pod Sue, o obowiązkach. Z jednej strony smutno mi, fajne były te wakacje, intensywne, pełne przygód i dla mnie uszczypnęło się trochę wolnego. Z drugiej strony brakuje mi tego czasu pełnego zajęć, biegania, obowiązkowości, obserwowania małej, jak fajnie się rozwija, jak idzie do przodu, jak wiele się uczy.

Kiedyś pisałam o tym, że Sue zaczęła szkołę rok wcześniej. Była to nasza decyzja, mocno przemyślana, obgadana z paniami w przedszkolu, z psychologiem. Od początku, mimo naprawdę sporych trudności w nauce, w ogóle nie żałowaliśmy naszego wyboru. Z dnia na dzień widzieliśmy, jak nasze dziecko się rozwija, jak wiele się uczy, jak idzie do przodu. Wiem, że włożyła w to ogrom pracy, masę poświęceń, dużo łez i trochę nerwów. My też. Nasz czas był podporządkowany głównie pod córkę. Wymienialiśmy się przy lekcjach, uczyliśmy Ją w każdej wolnej chwili, wykorzystując każdy moment, by przez zabawę czy rozmowę przekazać i nauczyć Sue więcej. Nasze wysiłki przynosiły efekty. Widzieliśmy to my, widziała i wychowawczyni Sue. Dla mnie Jej pochwały znaczyły naprawdę dużo. Znała córkę od początku, widziała na jakim poziomie zaczęła szkołę, jak wypadała na tle innych dzieci. Dlatego Jej pochwały sprawiały, że robiło mi się ciepło na serduchu a oczy lekko się szkliły. Duma, tak to się nazywa. My nie spoczywaliśmy na laurach. Rozmawiałam z nauczycielką co jakiś czas, wypytując o rzeczy, które córka już ogarnęła a nad którymi musimy popracować. Jej słów i uwag nigdy nie traktowałam jako ataku, bardziej jako cenną radę doświadczonej nauczaniem osoby. Jej spostrzeżenia i nasza praca przynosiły wspaniałe rezultaty. Na koniec pierwszej klasy usłyszałam masę pozytywnych słów, o Sue i o nas, rodzicach. Tak, nasza praca, zaangażowanie też zostały dostrzeżone. To ważne, by pamiętać, że za sukcesami dzieci stoją też rodzice, nasz czas, nasze poświęcenie i nasze, bardzo często, zszargane nerwy. Te chwile, nie zawsze miłe, idą w zapomnienie kiedy dostajesz pochwałę.

Przed drugą klasą miałam małego stracha. Wiedziałam, że będzie to intensywny czas i naprawdę sporo nauki. Tak jak w przypadku klasy pierwszej, tu również pojawiały się małe kryzysy. Łzy i nerwy towarzyszyły za każdym razem, gdy mała czegoś nie rozumiała. Muszę przyznać, że trafiła nam się naprawdę ambitna i uparta sztuka. To się przydaje, ułatwia pracę rodzicom, przynajmniej odpada nam nawoływanie i namawianie dziecka do nauki. Uff, zawsze to lżej. Druga klasa była naprawdę intensywna, zdarzały się dni, kiedy ledwo wszystko ze sobą wiązaliśmy. Nauki było sporo a poziom nauczania był naprawdę wysoki. Zdarzały się zadania, nad którymi i ja czasem się zastanawiałam. Tak samo było w przypadku sprawdzianów, gdzie, zdaniem nauczycielki, niektóre zadania powinny być skierowane dla klasy 3. No, ale co nas nie zabije, to nas wzmocni. Poszło. Dodatkowo to był też czas, kiedy naukę zostawiliśmy tylko Sue. Nie wtrącaliśmy się w Jej lekcje i Jej plecak. Zostawiliśmy sobie sprawdzanie już odrobionych zadań a do plecaka zaglądałam raz na jakiś czas. Zdarzały się dni, kiedy Sue przypominała sobie o jakiejś pracy domowej późnym wieczorem i prosiła mnie o pobudkę bardzo wcześnie by mogła to zrobić. Tak, były dni, że na Jej własne życzenie budziłam Ją o 6 i odrabiała zapomniane lekcje. Były też takie chwile, kiedy szła do szkoły bez piórnika, ćwiczeniówki lub długopisu. Te wszystkie sytuacje dawały Jej kolejną lekcję, co zdecydowanie w ogólnym rozrachunku wychodziło na plus. Tak, teraz, kiedy mamy to już za sobą i gdy na spokojnie sobie wszystko przypominam i analizuję, muszę przyznać, że nie był to lajtowy czas, zwłaszcza dla Sue. Ona na pewno to odczuła. Ale muszę to przyznać.

PORADZIŁA SOBIE ZNAKOMICIE.

W naszej szkole dyrekcja zdecydowała, że w drugich klasach nagrody dostanie tylko 10 osób z każdej klasy. To taki przeskok, bo w klasach pierwszych książki dostali wszyscy. Tu natomiast, mieli zostać wyróżnieni najlepsi uczniowie. To chyba też taki czas, kiedy dzieciaki zaczynają ze sobą rywalizować, kiedy spoglądają na innych, kiedy się porównują. Czy to dobre? Sama nie wiem. Pewnie jak wszystko, ma swoje plusy i minusy. Jedno jest pewne. Rywalizacji nie unikniemy. Była, jest i będzie. Grunt by nauczyć dzieci rywalizować zdrowo, pokazać że rywalizacja może pomóc się rozwijać, uczyć nowych rzeczy, dawać kopa do działania. Uświadomić dziecku, że poznawanie i uczenie nowych rzeczy może być naprawdę fajnie i interesujące. Łapać chwilę, kiedy dziecko wykaże się nową umiejętnością i chwalić głośno i często „Super, a pamiętasz, jeszcze miesiąc temu nie umiałabyś tego przeczytać „ Dla nas to nic, ale dla małego szkraba takie słowa znaczą wiele i powodują, że dziecko chce więcej i więcej. Takie małe triki stosuję cały czas przy Sue i widzę, że na Nią działają strasznie, pieszczą Jej ego, dają uśmiech i dumę.

Czy Sue zakończy drugą klasę z nagrodą, nie wiedzieliśmy do momentu wręczania książek. Wiem, że córka się lekko denerwowała, bo sama nie była pewna. Raz wymieniała wszystkich, którzy Jej zdaniem zostaną wyróżnieni, łącznie z sobą, innym razem siebie nie wymieniała. Na zakończenie roku poszła lekko niepewna, ale po powrocie już mówiła „ Oj, wiedziałam, że dostanę nagrodę „ . Nie będę ukrywała. Duma i radość mnie roznosiły. Nie sposób mi opisać, jak bardzo się cieszyłam, jak moje serce się radowało na widok dumnej i szczęśliwej Sue. To było idealne zakończenie Jej ciężkiej pracy, wyrzeczeń, chwil zwątpienia. Przysłowiowa wisienka na torcie.

Ostatnio rozmawiałam z koleżanką, której córka zacznie teraz drugą klasę. W pewnym momencie mówi do mnie, że nie zależy Jej, by córka zdała z nagrodą. Mówię do Niej: „ Nie wierzę Ci. Każdemu zależy na nagrodach. Mi, Tobie, wszystkim. Ty za ciężką pracę chcesz dostać nagrodę i jest ona dla Ciebie kopem do działania i łechcze Twoje ego. Normalne. Jak się odchudzasz, to nagrodą dla Ciebie są stracone kilogramy i dodatkowo w nagrodę kupujesz sobie nową, mniejszą bluzkę. Poczytaj sobie o motywacji. Co chwila piszą i mówią by się nagradzać, rozpieszczać, bo zwyczajnie, to działa. Jesteśmy próżni. Mnie ucieszy nowa torebka lub książka, Ciebie np. nowe buty lub garnek. Nieważne. Ważna jest nagroda. Tak samo jest u dziecka. Jeśli się przykłada do nauki, chce się rozwijać, to nagrody je tylko napędzają i dają chęci do dalszej nauki. Nie wierzę nikomu, kto mówi, że nie zależy mu na nagrodzie dla dziecka”. Posłuchała, pomyślałam i na koniec przyznała mi rację. Mówimy, że nam nie zależy, w obronie, by później łatwiej nam było skryć przykrość i rozczarowanie. Każdy z nas chce by jego dziecko zostało uznane za lepsze lub najlepsze, by zostało doceniane. Taki rodzicielski wybryk.

Nie wiedziałam czy Sue dostanie nagrodę, wiedziałam natomiast, że sami kupimy Jej coś, w nagrodę za pracę jaką włożyła w naukę. My to widzieliśmy. Musieliśmy to docenić i nagrodzić. Sue zaczynała szkołę na najniższym pułapie. Była najmłodsza i najgorsza w klasie. Przepaść między Nią a dziećmi styczniowymi była naprawdę duża. Na zakończenie roku, gdy nauczycielka wyczytała Sue z książką w ręku, powiedziała,że jest Ona dla Niej największym zaskoczeniem. Nigdy nie sądziła, że ta mała tak bardzo wszystko nadgoni. Dobrze, że na zakończenie roku poszedł tata, bo ja pewnie bym się poryczała.

To było naprawdę cudowne uczucie zobaczyć taką zadowoloną córkę. Cudownie się też czułam, gdy dodatkowo jechaliśmy z Nią po bransoletkę Lilou, którą sobie wybrała w nagrodę od nas. Dla mnie, matki, to normalne. Staram się być obiektywna, staram się dostrzegać też wady Sue i nie wpędzać Jej w jakieś dziwne samouwielbienie, ale nie wierzę, gdy ktoś mówi, że nie zależy mu na nagrodach, zwłaszcza takich, które są zwieńczeniem ciężkiej pracy i poświęceń własnego dziecka.

IMG_6839

IMG_6852

IMG_6854

IMG_6860

IMG_6866

 

BRANSOLETKA – Lilou

PIÓRO – Pelikan ( specjalne pióro do nauki pisania dla dzieci )

You May Also Like

Dodaj komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>


4 + = dziewięć